Komputery, Windows i masa kompletnego bałaganu. Tak, to mój dziennik.

ktos.jogger


WebP, JPEG XR i JPG w małym porównaniu

Kom.puter, Techblog

Jak prawdopodobnie wiecie, kilka dni temu Google udostępniło wczesną wersję konwertera (i specyfikacji formatu) o nazwie WebP, będącego w zasadzie przerobieniem mechanizmów istniejących w WebM do zwykłych obrazków, a nie żadnych filmów.

Pojawiła się od razu dyskusja, że Google jest cudowne i że chce zmienić Sieć, bo JPEG jest stary i dałoby się go ulepszyć. Mało kto, oprócz niektórych specjalistów i pasjonatów, wskazywał, że takie pomysły na zastąpienie wysłużonego JPEG-a już były - od JPEG2000 z roku 2000 przez np. JPEG XR (znany jako Windows Media Photo, a potem HD Photo) z 2006 roku.

Pobawiłem się dzisiaj dłuższą chwilę, chcąc zobaczyć w jaki sposób wygląda ostra (i ta mniej ostra) kompresja w WebP i jak się ma do zwykłego JPEG-a oraz JPEG XR (a w zasadzie HD Photo). Do zabawy posłużyły: Paint.NET 3.5.5, plugin HD Photo w wersji 0.4 do niego, narzędzie jpg2wdp oraz narzędzie webpconv od Google. To ostatnie działa tylko na Linuksie z architekturą x86_64 niestety.

Jako obrazy testowe posłużyło kilka zdjęć z mojej kolekcji oraz dwa obrazy z filmu Sintel.

Dla czystej chęci zaspokojenia ciekawości wszystko było kompresowane z jakością 10(%), przy której jak wiadomo JPEG nie wygląda już najlepiej. A jak wyglądają jego konkurenci?

Oto: porównanie JPEG, JPEG XR i WebP przy kompresji 10%. Uwaga, dużo obrazków, duża szerokość strony.

Zrobiłem dość spartańską stronę prezentującą poszczególne wyniki moich zabaw. Można pokusić się o następujące wnioski - przy takiej, dość ostrej kompresji JPEG ma skłonności do tworzenia plam o jednolitym kolorze, zwłaszcza widać to na wodzie (t3) i niebie (t5). WebP dla odmiany tworzy rozmycia (t1) lub zauważalne małe kwadraciki (t4, sintel1). Dodatkowo obrazy w WebP mają nieco inne odcienie barw (sintel2, t5, t3). JPEG XR natomiast jest dość "gładki", choć może to moje subiektywne wrażenie.

Skoro już widzimy różnice w poszczególnych obrazach, to jak wygląda oszczędność miejsca i transferu? Policzmy. Oryginalny obrazek t1 ma 13723229 bajtów. Przekonwertowany do JPG z jakością 10% zajmuje 280983 bajtów (2,04% wielkości oryginału). JPEG XR jest mniej oszczędny, bo zajmuje 371207 bajtów. WebP ma tutaj przewagę, zajmuje tylko 159669 bajtów, zaledwie 50% wielkości JPEG. W przypadku obrazu t3 wielkości plików WebP są coraz bardziej imponujące: 38203 bajty dla WebP, 88231 w XR i 158320 w zwykłym JPEG. t4 - 34645 B WebP do 68391 B w XR do 147240 B w zwykłym JPEG.

Jeżeli dobrze zrozumiałem podejście Google, to WebP miałby docelowo stać się zamiennikiem JPEG w całym internecie. Aby do tego doszło musi być obsługiwany na wszystkich platformach - najlepiej także na urządzeniach przenośnych wszelkiej maści. By był efektywny należałoby pokusić się nie tylko o testy jak bardzo zmniejszane są pliki, ale czy algorytmy WebP nie są zbyt skomplikowane, wolne i czy ewentualnie nie powodują znacznie większego zużycia energii przy kompresji/dekompresji.

Sama wielkość tworzonego pliku jest obiecująca. Dodatkowo, WebP nie jest objęty patentami, w przeciwieństwie do JPEG2000 czy JPEG XR (choć ten to akurat jest w ramach Open Specification Promise, ale to nadal tylko "obietnica"). Ale zmiana WSZYSTKIEGO? JPEG jest niesamowicie popularny i uniwersalny. Nie wyobrażam sobie by cały świat nagle miał przejść na nowy format, taka ewolucja trwałaby latami... a i po latach nadal nie wszystko by było w WebP. Ja nadal mam gdzieś tam jakieś PCX, OS/2 BMP czy inne DIB-y. Zwróćmy jeszcze raz uwagę na JPEG2000 - żyje gdziekolwiek, poza pasjonatami? JPEG XR pojawił się w mediach jako Windows Media Photo i zniknął. Djvu czy XPS pokonały PDF-a? Jedyny format, jaki się przebił naprawdę to chyba PNG jako zastępstwo dla GIF-a, ale to z winy wad tego drugiego.

Dodatkowo, świetny wpis (i komentarze!) na blogu "Diary Of An x264 Developer" sugerują, że podobne efekty da się uzyskać w łatwiejszy sposób i że WebP nie wnosi wystarczająco wiele, by wymusić rewolucję.

03 października 2010, 15:15:43.

Komentarze wyłączone

Włamują się do maili profesorów

Kom.puter, Techblog

Dziś rano na głównej stronie Gazeta.pl pojawiły się aż dwa teksty powiązane z bezpieczeństwem informatycznym. Jeden, o tytule jak powyżej i drugi o ściganiu "hakerów" z urzędu.

Odniosę się do tego pierwszego, bo jest dość ciekawy. Mamy sytuację, że ktoś, wykorzystując pocztę elektroniczną, podszywa się pod znane osoby i prosi o pieniądze. Ot, przekręt nigeryjski w wersji bardziej autentycznej.

Mimo, iż w dwóch przykładach podanych w artykule atakujący "złamali zabezpieczenia i podszywając się pod niego, wysłali list po angielsku do osób i instytucji z listy mailingowej z dramatyczną prośbą o pomoc", a potem zmienili hasła, to tak w rzeczywistości podszycie się pod znaną osobistość nie wymaga przecież włamania się do skrzynki pocztowej! Protokół SMTP jest na tyle uprzejmy, że w nagłówku "From" może znaleźć się cokolwiek. Bez większych problemów jestem w stanie wysłać wiadomość "pochodzącą" od np. Billa Gatesa.

Gorszym "problemem" dla oszustów może być zdobycie listy osób zaufanych, przyjaciół i znajomych, którym można by podesłać spreparowany list. Oczywiście, po włamaniu się na skrzynkę pocztową, zwłaszcza rozbudowanego webmaila, tak jak GMail w artykule, dostajemy listę osób, z którymi ofiara korespondowała. Ale... może i bez tego da się obejść? Oczywiście!

"Z pomocą" atakującemu mogą przyjść sieci społecznościowe. Patrzymy po znajomych danej osoby na Facebooku czy Naszej-Klasie (często znajomi są pokazywani bez problemów), wynajdujemy wśród nich osoby z pracy, czy rodzinę, potem zostaje nam tylko jakoś odnaleźć ich adresy e-mail, niekiedy w tych serwisach widoczne... i przekręt gotowy.

Teoretycznie, obroną przed podszyciem się przez inny serwer za nas mógłby być SPF. W praktyce - SPF nie zawsze działa. Owszem, zdarza się, że zostanie wykryte, że dany adres IP nie jest faktycznie serwerem nadawcy, ale są systemy pocztowe, które po prostu to ignorują. Aby zabezpieczyć się przed włamaniem na skrzynkę, to oczywiście są potrzebne rzeczy znane - silne hasło i silny mechanizm zabezpieczający przed użyciem generowania nowego hasła.

No i ewentualnie jeszcze jeden mechanizm - podpisywanie własnej poczty za pomocą podpisu cyfrowego. Czy to S/MIME, czy PGP, taki list bez podpisu byłby automatycznie uznawany za podejrzany. Problemem jest jednak skomplikowane dość użycie i nieznajomość tej technologii u innych użytkowników.

Na koniec jeszcze jedna uwaga dotycząca bezpieczeństwa poczty. Kilka lat temu został mi skradziony telefon. Telefon ten miał wbudowanego klienta e-mail, który przechowywał hasło w postaci czystego tekstu. Nowy posiadacz telefonu był w stanie zmienić moje hasło dostępowe do skrzynki, pytanie zabezpieczające i odpowiedź. A do tego na jeden z nadchodzących listów odpowiedział dość niekulturalnym komentarzem. Dzisiaj stracić telefon też jest łatwo - nie wiem czy łatwo jest uzyskać hasło do skrzynki, ale pobawić się czyimś telefonem z aktywnym odbieraniem poczty się da. Także zapewne wysłać wiadomość, jeśli skrzynka jest skonfigurowana. Na to też trzeba uważać.

16 września 2010, 11:22:32.

Komentarze wyłączone

Sztuka pisania oprogramowania. Wybór i redakcja Joel Spolsky.

Książki, Techblog

Książka o takim tytule, wydana na początku zeszłego roku, wpadła w moje ręce przypadkiem. Przypadek ten polegał na tym, że wybierając książki do kupienia - bo skoro już kupuję książki informatyczne to lepiej kilka naraz niż jedną, natknąłem się na nią szukając innej książki - autorstwa samego pana Spolsky1.

Okładka, z Helion.pl

“Sztuka pisania oprogramowania” to zbiór 29 esejów, wybranych i zapewne lubianych przez redaktora wybierającego, autorstwa kilkunastu autorów, wśród których są tak znane w świecie programistycznym osobistości jak Bruce Eckel czy Ron Jeffries, oraz garść mniej znanych - ale są to programiści, konsultanci, bloggerzy. Zresztą książka jest zbiorem tekstów, które już wcześniej ukazały się w Internecie - tutaj jednak są one w formie papierowej (to jest ważne, tak!), przetłumaczone i zebrane razem.

Czyta się przyjemnie - choć niektóre teksty są w mojej opinii okropne, to inne - nawet krótkie - wstawki są niekiedy naprawdę wciągająco napisane i świetnie opowiadają o niektórych elementach pracy programisty w wielkiej (lub mniejszej) korporacji. A moją ostatnią metodą na śmiech jest spojrzenie na Rozdział 2, i krótkie przedstawienie najgłupszego interfejsu użytkownika w historii, czyli psa szukającego w Windows XP i porównanie z Google (#).

Z jednej strony są żartobliwe wstawki, jak ta wyżej. Z drugiej - dyskusja o statycznej kontroli typów czy języku Processing. O pisaniu Worda dla Maków, ale i o tym jak wygląda praca Starbucks w oku programisty. A nawet “czego nas nauczyły flamewars” oraz “jak Microsoft przegrał wojnę o API”.

Możecie się śmiać, że na randce będziecie rozmawiać o tym, że oto jedno ostatnio przeczytało powieść Moniki Szwai “klub mało używanych dziewic”, a drugie - czyta eseje o programowaniu. Nie ma się z czego śmiać, świetna lektura i polecam - nawet dla odprężenia, ale i przemyśleń o paru sprawach. W końcu dlaczego informatycy mają czytać tylko takie opasłe tomiska jak “Introducing Windows Server 2008″ czy “Applications = Code + Markup”? Kawałek nieco luźniejszego tekstu, związanego z branżą, nie jest niczym złym, wręcz przeciwnie.

Zasłużona piątka w mojej opinii. Aż żal mi znów oceniać kolejną książkę tak wysoko.

[1] - na jednym z wykładów z przedmiotu “Inżynieria oprogramowania” została postawiona teza, iż dziadek tego pana wyemigrował do USA i tam został zapytany “Who are you?”, na co odpowiedział “Z Polski” i tak już zostało ;-)

Kopia z "Notatek".

16 marca 2008, 14:06:59.

Komentarze wyłączone

Głosowa informacja o godzinie

Techblog, Windows

dmn napisał wczoraj w jaki sposób zmusić Linuksa do "powiedzenia" jaką mamy aktualnie godzinę. Wystarczą dwie linijki kodu. A Windows zapytacie?

Wystarczy jedna.

(new-object -com Sapi.SpVoice).Speak([DateTime]::Now.ToString("T"))

Rzecz jasna trzeba mieć Windows PowerShell i jakiś "głos". W Windows Vista standardowo Microsoft Anna czyta bardzo ładnie, obecny standardowo w Windows XP "Microsoft Sam" czyta okropnie (ale da się zrozumieć ;-))

10 października 2007, 19:10:58.

Komentarze wyłączone

Zarządzanie czasem. Strategie dla administratorów systemów.

Książki, Techblog

Na ślad tej książki, bo jakże by gdzieś indziej, trafiłem na Joggerze. Nie wiem dokładnie gdzie, ale chyba na tym blogu. Ale widzę i Piotr Hosowicz i o niej pisał jakiś czas temu.

okładka

Zapytacie dlaczego niby czytam tą książkę, jak zarządzanie czasem, a tym bardziej z pozycji sysadmina, którym nie jestem, jest mi tematem obcym i raczej wydaje się póki co nieinteresującym? Nie wiem, odpowiem szczerze. Jakoś mnie zainteresowała, po przeczytaniu rozdziału przykładowego. I w sumie pomyślałem sobie, że sprawne zarządzanie czasem może mi się przydać (bo nie umiem tego), a normalne strategie... nie są tak zintegrowane z cyfrową rzeczywistością, jak ja. I trafiłem.

Książka jest niezbyt gruba, niezbyt droga (30 PLN kosztuje, ja kupiłem nawet grosz taniej i to nie przez Internet), napisana zgodnie z zasadą maksimum treści. Ilustrowana komiksami UserFriendly (notabene w nagłówku każdego z nich jest napisane: "Iliad, 'Przyjazny dla użytkownika', tłumacz się trochę zapędził). Dużo wypunktowywania najważniejszych rzeczy, krótkie podrozdziały.

Czym się tak w gruncie rzeczy różni ta pozycja od "normalnej" książki o zarządzaniu czasem? No, przede wszystkim wydawnictwem "oh, really?" i znaczkiem zwierzęcia na okładce ;-) A do tego pamięta o specyfice pracy administratora, o narzędziach jakimi ci dysponują, a zwykli śmiertelnicy w zwykłej pracy rzadko mają możliwość skorzystania (książka opisuje małe podstawy zastosowania Makefile do automatyzacji pewnych operacji związanych z Postfiksem na przykład), wspomina o odpowiednim oprogramowaniu i nawet - co zaskakujące - że nie wolno zapominać o życiu prywatnym, nawet jeżeli hobby i praca bardzo się ze sobą łączą.

Warto, jeżeli sądzisz, że potrzebujesz.

#

25 września 2007, 21:20:13.

Komentarze wyłączone

Zaskakujące - Vista pokazuje kiedy zmiana czasu

Techblog

Clock is showing when DST begins!

Zegarek w Windows Vista pokazuje, że już wkrótce przestawimy swoje zegarki o godzinę do przodu. W sumie to pokazywanie tego to fajny ficzer jest. Zaskoczony jestem, in plus, że producent coś takiego wymyślił.

21 marca 2007, 20:44:36.

Komentarze wyłączone

Xcode

Cytaty, Kodowanie, Kom.puter, Techblog

Łącząc potężne narzędzia UNIX-a, przyjazny dla użytkownika system Mac OS X i zestaw wysokowydajnych technologii programowania, Xcode jest dla developerów Mac OS X Tiger najszybszym sposobem tworzenia aplikacji Mac OS X przy użyciu łatwego interfejsu użytkownika oraz wykorzystaniu zalet nowych technologii Apple. Dzięki modelowi kompilatora opracowanego przez Apple we współpracy z IBM, Xcode używa GCC 4.0 do optymalizowania kodu dla architektury procesora Apple - PowerPC G5.

A ja głupi myślałem, że Apple przeszedł na Intela, a tu się okazuje że procesorem Apple jest PowerPC G5. Materiałów reklamowych zapomnieli zmienić? :-)

A z innej beczki - powie mi ktoś jak Xcode ma się do innych IDE w rodzaju Visual Studio, Delphi czy Eclipse? Ciekawy jestem.

03 marca 2007, 10:45:08.

Komentarze wyłączone

Otwieranie plików DOCX

Groch z kapustą, Kom.puter, Techblog

Office'y są zgodne wyłącznie w dół :!:

Na takiż cytat natrafiłem dzisiaj na forum Ubuntu (przejrzeć profilu użytkownika bez zarejestrowania nie można, posta napisać też... ech... ale nieważne). I przypomniało mi się o Office 2007 compatibility pack. To jest taki dodatek, który współpracuje nawet z moją, archaiczną już wersją pakietu Microsoft Office - 2000 - i umożliwia otwieranie i edycję plików zapisanych w nowym formacie wprowadzonym w Office 2007, opartym o XML. Czyli te wszystkie .docx, .xslx i .pptx. Czyli jednym słowem - dwukierunkowa zgodność pierwszy raz w historii chyba.

Jednak przypomniało mi się przede wszystkim jak użyłem tego konwertera, jak dotąd całe trzy razy. Raz, by otworzyć plik na temat PowerShella, który otworzył się i działał jak trzeba. Drugi i trzeci raz, jak próbowałem otworzyć "Windows Vista Product Guide", bo wersja w formacie XPS działa wolno jak cholera. Bodaj 60 MB miał, teraz nie powiem, bo usunąłem. Dlaczego? Bo o ile 25 MB XPS się jako tako otwiera, to olbrzymi .docx powiesił ten konwerter. Próbowałem 2 razy. Zawsze po dłuższej chwili MS Word przestawał reagować, i nie działo się nic.

Ciekawe czy sam Word 2007 radzi sobie z tym plikiem ;-)

02 marca 2007, 20:18:33.

Komentarze wyłączone

Do zapamiętania

Kodowanie, Linux, Po stronach, Techblog

bash standardowo sobie z liczbami zmiennoprzecinkowymi nie radzi, potrzeba mu bc. A potem działają już takie rzeczy jak przykładowo:

[ktos@avril ~]$ echo 20/19 | bc -l
1.05263157894736842105

23 lutego 2007, 16:32:17.

Komentarze wyłączone

RocketDock

Kom.puter, Techblog

Podpatrzywszy u Piotrka (przypadkiem, bo screen wrzucił z kimś dyskutując o Konnekcie ;-)) takie fajne coś na górze jego pulpitu zapytałem się cóż to jest i usłyszałem o RocketDock.

Zabawka ta jest podobna do tego, co użytkownicy MacOS X mają w standardzie, w sumie nie dziwne, że i inni chcą mieć, jest fajna, pozbyłem się ikon z pulpitu (i QuickLaunch) w większości przerzucając je na docka, pogrzebałem w ustawieniach, dostosowałem jak trzeba, między innymi zmieniając aby zapisywało dane w pliku INI, bo łatwiej jest wtedy ustawienia przenosić, a ja szykuję się do przejścia w końcu na wersję finalną Visty. I to był błąd się okazało przy konieczności restartu komputera.

Po ponownym uruchomieniu zobaczyłem RocketDocka w takim samym stanie jak po pierwszym "przypadkowym" zamknięciu. "WTF?!" w myślach szybko zmieniło się, w "[piip]!". Wiecie dlaczego tak się stało? Pierwsze uruchomienie było tuż z instalatora, a zatem na prawach administratora. Po przypadkowym zamknięciu tamte dane zostały zapisane, ale następne, po uruchomieniu na prawach moich, już nie. Dlaczego? Ano dlatego, że mimo iż program podobno z Vistą współpracuje z jakimiś dodatkowymi ficzerami, których nie używam, o tyle stosuje złą praktykę zapisu pliku INI swojego w katalogu własnym. Pal licho to, że powoduje to, że ustawienia są globalne dla każdego użytkownika komputera, gorzej, że praw do zapisu do swojego pliku INI ten program nie ma, ale w żaden sposób tego nie sygnalizuje (prawie jak Gadu-Gadu, które nie zapisywało archiwum i listy kontaktów w podobnej sytuacji). Wyjściem okazało się nadanie plikowi INI prawa do zapisu i modyfikacji przez mojego użytkownika. Chciałem zgłosić bug reporta, ale widzę, że opcja ta jest ogólnie dla środowisk typu Portable - i tam faktycznie zapisywanie w katalogu programu jest pożądane, więc dam sobie spokój. I faktycznie w angielskiej wersji jest "Portable INI File", więc można by się było domyślić. Można też (zamiast nadawać prawa) skasować plik INI, ustawienia wtedy będą zapisywane gdzieś indziej (rejestr?) i już per-user.

No cóż, mi teraz już program działa tak jak ja chcę, ale ciekawy jestem ilu użytkowników by się na tym przejechało. A może by nie zmieniali tego ustawienia normalni ludzie? :-)

A zatem mój desktop ma mniej ikon, za to pasek na górze.

23 lutego 2007, 15:21:54.

Komentarze wyłączone