Komputery, Windows i masa kompletnego bałaganu. Tak, to mój dziennik.

ktos.jogger


Cudów można w sieci narobić

Kom.puter

Od blisko miesiąca, niejako "produkcyjnie", w mojej sieci działa sobie nowy komputer. Mały, lekki, przyjemny, o niezbyt wielkiej mocy przerobowej. Jest on serwerem. Domowym serwerem.

Miałem już kiedyś taki epizod w swoim domu, kiedy to serwer utrzymujący między innymi moją pocztę oraz stronę WWW stał sobie w pokoju obok zużywając prąd i łącze. Teraz jest inaczej - nie jest to ani otrzymana z odzysku dwuprocesorowa płyta na stare Pentium III ani serwer 1U na nowe Pentium III, a mały nettop zużywający minimalnie dużo energii i prawie bezgłośny. Prawie, bo po dłuższej chwili da się usłyszeć niewielki szum kręcącego się laptopowego dysku.

Podłączony do gigabitowego switcha udostępnia swoje zasoby innym komputerom. Jeden z nich, również o gigabitowym połączeniu, nie widzi prawie różnicy pomiędzy lokalnym dyskiem, a dyskiem sieciowym. Drugi, połączony przez Wi-Fi, jest zauważalnie wolniejszy, ale przy większości zastosowań nie robi to różnicy.

System operacyjny - Windows Home Server Code Name "Vail", czyli dokładnie rzecz ujmując - beta wersja drugiej odsłony Windows Home Server. Tym razem oparty o Windows Server 2008 R2 Standard, więc o wiele milszy w obsłudze i instalacji niż jego poprzednik. Dość prosty sposób na udostępnianie dokumentów i przede wszystkim multimediów w domowej sieci, także do urządzeń DLNA (np. do telefonu). Fajne, naprawdę - trzymam zdjęcia w domowym serwerze, a mogę oglądać na każdym komputerze oraz na ekranie telewizora poprzez Xboksa.

Dodatkowo, dzięki mencoderowi i pewnemu skryptowi, praktycznie każdy film mogę w kilkanaście minut skonwertować do postaci zjadliwej przez Xboksa i oglądać na telewizorze wprost z domowej sieci.

WHS jako taki umożliwia też automatyczne backupowanie komputerów z sieci. Podobno się backupują (jednak nie całe, nie mam tak dużych dysków w serwerze), odzyskiwać na szczęście jeszcze nie musiałem...

I o ile normalni ludzie skończyli by na postawieniu sobie tego Home Servera (o ile w ogóle ktokolwiek takie coś uruchamia), to przecież jest to tak naprawdę zwykły 2008 R2, więc... można się pobawić bardziej! O ile pamiętam, to w poprzedniej wersji dawało się nawet uaktywnić funkcję głównego kontrolera domeny AD - tutaj tego nie próbowałem, ale za to...

Mój serwer jest także routerem IPv6, obsługując połączenia z komputerów w sieci domowej do świata poprzez tunel z Hurricane Electric. Tak, bo cała sieć domowa działa na IPv6 (no, prawie cała). Każdy komputer ma tym sposobem swój piękny, publiczny adres. Zastanawiam się teraz na ile to jest bezpieczne... Aby uruchomić routing w zasadzie wystarczy tylko zainstalować i uruchomić "Routing and Remote Access", element roli "Network Policy and Access Services".

Potem, przeczytawszy co nieco o alternatywnych root-serverach DNS, uruchomiłem lokalny serwer DNS (rola "DNS server") konfigurując go na korzystanie z alternatywnych serwerów OpenNIC. Dostępny po IPv6 oczywiście serwer jest teraz głównym serwerem DNS dla sieci, dodatkowo cache'ując zapytania oraz mirrorując niektóre, często używane domeny. To usuwa problemy na wypadek padów komunikacji z DNS operatora oraz pozwala na używanie nieautoryzowanych przez ICANN domen, w rodzaju .geek (muszę sobie jakąś fajną taką domenę zarejestrować).

O ile standardowo dostępny jest serwer HTTP (IIS 7.5) udostępniający dokumenty składowane na serwerze także przez Internet (dość interesująca rzecz) to oczywiście można także dodać własne strony, na innych virtualhostach. Jak to bywa mam ustawione kilka stron które nic ciekawego nie pokazują - na razie.

Plus oczywiście Zdalny Pulpit oraz - Powershell poprzez SSH w darmowej wersji PowerShell Server co daje możliwość dostania się i sterowania serwerem także np. z telefonu komórkowego.

Co dalej? Większy dysk. 320 GB to za mało miejsca na wszystkie moje multimedia jakie chciałbym trzymać w sieci i wyrzucić z lokalnych komputerów zupełnie. Obecnie dostępny jest Drive Extender, wszystkie dyski podłączone w dowolny sposób do WHS są traktowane jako wspólna, jedna pula. To ma zostać wyrzucone w następnej wersji beta. Do tego sam mój komputer mieści tylko jeden dysk 2,5", a nie chcę za bardzo używać zewnętrznych dysków przez USB podłączonych...

Zastanawiam się jeszcze nad próbą uruchomienia serwera VPN, by mieć zdalny dostęp do sieci oraz nad uruchomieniem DHCPv6, bo na razie ten IPv6 jest skonfigurowany w dość partyzancki sposób, z wpisanymi na sztywno adresami.

Co jest źle? WHS "Vail" ma swoje narowy - system monitorujący stan komputerów często raportuje, że coś jest nie tak, bo on sam przestał działać - sytuacja naprawia się sama po kilku minutach. BitLocker nie jest wspierany, więc szyfrowanie dysków serwera będę musiał załatwić jakoś inaczej. BitLocker To Go, dla dysków wymiennych, wygląda jakby nie działał poprawnie, bo co i rusz się wiesza - być może to też wina tego, że oficjalnie nie powinien działać.

Ale naprawdę - jedno małe pudełko w sieci może zdziałać cuda. Zwłaszcza, jeśli go prawie nie widać i nie słychać. A ile zabawy dla geeków...

09 grudnia 2010, 20:37:41.

Komentarze wyłączone

Ruchy

Groch z kapustą, Kom.puter, Po stronach

Miałem dzisiaj okazję przez kilkanaście minut i kilka gierek pobawić się słynnym kontrolerem Kinect od Microsoftu.

Zabawa jest przednia, naprawdę. Dziwne ruchy, podskoki, przysiady. Zmęczyć się też można. Sterowanie interfejsem jest dość nienaturalne i nie mogłem go za dobrze opanować, pewnie przyzwyczaja się do tego dopiero po dłuższym czasie zabawy z urządzeniem.

Kinect Adventures, gra dostępna w pakiecie z kontrolerem, jest przyjemna. Nasze prawie, że komiksowe ludziki wiernie odwzorowują ruchy, opóźnienie w trakcie grania jest ledwo zauważalne (tylko przy bardzo dynamicznych próbach odbicia szybko lecącej wirtualnej piłki dawało się to odczuć). Co oferują przygody z Kinectem? Jakieś latające piłki odbijane wszystkimi częściami ciała, kosmiczne bąbelki, w które nie grałem akurat, zbieranie punktów przy ruchu jakiejś takiej dziwnej platformy, mój zdecydowany faworyt pod względem nazwy, "20 tysięcy przecieków" polegający na zatykaniu dziur w podwodnej kabinie, no i słynny już ponton sprzeczny z prawami fizyki.

Po ukończonym etapie gry zazwyczaj prezentowane są zdjęcia uczestników w najrozmaitszych dziwnych pozach okraszonych podpisami stylizowanymi na osiągnięcia ("równoczesny unik", "podwójny wyskok" itp.), które to są dodatkowymi powodami do śmiechu.

Wada? Naprawdę głupio się wygląda. Ale trochę dystansu do siebie i zabawa jest przednia. Śmiechu co niemiara, u zarówno uczestników, jak i biernych obserwatorów.

Zdjęcia, które system zachowuje, podobno można potem wysyłać na Fejsbuka (bo to modne teraz jest). Mam nadzieję, że się tam nie znajdą, wszyscy wyglądaliśmy komicznie próbując wykonać zadania ;-)

Spróbowaliśmy też Joy Ride, zabawkowych wyścigów z trzymaniem wyimaginowanej kierownicy. Ukończyłem tor ostatni, nie umiejąc w ogóle opanować sterowania samochodem. Ale może to tylko kwestia, że i nastawiony do tej gry byłem dość negatywnie?

Super zabawa. Wygląda dziwnie, wygląda się dziwnie, ale gra się bardzo przyjemnie. Oczywiście, po paru tygodniach może się już znudzić, ale dla każdego nowego człowieka jest świetną zabawką.

15 listopada 2010, 22:14:23.

Komentarze wyłączone

WebP, JPEG XR i JPG w małym porównaniu

Kom.puter, Techblog

Jak prawdopodobnie wiecie, kilka dni temu Google udostępniło wczesną wersję konwertera (i specyfikacji formatu) o nazwie WebP, będącego w zasadzie przerobieniem mechanizmów istniejących w WebM do zwykłych obrazków, a nie żadnych filmów.

Pojawiła się od razu dyskusja, że Google jest cudowne i że chce zmienić Sieć, bo JPEG jest stary i dałoby się go ulepszyć. Mało kto, oprócz niektórych specjalistów i pasjonatów, wskazywał, że takie pomysły na zastąpienie wysłużonego JPEG-a już były - od JPEG2000 z roku 2000 przez np. JPEG XR (znany jako Windows Media Photo, a potem HD Photo) z 2006 roku.

Pobawiłem się dzisiaj dłuższą chwilę, chcąc zobaczyć w jaki sposób wygląda ostra (i ta mniej ostra) kompresja w WebP i jak się ma do zwykłego JPEG-a oraz JPEG XR (a w zasadzie HD Photo). Do zabawy posłużyły: Paint.NET 3.5.5, plugin HD Photo w wersji 0.4 do niego, narzędzie jpg2wdp oraz narzędzie webpconv od Google. To ostatnie działa tylko na Linuksie z architekturą x86_64 niestety.

Jako obrazy testowe posłużyło kilka zdjęć z mojej kolekcji oraz dwa obrazy z filmu Sintel.

Dla czystej chęci zaspokojenia ciekawości wszystko było kompresowane z jakością 10(%), przy której jak wiadomo JPEG nie wygląda już najlepiej. A jak wyglądają jego konkurenci?

Oto: porównanie JPEG, JPEG XR i WebP przy kompresji 10%. Uwaga, dużo obrazków, duża szerokość strony.

Zrobiłem dość spartańską stronę prezentującą poszczególne wyniki moich zabaw. Można pokusić się o następujące wnioski - przy takiej, dość ostrej kompresji JPEG ma skłonności do tworzenia plam o jednolitym kolorze, zwłaszcza widać to na wodzie (t3) i niebie (t5). WebP dla odmiany tworzy rozmycia (t1) lub zauważalne małe kwadraciki (t4, sintel1). Dodatkowo obrazy w WebP mają nieco inne odcienie barw (sintel2, t5, t3). JPEG XR natomiast jest dość "gładki", choć może to moje subiektywne wrażenie.

Skoro już widzimy różnice w poszczególnych obrazach, to jak wygląda oszczędność miejsca i transferu? Policzmy. Oryginalny obrazek t1 ma 13723229 bajtów. Przekonwertowany do JPG z jakością 10% zajmuje 280983 bajtów (2,04% wielkości oryginału). JPEG XR jest mniej oszczędny, bo zajmuje 371207 bajtów. WebP ma tutaj przewagę, zajmuje tylko 159669 bajtów, zaledwie 50% wielkości JPEG. W przypadku obrazu t3 wielkości plików WebP są coraz bardziej imponujące: 38203 bajty dla WebP, 88231 w XR i 158320 w zwykłym JPEG. t4 - 34645 B WebP do 68391 B w XR do 147240 B w zwykłym JPEG.

Jeżeli dobrze zrozumiałem podejście Google, to WebP miałby docelowo stać się zamiennikiem JPEG w całym internecie. Aby do tego doszło musi być obsługiwany na wszystkich platformach - najlepiej także na urządzeniach przenośnych wszelkiej maści. By był efektywny należałoby pokusić się nie tylko o testy jak bardzo zmniejszane są pliki, ale czy algorytmy WebP nie są zbyt skomplikowane, wolne i czy ewentualnie nie powodują znacznie większego zużycia energii przy kompresji/dekompresji.

Sama wielkość tworzonego pliku jest obiecująca. Dodatkowo, WebP nie jest objęty patentami, w przeciwieństwie do JPEG2000 czy JPEG XR (choć ten to akurat jest w ramach Open Specification Promise, ale to nadal tylko "obietnica"). Ale zmiana WSZYSTKIEGO? JPEG jest niesamowicie popularny i uniwersalny. Nie wyobrażam sobie by cały świat nagle miał przejść na nowy format, taka ewolucja trwałaby latami... a i po latach nadal nie wszystko by było w WebP. Ja nadal mam gdzieś tam jakieś PCX, OS/2 BMP czy inne DIB-y. Zwróćmy jeszcze raz uwagę na JPEG2000 - żyje gdziekolwiek, poza pasjonatami? JPEG XR pojawił się w mediach jako Windows Media Photo i zniknął. Djvu czy XPS pokonały PDF-a? Jedyny format, jaki się przebił naprawdę to chyba PNG jako zastępstwo dla GIF-a, ale to z winy wad tego drugiego.

Dodatkowo, świetny wpis (i komentarze!) na blogu "Diary Of An x264 Developer" sugerują, że podobne efekty da się uzyskać w łatwiejszy sposób i że WebP nie wnosi wystarczająco wiele, by wymusić rewolucję.

03 października 2010, 15:15:43.

Komentarze wyłączone

Włamują się do maili profesorów

Kom.puter, Techblog

Dziś rano na głównej stronie Gazeta.pl pojawiły się aż dwa teksty powiązane z bezpieczeństwem informatycznym. Jeden, o tytule jak powyżej i drugi o ściganiu "hakerów" z urzędu.

Odniosę się do tego pierwszego, bo jest dość ciekawy. Mamy sytuację, że ktoś, wykorzystując pocztę elektroniczną, podszywa się pod znane osoby i prosi o pieniądze. Ot, przekręt nigeryjski w wersji bardziej autentycznej.

Mimo, iż w dwóch przykładach podanych w artykule atakujący "złamali zabezpieczenia i podszywając się pod niego, wysłali list po angielsku do osób i instytucji z listy mailingowej z dramatyczną prośbą o pomoc", a potem zmienili hasła, to tak w rzeczywistości podszycie się pod znaną osobistość nie wymaga przecież włamania się do skrzynki pocztowej! Protokół SMTP jest na tyle uprzejmy, że w nagłówku "From" może znaleźć się cokolwiek. Bez większych problemów jestem w stanie wysłać wiadomość "pochodzącą" od np. Billa Gatesa.

Gorszym "problemem" dla oszustów może być zdobycie listy osób zaufanych, przyjaciół i znajomych, którym można by podesłać spreparowany list. Oczywiście, po włamaniu się na skrzynkę pocztową, zwłaszcza rozbudowanego webmaila, tak jak GMail w artykule, dostajemy listę osób, z którymi ofiara korespondowała. Ale... może i bez tego da się obejść? Oczywiście!

"Z pomocą" atakującemu mogą przyjść sieci społecznościowe. Patrzymy po znajomych danej osoby na Facebooku czy Naszej-Klasie (często znajomi są pokazywani bez problemów), wynajdujemy wśród nich osoby z pracy, czy rodzinę, potem zostaje nam tylko jakoś odnaleźć ich adresy e-mail, niekiedy w tych serwisach widoczne... i przekręt gotowy.

Teoretycznie, obroną przed podszyciem się przez inny serwer za nas mógłby być SPF. W praktyce - SPF nie zawsze działa. Owszem, zdarza się, że zostanie wykryte, że dany adres IP nie jest faktycznie serwerem nadawcy, ale są systemy pocztowe, które po prostu to ignorują. Aby zabezpieczyć się przed włamaniem na skrzynkę, to oczywiście są potrzebne rzeczy znane - silne hasło i silny mechanizm zabezpieczający przed użyciem generowania nowego hasła.

No i ewentualnie jeszcze jeden mechanizm - podpisywanie własnej poczty za pomocą podpisu cyfrowego. Czy to S/MIME, czy PGP, taki list bez podpisu byłby automatycznie uznawany za podejrzany. Problemem jest jednak skomplikowane dość użycie i nieznajomość tej technologii u innych użytkowników.

Na koniec jeszcze jedna uwaga dotycząca bezpieczeństwa poczty. Kilka lat temu został mi skradziony telefon. Telefon ten miał wbudowanego klienta e-mail, który przechowywał hasło w postaci czystego tekstu. Nowy posiadacz telefonu był w stanie zmienić moje hasło dostępowe do skrzynki, pytanie zabezpieczające i odpowiedź. A do tego na jeden z nadchodzących listów odpowiedział dość niekulturalnym komentarzem. Dzisiaj stracić telefon też jest łatwo - nie wiem czy łatwo jest uzyskać hasło do skrzynki, ale pobawić się czyimś telefonem z aktywnym odbieraniem poczty się da. Także zapewne wysłać wiadomość, jeśli skrzynka jest skonfigurowana. Na to też trzeba uważać.

16 września 2010, 11:22:32.

Komentarze wyłączone

Bezprzewodowo

Groch z kapustą, Kom.puter, Po stronach

Bezprzewodowość. Aktualna moda. Bezprzewodowe sieci, bezprzewodowe zasilanie, bezprzewodowe USB. Akurat to ostatnie było by dość fajne.

Cóż z tego, że mam dużo bezprzewodowych rzeczy, skoro z mojego komputera i tak wystają cztery "stacje odbiorcze"?

Odbiornik IR do pilota, odbiornik do myszki, odbiornik do pada, stacja nadawcza do bezprzewodowych słuchawek. I jak było zagracone, tak jest nadal.

12 września 2010, 11:24:24.

Komentarze wyłączone

Jest tylko jedna metoda backupu

Kom.puter

Tylko jedna skuteczna. Polega ona na robieniu kopii zapasowej regularnie oraz - co znacznie bardziej istotne - redundancji.

Mimo, iż z moich mechanizmów kopii zapasowej jak dotąd nie musiałem korzystać w naprawdę krytycznej sytuacji, to kopie tworzę. Absolutnie ręcznie, z użyciem robocopy, 7-Zipa, zewnętrznych dysków twardych i FreeOTFE oraz BitLockera. W miarę regularnie nawet, potem odpowiednie kopie zapisywane są w różnych miejscach, szyfrowane, kopiowanie i tak dalej. Wczoraj jednak miałem drobny test procedur bezpieczeństwa danych. Zagrożenie wynikło oczywiście z najgorszej rzeczy jaka się może zdarzyć, mojego własnego błędu.

Jestem maniakiem archiwizowania rzeczy dziwnych i już zapewne nieprzydatnych. Kopie starych backupów (naprawdę starych - najstarszy ma 8 lat), które były zrobione na płytach CD i DVD miałem, w postaci archiwów ZIP, na zewnętrznym dysku twardym. Jedno nieopatrzne użycie robocopy z parametrem /MIR, zapomnienie, że /MIR działa tak jak /PURGE i pliki, których nie było na dysku źródłowym, znikły.

robocopy pliki po prostu kasuje, nie przenosząc ich do Kosza. Wśród skasowanych danych było 15 GB kopii płyt z backupem. Kopie płyt mogę ponownie wykonać, sięgając do płyt źródłowych. O ile działają, bo nośnik jest dość nietrwały (mimo, iż moje płyty są w stosunkowo stałej temperaturze, wilgotności i pozbawione dostępu światła słonecznego). Problemem stało się jednak 8 MB archiwów, co do których nie byłem pewny ich pochodzenia.

Pliki skasowane zapewne daje się odzyskać bez większych problemów. Znam jednak tylko komercyjne narzędzia do tego, których wersje darmowe dość mało danych pozwalają uratować. Na przykład R-Studio, zachwalany kiedyś przez pewnego znajomego, w wersji demonstracyjnej odczytuje zdaje się co najwyżej 64 KB pliki. Jak na 8 MB plik potrzebny do uratowania, to za mało. Drugim problemem jest to, że program od odratowania danych musi pracować pod obecnym systemem operacyjnym i nie może być np. płytą LiveCD. Nie może operować na "niższym" poziomie, bo partycja na której trzymam kopie zapasowe była zaszyfrowana za pomocą BitLocker To Go.

Wspomniany R-Studio w swojej darmowej wersji ma jednak możliwość podglądu plików do odratowania, nawet jeśli uratować ich - ze względów licencyjnych - nie umie. Po kilkudziesięciu minutach poświęconych skanowaniu partycji backupowej program udostępnił listę skasowanych plików. Wylistowanie zawartości utraconych archiwów ujawniło, że... te dane były nadmiarowe. Okazało się, że te dwa archiwa, których pochodzenia nie byłem pewien, najwyraźniej były częściowymi kopiami pewnych starych dokumentów. A pełne kopie tych dokumentów leżały spokojnie w innych plikach ZIP.

Uratowany przez nadmiarowość danych nie musiałem skorzystać z odzyskiwania, ponownie wykonałem kopie płyt z backupami, i tym razem rozproszyłem je w pełni na trzech nośnikach co - miejmy nadzieję - zminimalizuje problem.

A dzisiaj, pragnąc ulepszać mój mechanizm backupu, błędne wykonanie polecenia md5sum w pętli nadpisało pliki, których to sumę kontrolną miało policzyć. Pliki jednak po chwili zostały odratowane z kopii na drugim dysku. Nadmiarowość rządzi?

Problemem w nadmiarowości staje się rosnąca ilość danych do zarchiwizowania. Dlatego zacząłem rozglądać się za dyskami zewnętrznymi i chyba znalazłem coś, co idealnie spełnia moje wymogi. Czy kupię, co to i jak będzie działać - wkrótce.

27 sierpnia 2010, 15:05:47.

Komentarze wyłączone

HP Compaq 2710p

Ja, Kom.puter, Mobilne

Jeszcze niedawno, prawie dokładnie miesiąc temu, świętowałem dwa lata używania HP Compaq tc1100. Jednak, kilka dni po napisaniu tamtego tekstu, coś się zmieniło.

Pojawił się w mojej głowie szatański plan. Sprzedać dwa laptopy i kupić jednego, nowego, ładnego, małego, oszczędnego... Wpadł mi w oko HP Compaq 2710p. Komputer niby dwuletni, a dało się na pewnym popularnym portalu znaleźć sztuki "nówki", pochodzące z programu "HP renew", w rozsądnej całkiem cenie. Wiedziony impulsem kupiłem. Niestety, okazało się, że kupiłem model, który po przyjściu do mnie odmówił współpracy. Kupiłem potem drugi, modląc się w duchu, by wszystko było dobrze. I jest, jak dotąd.

HP Compaq 2710p

2710p to 12,1" Tablet PC typu "convertible", znaczy z obracanym ekranem. Waży nieco ponad półtora kilograma, wytrzymuje na baterii ponad 5 godzin. Moja wersja dysponuje niskonapięciowym procesorem Core 2 Duo U7600 o częstotliwości 1,2 GHz, 2 GB pamięci RAM, zintegrowanym układem graficznym Intel X3100. Punktem, gdzie najwyraźniej widać oszczędność i co za tym idzie straty wydajności jest twardy dysk. 1,8" dysk (podłączony przez nieznany mi wcześniej interfejs ZIF) o szybkości obrotowej 4200 RPM nie jest demonem szybkości, ale działa całkiem sprawnie do zadań do jakich go potrzebuję. Sam komputer wyposażony dodatkowo jest w slot kart SD, czytnik linii papilarnych, moduł TPM, kamerkę internetową i... światełko oświetlające klawiaturę w nocy. Oprócz tego, charakterystyczna jest wysuwana antena modemu WWAN, którego (jeszcze) nie posiadam.

2710p (rotating)

Standardowo pod kontrolą Windows Vista Business, pod moim okiem używa Windows 7 Professional. Działa szybko, sprawnie, bezproblemowo. I bez większości badziewia dostarczonego przez firmę HP, które to spowodowało, że pierwsze uruchomienie i wstępna konfiguracja trwała 2 godziny - zanim mogłem cokolwiek zrobić. Niestety, do działania m.in. automatycznego obracania ekranu muszę mieć program od HP, który z kolei likwiduje dwa tryby ekranu (tzw. Landscape-Secondary i Portrait-Secondary). Dlaczego? Nie mam pojęcia.

2710p ("slate" mode)

Z ciekawostek, oprócz lampki do klawiatury - brak touchpada. Jest tylko i wyłącznie trackpoint. Mój model do tego ma brytyjską klawiaturę, w której jak dla mnie lewy Shift jest trochę za wąski. Przestawione literki mnie nie martwią, takie same mam w stacjonarnym komputerze.

Ale najistotniejsze - komputer jest mały, zgrabny, niezbyt ciężki. Jego wielkość jest porównywalna z tc1100, a rozdzielczość 1280x800 jest wyraźnie fajniejsza, jak i sama klawiatura jest wygodniejsza. Nie wspomnę o szybkości pracy. Jest cichy (choć daje się usłyszeć pisk przy pracy na baterii - jakieś problemy z zasilaniem, mam podobną sytuację w nx7400), nie grzeje się. Na baterii pracuje bardzo długo. Piórko działa doskonale i ma gumkę, której nie używam. Stacja dokująca jest mała i fajna, dodaje napęd DVD, kilka kolejnych portów USB (sam komputer ma tylko dwa) i - co ciekawe - wyjście S-Video. Czytnik linii papilarnych to fajny gadżet, choć nie zawsze rozpoznaje mój palec wskazujący. Bateria, "jak zwykle", ma diodki wskazujące poziom naładowania. A, jest też Intel vPro, któremu będę musiał się dokładniej przyjrzeć.

Nie wiem jeszcze jak wygląda praca w słońcu (ekran jest matowy, ale nie jest to Outdoor View), dźwięk jest nędzny, a dziwne zachowanie sterowników usuwające dwa tryby ekranu - denerwujące. Poza tym jednak sprzęt jest bardzo dobry. Elegancko wygląda, obudowa sprawia świetne wrażenie, nie wygląda też jakby się miała wycierać. Zobaczymy za parę lat.

Jestem piekielnie zadowolony. To drugi komputer, o którym mogę powiedzieć, że podpasował mi idealnie.

07 czerwca 2010, 17:13:53.

Komentarze wyłączone

Ku pamięci

Kom.puter

Znalazłem dzisiaj przypadkiem mój dość stary, bo 5-letni, post na pewnym forum:

Do składania filmów to i 1024 MB RAM jest czasami mało :) (choć w sumie to jeszcze wszystkiego nigdy nie zająłęm :P ).

Popatrzyłem na to ze zdumieniem. 1 GB RAM to teraz mój system zjada na śniadanie, ledwo po uruchomieniu. Do montażu filmów gigabajt okazuje się daleko za małą wartością, podobnie jak tysiąc razy większy dysk. Nie wspominając o tym, że procesory daleko wyprzedzające ten, który miałem w tamtym okresie, też czasami już pokazują swoje niedobory. A to tylko 5 lat.

Z kolei 4 GB pamięci operacyjnej w obecnym komputerze już udało mi się zająć całe - w wyniku jakiegoś buga w Nokia PC Suite program ten zawłaszczył sobie wszystko - 100% procesora na wszystkich rdzeniach, całą pamięć i przywiesił system. Po kilkunastu sekundach komputer odzyskał działanie.

A może to "aż 5 lat" minęło?

15 maja 2010, 11:28:47.

Komentarze wyłączone

Dwa lata z tc1100

Kom.puter

Dwa lata temu (i jeden dzień) w moim domu pojawił się kolejny komputer. HP Compaq tc1100 aka "Jaina". Tablet PC typu hybrydowego, absolutna legenda swojej klasy. Kupiony... w sumie nie wiem po co. Potem okazał się przydatny w paru zastosowaniach, długo był nieużywany, potem znów był serwerem, a teraz znów jest komputerem, który noszę ze sobą. Bardzo często.

W ciągu tych dwóch lat zmieniłem system kilka razy, cały czas jednak ograniczając się do systemów od producenta z krainy Redmond - fabrycznie przyszedł z Windows XP Tablet PC Edition, potem bardzo długo używałem Visty Business, przez krótki czas bawiłem się na nim Windows Server 2008 i Windows Home Server, potem używałem Windows 7 Ultimate w wersji RC, potem.. no, nieistotne. W każdym razie obecnie jest Windows 7 Professional. O trickach i problemach związanych z instalacją Windows 7 na tym dość starym sprzęcie to chyba będzie oddzielny tekst, niemniej aktualnie prawie wszystko działa.

Pojawiły się problemy z baterią. Obecnie mam nową baterię, na której działa około 3 godzin. Oraz starą, która straciła ponad połowę swojej pojemności, działa na niej w okolicach godziny, a system cały czas twierdzi, że należy wymienić. Były problemy z dyskiem, mam nowy dysk o zabójczej pojemności 80 GB, który w większości jest pusty. Mam stację dokującą, w której siedzi zazwyczaj, mam doczepianą klawiaturę, której zazwyczaj nie noszę - siedzę i stukam w ekran.

Dobra, ale jakie są wrażenia? No cóż, dla mnie, posiadacza czterordzeniowego, sześciogigabajtowego, dwumonitorowego potwora, to zainstalowany tam Pentium M o zabójczej szybkości jednego gigaherca i wydajności taniego Atoma to za mało. Windows 7 wyraźnie się czasami dusi. Da się przyzwyczaić po prostu, że trzeba co nieco poczekać. Za to dla odmiany 1 GB zainstalowanego RAM-u jest całkiem wystarczający. Układ graficzny GeForce 4 Go udźwignie Diablo i Starcrafta (wiecie jak fajnie gra się piórkiem?), ale nie poradzi sobie z Aero. Obecnie jakieś cuda dzieją się z kartą sieciową, cały czas łączy się z zabójczą szybkością 11 Mbit, mimo iż teoretycznie jest to karta typu 802.11g. Albo może tylko ja żyję w takim przeświadczeniu, a to jest b?

Od strony oprogramowania - w stosunku do XP TCE to Microsoft zrobił olbrzymi krok naprzód już w Viście, 7 jest tylko dodatkiem. Niezła klawiatura ekranowa, świetne rozpoznawanie pisma, gesty piórka. Do tego Firefox dozbrojony w rozszerzenie Grab and Drag znacząco ułatwia korzystanie z przeglądarki. Notatki? Czy jest cokolwiek lepszego niż OneNote (tak, wiem, że są inne programy i ich zwolennicy zaraz mi znajdą powody)? Zresztą cały pakiet biurowy Microsoftu pozwala mi na użycie piórka, mazanie po prezentacjach i tego typu rzeczy. Cud i miód. Do tego Experience Pack i Education Pack od Microsoftu i w nim Hexic i Ink Art i od razu pokazujemy jakie fajne może być coś tak prostego jak rysowanie czy prosta gra logiczna.

No dobra, koniec słodzenia. Sprzęt, jak na stary sprzęt przystało, ma swoje narowy. Wspomniałem o problemach z kartą sieciową, do tego są problemy związane ze sterownikami przycisków, ułamałem zawias w klawiaturze (na szczęście tylko jeden, więc nadal się trzyma). Czytnik kart pamięci potrafi zaskoczyć (choć zawieszanie się "na twardo" już nie występuje). Umieszczone po jednej stronie głośniki dają dziwny efekt. Jest powolny, a do tego potrafi podmuchać wentylatorem nieźle.

Komputer o przekątnej ekranu 10,4", ważący ledwo ponad kilogram (bez klawiatury!), daje się zabrać praktycznie wszędzie. Ideałem było by gdyby działał dłużej na bateriach oraz był nieco szybszy. Bo tak to jest ciekawie, ale co to za sprzęt dla studenta, który wytrzymuje tylko jeden wykład?

Zacząłem niedawno szukać, czy jest coś nowego, ciekawego, wśród Tablet PC. Jako następcę tc1100 traktowałem HP Slate, którego ma nie być, jako potencjalnego następcę (dla mnie) traktowałem Couriera od Microsoftu, którego też ma nie być. Przypomniałem sobie o produktach, jakie niedawno wyszły - przypomniał mi się HP EliteBook 2740p. Tablet PC typu "convertible", 12", semi-rugged, wielodotykowy i z piórkiem... i 8000 zł. Trochę za dużo. Choć starsze EliteBooki są tańsze, jedna aukcja na Allegro bardzo mi wpadła w oko. Możliwe, że w związku z obecnym trendem na tablety pojawi się coś interesującego, zobaczymy.

08 maja 2010, 14:56:57.

Komentarze wyłączone

Linksys WRT160N (i 320N)

Kom.puter

Od stycznia zeszłego roku korzystałem w mojej domowej sieci z routera Wi-Fi Linksys WRT160N. Kupiony został "na wyrost", wyposażony w obsługę standardu 802.11n, standardu, którego nie obsługuje żadne inne urządzenie u mnie w domu. Kilka dni temu, dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, zastąpiłem go nowszym nieco Linksysem WRT320N, który wygrałem w konkursie portalu OSNews.pl.

Jak sprawował się mój poprzedni router? Działał idealnie tak, jak wymagam tego od urządzeń tego typu - niezauważalnie. Po pierwszej konfiguracji zmieniane były tylko co najwyżej jakieś przekierowania portów (gdy nowy komputer się w domu pojawił, a stary zniknął), a poza tym nie dotykałem konfiguracji przez długie miesiące. Przez długie miesiące działał non-stop, bez jakiejkolwiek przerwy, dniami i nocami.

W ciągu całego roku pracy dwa razy zdarzyła się dziwna sytuacja, że komputer nie chciał uzyskać adresu z serwera DHCP. Wyłączenie routera od prądu i włączenie go na nowo załatwiło sprawę.

Mój router stoi na podłodze, w kącie jednego z pokojów. Sygnał radiowy ma do pokonania dwie ściany (jedna bardzo zbrojona) zanim dojdzie do mojego pokoju, gdzie są urządzenia z łącznością bezprzewodową. Zazwyczaj już sygnał jest określany przez Windows jako "niski" (ale to nie zawsze, naprawdę zależy od położenia laptopa), ale transfery są stabilne i bezproblemowe.

Szybkość? Nie mam żadnego innego urządzenia z "n", stąd mogłem co najwyżej oglądać te teoretyczne 54 megabity w "g". Teoretyczne, bo powyżej 30 to chyba nigdy nie widziałem. Transfer przez sieć przewodową, FastEthernet, wysycał łącze całkowicie, żadnych strat i spowolnień (w rodzaju tego, co potrafiła moja poprzednia karta sieciowa wyrabiać) nie uświadczyłem. Ale kiedyś stwierdziłem, że gdybym stawiał serwer domowy lub NAS to FastEthernet mógłby być zbyt wolny jak na to, co bym chciał.

Wygrana w konkursie OSNews, której się absolutnie nie spodziewałem, przyniosła mi Linksysa WRT320N. Dwa razy większy numerek w nazwie symbolizuje poważną przemianę wewnętrzną. Bo z zewnątrz to urządzenia są praktycznie identyczne.

WRT320N vs WRT160N

Z wnętrza pojawia się gigabitowy interfejs sieciowy, i oznaczająca go zielona diodka, zamiast niebieskiej (a właśnie: niebieskie diody Linksysa naprawdę dają po oczach). Oraz możliwość używania pasma 5 GHz, czego znów nie mogę zobaczyć w akcji. Poza tym jest praktycznie identyczny, po wstępnej konfiguracji (dokładnie tak samo jak poprzednika, całkowicie ręcznie, bez żadnych kreatorów) jak dotąd równie świetnie się sprawuje, doskonale zapewniając łączność i w bardzo podobny sposób pokrycie (choć mam wrażenie, że jest ciut lepiej, ale może mi się wydaje).

Czy miałem jakieś problemy? Oprócz wspomnianego "zgubienia" DHCP jakieś dwa razy WRT160N był twardy jak skała. Problem jaki pamiętam pojawił się raz, gdy próbowałem skonfigurować VPN do domowej sieci - wyglądało na to, że albo mój router albo router operatora nie przepuszcza pewnych pakietów. Mimo, iż miał VPN pass-through ustawione. Znalazłem gdzieś w sieci info, że to może być wina firmware routera. Jedna rzecz mnie tylko zawiodła - akurat moja wersja WRT160N to "słynna" wersja v2, do której nie istnieje na daną chwilę (i pewnie już nie zaistnieje) możliwość instalacji alternatywnego firmware w rodzaju OpenWRT czy DD-WRT. Stąd, mimo iż chciałem mieć skomplikowany sprzęt do testów i zabaw, to z tego nici. Ale da się wgrać do WRT320N, więc może się pokuszę...

A teraz jest śmiesznie. Mam w domu 5 urządzeń pracujących w standardzie 802.11b lub g i żadnego w "n". Mam jeden komputer z gigabitowym interfejsem sieciowym i też nie mam z czym (oprócz routera) go skomunikować z taką szybkością. Zabawne.

A jeszcze bardziej zabawny jest fakt, że zgubiłem mój jeszcze starszy router, D-Linka DI-604. Przeszukałem wszystkie graty komputerowe i nie mam zielonego pojęcia gdzie on może być...

22 marca 2010, 18:45:09.

Komentarze wyłączone

To się źle skończy

Kom.puter

Jak zacząłem przeglądać Allegro, myśląc o jakimś skromnym domowym serwerze, to rozglądałem się za kosztującymi poniżej 1000 złotych maszynami z Atomem o poborze energii rzędu kilkunastu watów i wymiarach w rodzaju 15x15x2,5 cm.

Obecnie oglądam komputery z Core 2 Duo z zasilaczami mocniejszymi niż mój stacjonarny komputer w domu (to akurat nie jest trudny wyczyn), wymiarach 35x35x10 cm i kosztujące w okolicach 1500 zł.

Jak tak dalej pójdzie to zacznę przeglądać maszyny w cenie wziętej z kosmosu, wielkości małego słonia i z wydajnością superkomputera statku kosmicznego. Apetyt rośnie w miarę jedzenia?

Ale to tylko przeglądanie. Przecież i tak nie zdecyduję się niczego kupować...

Do tego wyszło, że zakochałem się w OptiPleksie 160 (tak dla odmiany?):

Dell OptiPlex 160

Niestety najtańsze 160 jakie znalazłem są w okolicach 1500 zł i mają te Atomy 230, które mi zupełnie nie podchodzą...

Więc w ogóle to ja czekam na jakiegoś przyszłościowego Atoma który będzie posiadał zarówno 64-bity, 2 rdzenie, jak i sprzętową wirtualizację. Dlaczego takiego nie ma (są albo dwurdzeniowe albo z VT) - nie potrafię zrozumieć.

30 stycznia 2010, 14:15:40.

Komentarze wyłączone

Czy iPad to komputer?

Kom.puter

Zwariować można czytając dzisiaj newsy. Tablet, tablet, tablet. Od Apple oczywiście. Tłumy kochają, tłumy krytykują. Norma.

Rzućmy na bok w tym momencie dyskusję kto był pierwszy i kto jest lepszy, ale zastanówmy się nad kwestią w ogóle, czy to urządzenie jest komputerem. Od razu podkreślę: cokolwiek ktokolwiek wam powie, iPad to nie jest "Tablet PC". Po pierwsze, to przecież nie jest PC, po drugie - nie spełnia żadnego z wymagać dla TPC, po trzecie - TPC to pomysł Microsoftu, sprzed jakiś 9 lat. Moim zdaniem iPad to nawet nie jest konkurencja dla TPC, bo to trochę nie ta nisza... albo i nie ten rynek nawet.

Do rzeczy: zwariowałem, nie nazywając tego komputerem? Trzeba zadać sobie pytanie - czy iPhone to komputer? Nie, wymyśliliśmy dla takich urządzeń nazwę "smartphone". Czy Kindle to komputer? Nie, wymyśliliśmy "e-book reader". Czy Nokia N800 to komputer? Nie, to "Mobile Internet Device". I tak dalej. Choć w gruncie rzeczy - te urządzenia są komputerami pełną gębą.

W tym momencie przychodzi myśl - no fakt, niby to jeden grzyb. Procesor ma, pamięć ma, interfejsy wejścia-wyjścia ma. Komputer jak nic. Ale coś tu nie pasuje, bo przecież iPad to taki iPhone, tylko większy. A komputer, jak każdy wie, to Poważna Maszyna, która stoi na biurku (ewentualnie trzyma się ją na kolanach), a nie taka... zabawka. Czyli: ni to smartphone, bo telefonem nie jest, ni to komputer, czyli co?

Zasadniczo można pójść dalej: na CES pokazano stado maszyn opartych na Androidzie, w formie tabletów oczywiście. Czy to są komputery, czy nie? Według jednej definicji tak, według innej - już niezbyt. Niby ten Android to klasyczny Linux... ale ten Linux na biurku to inny jest, nie? Mnie osobiście podoba się kategoria MID - bo do niej można wrzucić zarówno iPada jak i wiele innych urządzeń. Choć jestem w stanie sobie wyobrazić, że po prostu powstanie nam nowa kategoria: tablet. Która będzie obejmować takie... tablety ;-)

Oczywiście to jest głupia kwestia semantyczna. Dotknijmy więc drażliwej kwestii - czy iPad jest konkurencją dla Tablet PC, tych z Windows? Niekoniecznie. Cechą charakterystyczną TPC jest rozpoznawanie pisma. iPad go nie ma. Więc dla ludzi, którzy chcą notatnika na którym mogą notować odręcznie się nie nada. Jako urządzenie rozrywkowe (czytnik e-booków, te gry, oglądanie filmów czy zdjęć) - o wiele bardziej. Szybkie sprawdzenie czegoś w internecie? Super, włączasz i masz. Mógłbym pokusić się o stwierdzenie, że iPad mógłby być konkurentem dla netbooków opartych o Google Chrome OS - też jest błyskawiczny, a jest już (nie trzeba czekać), działa też bez sieci i ma magiczne jabłko z tyłu.

28 stycznia 2010, 21:01:12.

Komentarze wyłączone

Słowo zgubione w tłumaczeniu

Kom.puter

Szukając informacji o szyfrowaniu w Windows Mobile w odniesieniu do wpisu Paola natrafiłem na ciekawą rzecz - mój system (WM 6.0 Standard, po polsku) twierdził, że po zaszyfrowaniu dane będą dostępne dla innych urządzeń, przynajmniej z systemem Windows Mobile.

Dlaczego tak sądzę?

Zaznacz to pole wyboru, aby szyfrować pliki zapisywane na karcie pamięci. Tak zaszyfrowane pliki można odczytać tylko za pomocą urządzenia z systemem Windows Mobile.

Screen z wersji polskiej systemu

Nie, odczytać na innym urządzeniu z systemem WM się nie da. Dlaczego? Wersja angielska wyprowadza z błędu:

Select this check box to encrypt files as they are placed on a storage card. Such files are readable only by this Windows Mobile-based device.

Screen z wersji angielskiej systemu

Tłumaczowi zgubiło się "tylko za pomocą tego urządzenia"... Które ma jednak duże znaczenie.

No cóż, to przypomina słynny "Read & execute" przetłumaczony jako "Zapis i wykonanie" gdzieś w Windows 2000, który tak siedział do Visty. Pocieszyć się można, że w WM 6.1 Standard ten komunikat jest inny, bardziej jednoznacznie mówiący co się stanie po zaszyfrowaniu karty.

Encrypted files can be read only by this device. WARNING: Encrypted files cannot be recovered after hard reset or clearing storage. To help prevent data loss, back up data from storage cards to another location.

02 stycznia 2010, 16:55:42.

Komentarze wyłączone

Czarna skrzynka

Groch z kapustą, Kom.puter, Po stronach

Rozglądałem się wczoraj za pendrive różnej maści, szukając czegoś co zastąpi mojego wysłużonego DataTravelera pierwszej generacji (drugiego już). I tak jakoś zszedłem na te ze "sprzętowym szyfrowaniem". Trafiłem między innymi na czarną skrzynkę, czyli Kingston BlackBox. Zgodny z FIPS 140-2, sprzętowy AES-256, obudowa powlekana tytanem... i cena wzięta prosto z najwyższej półki - 900 zł (wersja 8 GB).

A potem, kilka godzin później, przeczytałem news, że Kingston ogłosił, że są usterki w zabezpieczeniach. I ten BlackBox jest dziesięciokrotnie droższy od Lockera+, a do czasu wykonania update mniej bezpieczny. Ciekawe...

A ja szukając pendrive zszedłem na ścieżkę urządzeń odpornych. Może nie FIPS 140-2 i żadna norma DoD, ale tak metalowe coś nieco bardziej wytrzymałe było by wskazane. Nie chcę powtórzyć historii Kingstona DT Mini Slim, który się bardzo ładnie rozpadł i przestał działać potem, po sklejeniu. Ale mały i lekki był, to fakt.

Spodobał mi się Corsair Voyager, podobnego ma mój znajomy i nie narzeka, ale widzę sporo niezbyt pozytywnych opinii. Z punktu widzenia wytrzymałości spodobał mi się Corsair Survivor, ale - jak zwykle w takich przypadkach - cena jest wysoka. No i chyba to lekka przesada... Ciekawy też jest iamaKey, zwłaszcza, że planuję nosić dysk z kluczami ;-)

A może jednak kupić sobie coś całkowicie zwykłego, za 70 zł, zamiast 100 i wydumanej odporności na warunki zewnętrzne? Jak dotąd oprócz porysowania poprzedniego Data Travelera I (i mojego pierwszego pendrive) i rozpadu wspomnianego Mini od uderzeń i noszenia przy kluczach nic nie zniszczyłem...

02 stycznia 2010, 15:51:16.

Komentarze wyłączone

Lekki laptop?

Kom.puter

Czytając pewne forum o hardware zobaczyłem, że ktoś określił notebook ważący 2,5 kg jako lekki. "Lekki?!" - pomyślałem - "Lekki to jest taki co waży poniżej 2 kg!". Albo może ja mam jakieś skrzywione podejście, posiadając 10" Tablet PC ważącego 1,4 kg bez klawiatury (której nie nosiłem, bo ważyła dodatkowe 0,4 kg ;-)). No i wczoraj oglądałem na Allegro ładny 12" komputer ważący 1,6 kg. Tak, to są lekkie.

Ale jak dla mnie 17" słonie pracujące na baterii w okolicach godziny, grzejące się do 60 stopni i ważące po 4 kg trudne są do nazwania komputerami przenośnymi. Choć znam takich, co codziennie na uczelnię taki nosić potrafią.

05 grudnia 2009, 12:22:33.

Komentarze wyłączone

RSS

Groch z kapustą, Ja, Kom.puter

Stałem się fanem RSS dawno temu. Na początku pomysł mnie w ogóle nie przekonał. Używałem RSSBandit. Tak starej wersji, że już nawet nie pamiętam jaka to mogła być. Pewnie w okolicach 2005 roku. Potem, przez długi czas używam Bloglines, aż wreszcie zacząłem używać Google Readera.

W szczytowym okresie miałem w Google Readerze ponad 100 subskrybowanych RSS-ów. Dla mnie to dużo - choć pewnie jest spora grupa takich, którzy mają więcej. Ja jednak też na bieżąco wszystko to czytam i bardzo rzadko zostaje mi coś do przeczytania na później. Choć na ogół całe moje czytanie opiera się na przeleceniu po nagłówkach i odsianiu natłoku informacji od tego, co wydaje się ciekawe.

Potem zszedłem do około 70 subskrypcji, by przed chwilą, po kolejnym porządkowaniu, do 51. I pewnie jeszcze kilka mógłbym wyrzucić, ale stwierdziłem, że jeszcze są interesujące.

Próbowałem przenieść czytanie RSS do Outlooka, skoro mam już wersję która to potrafi - okropne. Nie pasuje mi zupełnie. Zostawiłem w Outlooku tylko RSS-y, w których są informacje o błędach i poprawkach i takich tam. Trochę jak nowocześniejsza lista mailingowa "announce". Raptem ze dwa takie są.

Są strony, o których już zapomniałem jak wyglądają - czytam tylko RSS. Ale są też strony, które cały czas odwiedzam na bieżąco, codziennie, mimo iż źródła RSS mają. Staromodny jestem?

20 listopada 2009, 19:34:27.

Komentarze wyłączone

Ikonka

Groch z kapustą, Kom.puter, Po stronach, Windows

Adobe Reader przy każdej swojej aktualizacji postanawia mnie uszczęśliwić tworząc ikonkę na pulpicie oraz w menu Start.

Po jakie licho? Nie mam pojęcia. I tak zawsze uruchamiam go klikając na plik PDF, jeszcze nigdy nie skorzystałem z którejkolwiek z tych ikon. Pewnie też dlatego, że natychmiast je usuwam.

Tworzenie ikon na pulpicie bez jakiejkolwiek mojej zgody to zło. Jeden z wielu błędów jakich twórcy aplikacji nie potrafią się ustrzec.

15 października 2009, 22:17:02.

Komentarze wyłączone

Compro?

Kom.puter

Zacząłem się rozglądać za kartą TV do komputera (i wyrzuceniem zwykłego telewizora z pokoju) i natknąłem się na produkty firmy Compro. W życiu nie słyszałem o niej wcześniej przyznam.

Wygląda na to, że taki np. Compro E650F jest spełniający wszystkie moje wymagania - i ma sterowniki do 64-bitowego Windows 7, i współpracuje z Windows Media Center, i nawet ma dostosowanego do tego WMC pilota. No i jest low-profile i na PCIe. Hybrydowy tuner analogowo/cyfrowy to taki dodatek, sam analog pewnie by mi wystarczył.

Jednak o tunerach TV słyszałem z firm ATI, Asus, Pinnacle czy podobnych, to o tajwańskiej ponoć Compro do wczoraj nie słyszałem w ogóle. Czy ktoś ma jakieś uwagi, może opinie, może coś?

Nawiasem mówiąc właśnie przed chwilą spowodowałem, że Windows 7 przestał odpowiadać. Zdolny jestem. Nie wiem czy to dobrze.

10 października 2009, 13:44:05.

Komentarze wyłączone

Mój nowy sprzet

Ja, Kom.puter

Od listopada zeszłego roku myślałem o nowym komputerze. Planowałem go najpierw na marzec, potem na wrzesień. I tym razem nie skończyło się tylko na planach.

Jest to oczywiście komputer, który spodobał mi się gdy tylko go zobaczyłem, gdy tylko go wprowadzono. Dell Optiplex 960, w wersji "desktop", z nieco zmodyfikowanymi w stosunku do standardu, wnętrznościami.

Dell Optiplex 960

Co w środku? Core 2 Quad Q9550 (2,83 GHz), 4 GB RAM, dysk Caviar Green Power o wielkości 1 TB i ATI Radeon HD4550 w wydaniu Sapphire (low-profile, pasywne chłodzenie).

Oczywiście komputer bez wyświetlania obrazu nie nadawałby się zbyt do pracy, dlatego do niego doszły dwa monitory, 19" 5:4 iiyama ProLite E1906S w wersji czarnej, 1280x1024 rozdzielczości każdy.

Dual Screen

Od strony software'u Windows 7 Enterprise w wersji 64-bitowej wraz z podstawowym moim zestawem oprogramowania w rodzaju Office 2007, Outlooka 2003, Firefoksa, Psi i Zune.

Klawiatura standardowa Della, dołączona do zestawu, mysz niezmienna od paru lat, Standard Wireless Optical Mouse od Microsoftu, w swojej pierwszej wersji.

Wrażenia? Cholernie szybki sprzęt. Przesiadka z Core Duo 1,73 GHz sporo daje. Do tego ta olbrzymia przestrzeń na ekranie, po przesiadce z 1280x800. Plus cichy, prawie idealnie - trzeba się trochę zbliżyć by usłyszeć cokolwiek - ja czasem bardziej słyszę serwer z drugiego pokoju, o moim laptopie gdy rozpędzi się wiatrakami (a robi to często) nie wspominając.

Desk with new hardware

Jedyna wada? Znów mam za dużo kabli.

27 września 2009, 13:42:46.

Komentarze wyłączone

Psujący dzień

Ja, Kom.puter

Mam dzisiaj jakiś pechowy dzień. O ile rano zapowiadał się naprawdę świetnie, gdy przyszedł nowy dysk twardy do mojego Tablet PC, o tyle teraz mam już naprawdę dość całego tego komputerowego bajzlu.

Owszem, dysk działa, jest super. Szkoda, że ten mój - w założeniu - maksymalnie przenośny komputer w pewnym momencie pokazał, że bateria spadła z 73% do 8%, po czym system radośnie poinformował, że bateria może być uszkodzona i najlepiej by było wymienić. Nowa bateria to oszałamiające 269 zł, które jest mi bardzo żal wydawać i spróbuję jakoś z baterią w obecnym stanie przeżyć.

O ile Windows 7 zainstalował się bez problemu, o ile sterowniki zadziałały bez problemu i to nawet tak, że uruchomiłem nieużywany od niepamiętnych czasów czytnik kart SD, o tyle wyszły na jaw dwa problemy. Po pierwsze to trzy dotykowe ikonki nie działają - w becie 1 nie działały, w RC działały, w RTM nie działają. Po drugie to o ile wchodzi do sleepa bez problemu, o tyle wyjść z niego już nie umie, nie pokazuje się nic na ekranie. Pewnie wina sterownika karty graficznej, ale niestety, nowszej wersji niż ta archaiczna nie ma. Nawet nVIDIA się nie przyznaje, że oni coś takiego wyprodukowali, na ich stronie nie da się znaleźć nic.

Na domiar złego mój laptop, główny komputer póki co, przed momentem, dwa razy z rzędu w odstępie półtorej godziny, zgubił połączenie z siecią bezprzewodową i już go znaleźć nie chciał. Jakby karta się wyłączyła. O ile w tablecie problemów z kartą bezprzewodową też jest wiele, ale tam Windowsowy troubleshooter sobie resetuje adapter i wszystko działa, o tyle w laptopie ów aplet stwierdził, że karta jest wyłączona, naciśnij włącznik. Nacisnąłem niestety... Sytuację naprawił restart - kolejnym problemem jest to, że zdarza się, raz na ileś restartów, że system nie umie załadować profilu. Ładuje profil domyślny, a ja po wylogowaniu i zalogowaniu dopiero mogę ujrzeć moje znajome tło i ikony. Między innymi dlatego restartów nie lubię i robię bardzo, bardzo rzadko.

Na serwerze jednym znów MySQL się wywraca, w różnych, losowych momentach. I jeszcze nic ciekawego nie pisze, oprócz tego, że to "probably bug". Drugi serwer, włączany okazjonalnie, nie zechciał wstać w ogóle. Nie chce mi się teraz sięgać do monitora i przypinać wszystkiego by zobaczyć co u licha, ale jednak by wypadało.

Jak już narzekać, to po całości: WMDC znów zmieniło nazwę telefonu po połączeniu, w sobotę Cywilizacja II po 8 godzinach gry hot-seat się przywiesiła, a sejwa nie było rzecz jasna, Windows 7 Professional dorobił się wreszcie Media Center, ale z BitLockera dalej go wykastrowali (ciekawe czy BitLocker to Go działa read-write) i VHD boot ponoć też, mam stertę baterii i nie wiem które są sprawne, a w samochodzie oprócz dziwnych odgłosów z tłumika trzecie światło stopu się poluzowało i stuka o podsufitkę.

I jeszcze mi "j" zaczęło nawalać na klawiaturze. O ułamanym enterze ("Frets on Fire" + Metallica + brat cioteczny) na drugiej klawiaturze nie wspominając.

07 września 2009, 21:32:37.

Komentarze wyłączone

Google Toobar się wepchało

Groch z kapustą, Kom.puter

Secunia PSI to program, który śledzi niezałatane aplikacje, posiadające jakieś luki bezpieczeństwa, na komputerze. Przyznam, że zainstalowałem z ciekawości, i jakoś tak zostawiłem. Uruchamiam tylko na koncie administracyjnym na jednym z komputerów. Mogę za to rozkoszować się komunikatem, że jestem bezpieczny w 100%, a średni wynik w moim województwie jest o 7 punktów procentowy słabszy.

Dziś jednak PSI poinformowało mnie, że istnieje luka w Adobe Flash Playerze, i warto dokonać aktualizacji. Odtwarzacz Flash na komputerze mam w dwóch wersjach - jedna w postaci wtyczki do Firefoksa, druga jako element ActiveX dla Internet Explorera. Jedna się zaktualizowała sama, ta od IE oczywiście nie. PSI posiada przy każdym zagrożeniu przycisk, pozwalający szybko przejść do strony producenta i pobrać zaktualizowaną wersję.

Kliknąłem, uruchomiło IE, weszło na stronę Adobe. Tam IE zapytał, zgodnie z treścią strony, czy chcę uruchomić Adobe DLM. Pomyślałem - czemu nie, to pewnie to... Okazało się, że DLM to oczywiście skrót od Download Manager, nie sama wtyczka Flash. Uruchomiony menedżer pobierania wkurzył już w pierwszej chwili, bo zapytał o proxy, a ja kliknąłem po prostu w umieszczony po prawej stronie okna "OK". No cóż, prawidłowym przyciskiem było "No proxy" po lewej. Pogwałcenie zasad projektowania interfejsów Windows można pominąć.

Ja spokojnie zająłem się poprawianiem skryptu przez SSH, a ów program miał za zadanie zaktualizować Flasha. Spojrzałem, zobaczyłem "complete", i... osłupiałem. Ukończył poprawnie dwie operacje. Aktualizację Flasha oraz instalację Google Toolbar. Moment, Google Toolbar? Skąd, jak? Czy ja wyraziłem zgodę? Czy ja chcę? Gdzie tam! Kto by mnie o zdanie pytał!

Przyzwyczaiłem się do pytania, czy chcę Google Toolbar w różnych instalatorach. Może to też być Ask! Toolbar czy jakiś inny, równie badziewny dodatek do przeglądarki. Ale tak z zaskoczenia?

Google Toolbar wyleciał natychmiast - szczęście, że znalazł się w "Dodaj/Usuń programy", a ja od tej pory zawsze będę korzystał z ręcznego wyboru wersji. W tamtych paczkach przynajmniej jeszcze dodatków nie ma.

To już kolejny ujemny punkt dla Adobe na mojej liście.

03 września 2009, 20:06:35.

Komentarze wyłączone

Zacofanie komputerowe

Kom.puter

PIęć komputerów w domu. Sześć, jeśli liczyć jeszcze pewnego wyłączonego laptopa stojącego w torbie. Jedna płyta DVD przede mną na biurku. I na żadnym nie zadziała to, co jest na niej. Bo żaden z tych komputerów nie jest 64-bitowy.

To, że wybierając obecnie komputer jestem atakowany procesorami z absurdalną liczbą nóżek (i rdzeni), pamięciami z parametrami które nic mi nie mówią, czy kartami graficznymi o mocy dalece przekraczającej moje potrzeby, to jedno. Kiedyś byłem może i na bieżąco, jednak w przeciągu kilku lat wypadłem z obiegu. Ale żeby aż tak?

A jeszcze rano myślałem, że jestem nowoczesny. Niestety, może mnie się tak wydaje, ale stojący przede mną sprzęt już taki nie jest.

O rany.

12 sierpnia 2009, 18:52:20.

Komentarze wyłączone

Nawet BSOD można skopać

Kom.puter, Windows

System Microsoftu zaskoczył mnie po raz kolejny. Nigdy nie przypuszczałem, że nawet ekran ostatecznego błędu, tzw. Blue Screen of Death, można zepsuć tak, że nie będzie przypominał samego siebie. A jednak.

BSOD

Nie na pełnej wysokości ekranu, a poniżej połowy, w dwóch kolumnach i ściśnięty. A to nowość.

Chyba, że zmienili wygląd tego błędu, na moim komputerze oglądam go drugi raz...

I moje odbicie w ekranie laptopa zupełnie gratis.

16 lipca 2009, 21:41:42.

Komentarze wyłączone

Firefox 3.5 i otwieranie zewnętrznych linków

Kom.puter

Świat był piękny, linki latały jak trzeba, a Firefox je otwierał. Aż tu nagle przyszedł sobie produkt większy o 0,5. I po upgrade zaczął się horror: jakiekolwiek linki zewnętrzne otwierały się ciągle w tej samej, aktywnej, karcie.

I spróbuj tak człowieku przejrzeć pocztę e-mail jak każdy link z e-maila powoduje "nadpisanie się" tego poprzedniego.

Ale się okazało, ze to nie tylko mój problem, ale i popularniejszy. Nie używam żadnych dodatków od obsługi kart, ani kolorowych kart, ani TabMixPlus, no nic. Standardowo jak nie wiem co. Wreszcie about:config ruszyło na ratunek, bo Google znalazło informację o opcji browser.link.open_external. A tu magia, bo w 3.5 open_external nie ma. Cóż się stało?

Jest za to browser.link.open_newwindow. I to w 3.5 odpowiada za siebie samą - czyli zachowanie jak mają otwierać się linki z target "blank", oraz za to jak mają otwierać się linki zewnętrzne. Wartość tej opcji jaka mnie satysfakcjonuje to 3, wartość domyślna. Ja zaś miałem 0, nie wiedzieć czemu. Ale w opcjach "klikanych" było ustawione jak teraz, domyślnie zaznaczone. Ot, magia.

16 lipca 2009, 18:03:26.

Komentarze wyłączone

Monitor

Kom.puter

Chcę, wraz z nowym komputerem, kupić monitor. A nawet dwa.

Przeglądam więc obecnie co to ciekawego jest w ofercie. I jeżeli cena jest zachęcająca (poniżej 700 zł) to albo nie ma DVI, albo... jest rozdzielczość 1366x768 czy inne 1440x900. Ta pierwsza to już w ogóle totalne dno, ten ekran jest "niższy" niż moje 1280x800 w laptopie - a ja już teraz narzekam, że miejsce z boku ekranu mam, ale "w górę" mi brakuje.

Tym sposobem najbardziej zachęcająco wyglądają ostatnie pozostające w sprzedaży monitory ok. 19" o proporcjach 4:3...

21 czerwca 2009, 10:16:16.

Komentarze wyłączone

Sprzęt z odzysku nie jest taki fajny

Kom.puter

Zdaje się jeszcze o tym nie pisałem - w moim domu pojawił się kolejny komputer. Nie będę mówił który, bo się przerazić można (moja pula /64 adresów IPv6 mi wystarcza, bez obaw), ale za to jaki - otóż pojawił się serwer. W pełnym tego słowa znaczeniu, nie żadna dwuprocesorowa płyta główna z niedziałającym drugim procesorem w obudowie od starego stacjonarnego. Nie, tym razem przedhistoryczny serwer w rackowej obudowie 1U, z dwoma Pentium III na pokładzie.

Dlaczego nie jest taki fajny? Bo jak na 1U przystało, posiada wentylator poziomy, który powoduje przepływ powietrza... ale wydaje odgłos jak mała turbina odrzutowa. Głośność jest przerażająca. Póki co zastanawiam się nad różnymi rozwiązaniami tego problemu - najchętniej zszedłbym do 0 dB, co jednak jest trudne.

Problem z serwerem jest jeden jeszcze oprócz głośności - jak to serwer, dostosowany jest bardziej do SCSI niż IDE. Z tego wynikają kolejne problemy - kontroler IDE się dziwnie zachowuje, czasem, gdy podłączone są jakiekolwiek urządzenia oprócz primary master to odmawia startu twierdząc, że "bad boot device", nie potrafi wystartować z CD-ROM podpiętego do drugiego kanału i takie tam.

A teraz okazało się, że mam problemy kolejne - kiedy dostałem serwer w moje ręce, dołożyłem 10 GB dysk wyjęty z innego serwera. Miałem na kupce dyski, wiedziałem, że jeden jest uszkodzony, ale wydawało mi się, że to nie ten. Zapisać który oczywiście zapomniałem. Po zainstalowaniu systemu (Windows Server 2008) okazało się, że dysk jest za mały by móc doinstalować SP2. No cóż, dałem spokój SP2, poużywałem, skonfigurowałem, działał, włączany co jakiś czas.

Minął tydzień. Serwera od kilku dni nie włączałem, więc to zrobiłem. Ale i tak pomyślałem, że zrobię inną kombinację, zainstaluję 2003, by więcej miejsca wolnego mieć na tym samotnym dysku. Z płyty wystartował, dysk sformatował, pliki skopiował... i nie wstał z dysku. Co jest? Próba uruchomienia instalacji 2008 skończyła się tak samo - lata sobie pasek ładowania, lata, lata i przez 10 minut się nic nie dzieje. Po godzinie różnych zabaw, testów, startowania systemów z płyty itp. okazało się, że bez tego dysku wszystko jest w porządku. Ok, więc z zakamarków szafy wyciągnąłem kolejny dysk 10 GB Seagate, dokładnie taki sam.

Windows 2003 zainstalował się, uruchomił, ściągnął poprawki, zrestartował... i stwierdził, że C:\Windows\system32\wbem jest uszkodzony, sprawdź dysk. I to samo twierdzi przy próbie skonfigurowania jakichkolwiek ról. Wniosek? Kolejny dysk do piachu. Drugi wniosek? Zdaje się moje dyski z odzysku nie są takie fajne jak miałem nadzieję.

Aczkolwiek jak kiedyś kupię sobie nowy dysk zewnętrzny (a dzisiaj widziałem tanią ofertę na 1 TB MyBook) to moja obecna backupowa 80 GB będzie mogła pójść gdzieś tam...

17 czerwca 2009, 20:33:23.

Komentarze wyłączone

File is too large for Notepad

Groch z kapustą, Kom.puter, Po stronach, Windows

The (...)modsec_audit.log file is too large for Notepad. Use another editor to edit the file.

Przyznam, że pierwszy raz widzę taki komunikat i nie pamiętam czy kiedykolwiek zobaczyłem (poza czasami gdy Notepad nie otwierał plików większych niż 64 KB). Ale fakt, ten plik jest spory.

PS E:\Marcin\Temp\var\log\httpd> ls.exe -lh razem 1,1G (...) -rw-rw-rw- 1 Marcin 0 1007M 2009-05-17 00:05 modsec_audit.log (...)

26 maja 2009, 22:06:02.

Komentarze wyłączone

NAS nie dla mas, ale dla geeków

Kom.puter

Wczoraj mój dysk twardy w jednym z komputerów odmówił załadowania systemu operacyjnego. Choć może raczej to system operacyjny odmówił załadowania się z dysku? Nieważne. Pochrupując, popiskując, terkocząc dysk sobie dzisiaj był maltretowany przez jakieś 3 godziny przez narzędzie naprawcze Windows, które niby twierdziło, że coś robi, ale ja niezbyt wierzyłem w sukces. Tym sposobem mam kolejny dysk twardy w przeciągu tego roku, z którym jest źle - tym razem nie jest to "nówka", ale jakiś czterolatek, niemniej ceny podobnych dysków na Allegro skutecznie mnie odstraszyły.

Postraszony, zmartwiony, bo na padniętym dysku był zainstalowany na czysto, świeży jeszcze, pachnący nowością system wraz z aplikacjami, zrobiłem sobie backup mojego laptopa, komputera podstawowego, bez którego jak bez ręki, nogi i oka jednocześnie. No i teraz mam sobie taki 40 GB plik VHD zawierający obraz systemu. Do tego dochodzi jakieś 100 GB różnego rodzaju dokumentów, filmów, muzyki... nie wiem ile tam z tego jest naprawdę istotne, uznajmy, że połowa. Ale i tak się pojawia problem: gdzie ja to mam zbackupować?

I tak pojawiła się koncepcja, by poszukać urządzenia typu NAS. Ale ja to nie jestem normalny. Bo ja od razu sobie wymyśliłem, że fajnie by było mieć dysk sieciowy od razu złożony z macierzy dwóch dysków w RAID1. A co, jak szaleć to szaleć. Ceny tego typu urządzeń mnie nieco ostudziły (a nawet są tego typu sprzęty, dwa dyski, RAID1, udostępnianie po SMB/CIFS), bo razem z dyskami mi jak nic 1000 zł wychodzi. Które mam, ale żal mi się z nimi rozstawać bardzo.

Zażywając kąpieli - bo jak wiadomo od czasów Archimedesa najlepsze pomysły do głowy wtedy przychodzą - oprócz wymyślenia pięknego akronimu RAIP (Redundant Array of Independent Pendrives) dla urządzenia, które się kiedyś w mojej głowie narodziło, wymyśliłem, że przecież jestem wystarczająco nienormalny, by użyć jakiegoś słabszego, starszego komputera jako NAS-a. Dzisiaj rano myślałem o jakimś terminalu (z uwagi na fascynację terminalami jednego z moich znajomych), a teraz już oczyma wyobraźni widziałem coś w rodzaju Small Form Factor...

A potem przyszło słuszne otrzeźwienie, a nawet dwa. Po pierwsze, to ja co chwila wymyślam, że przydałby mi się jeszcze jeden komputer pełniący funkcję taką to a taką. A to lekko bez sensu. Po drugie - to komputery SFF na ogół miejsca na dwa dyski 3,5" nie mają miejsca, nie zapominając, że aktualnym standardem jest SATA2, czyli bym musiał jeszcze w kontroler zainwestować.

Po trzecie jakiś głosik przypomniał mi w głowie, że oto w pokoju obok stoi serwer czekający na idące pocztą procesory oraz na leżące na biurku dwa 80 GB dyski. I na nim będę mógł składować kopię (tylko moich najważniejszych rzeczy, bo już całego dysku 80 GB nie będę miał dla siebie), ewentualnie zainwestuję w kontroler SATA oraz jakiś dysk rzędu 1 TB i będę miał NAS bez konieczności robienia nowego czegoś.

Swoją drogą gdzieś tam po głowie kołacze się jeszcze myśl, czy by streamer nie był dobrym rozwiązaniem.

A wracając do dysku z początku opowieści - z uwagi na używanie owego komputera w wielu różnych dziwnych pozycjach i miejscach pomyślałem o dysku SSD. I nawet są. I nawet na wymagane przeze mnie IDE (vel PATA). Ale cena... to ja jeszcze poczekam ;-)

11 maja 2009, 22:11:49.

Komentarze wyłączone

Archeologia

Kom.puter

Wy się tam zabawiacie Ubuntu 9.04, a ja?

$ uname -a
UnixWare Aline 5 7.0.1 i386 x86at SCO UNIX_SVR5

SCO UnixWare 7, CDE i terminal

I jego wspaniałym CDE. I ten piękny Netscape Navigator Gold 3.04...

10 maja 2009, 14:34:57.

Komentarze wyłączone

Żegnaj Nimue, witaj Morgano

Kom.puter, Po stronach

Kojarzycie Nimue, mój telefon/PDA i jak dwa lata temu się nim(nią) pochwaliłem?

Dziś przyszła pora pożegnania. Może nie do końca, ale częściowo przynajmniej. Na rzecz kolejnego nowego urządzenia.

HTC S710

Oto HTC S710, czyli "Morgana". Tak, telefon bez dotykowego ekranu.

16 kwietnia 2009, 20:25:10.

Komentarze wyłączone

« Starsze wpisy