Hello Norway!
Tak jakoś wyszło, że miałem zamknąć bloga na Prima Aprilis. Dużo ludzi to robi, ewentualnie zmieniają szablon na różowy, czy coś w tym stylu. Ale to głupie jest.
Bo ja za to mam bardzo poważną informację. Wczoraj, jak wiecie, były targi pracy, na których między innymi była firma Opera Software.
I tak jakoś wyszło, że po błyskawicznej rozmowie kwalifikacyjnej (podobno biorą każdego, niezależnie od doświadczenia, studiów i tak dalej, liczą się umiejętności i osobiste predyspozycje) otrzymałem propozycję współpracy przy rozwoju Opery Mobile, tylko, że o ile zwyczajną Operę można rozwijać we Wrocławiu, to ja skierowany zostałem do Oslo w Norwegii.
Wyjeżdżam pod koniec tygodnia.
Zastanawia mnie w jaki sposób mam teraz używać Firefoksa ;-)
Nowości
Od wczoraj drga mi lewa powieka. Tak co jakiś czas. Sama z siebie. Cholernie wkurzające.
Jeżeli ktoś powie, że mam za mało magnezu, to właśnie przedwczoraj skończyłem jeść czekoladę, co mi się bardzo rzadko zdarza.
Z innych wieści to ktos.info jest teraz nowe, ładniejsze i w ogóle wspanialsze. A raczej nie tyle ktos.info, co marcin.badurowicz.net, bo to pierwsze teraz na to drugie prowadzi (301 Moved Permanently). Mimo iż miało to wyglądać inaczej (ktos.info tak jak było, marcin.badurowicz.net niesamowicie "profesjonalnie"), to jednak wyszło tak. Niektórzy już widzieli wcześniej (chyba na Twitterze się chwaliłem), teraz mogą odświeżyć CSS by zobaczyć dwa malutkie nowe szczegóły. "Notatki" także mają już nowy wygląd, a ja zastanawiam się nad odświeżeniem wyglądu jogga. Bo ten już ma z rok, co w moim przypadku jest aż dziwne - biorąc pod uwagę, że w ciągu 3 lat blogowania zmieniałem jakieś 9 razy, to już dawno powinno być coś nowego - a tymczasem nie ma od maja :-)
A na dworze zimno i śnieżnie.
Zastanawia mnie tylko jedna rzecz - dlaczego spojrzałem właśnie na zegarek i jest przed pierwszą, a byłem pewien że już musi być koło czwartej?
Szkolenie
Wczoraj, 8 marca 2008, uczestniczyłem w szkoleniu z "zakresu podstaw marketingu oraz projektowania strategii z wykorzystaniem narzędzi Blue Ocean Strategy", które było - w jakiś sposób, którego teraz dokładnie nie rozumiem - związane z konkursem Imagine Cup, w którym to razem z moją drużyną startujemy.
O 10:30 stawiliśmy się w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego w Warszawie, ulica Świętojerska, co wymagało wstania o godzinie piątej i ponad dwugodzinnej jazdy pociągiem, odwiedzenia wspaniałego Dworca Centralnego i przejażdżki autobusem linii 127.
Samo szkolenie było raczej typowe jak na tego typu szkolenia - ja oczywiście wiem tylko ze słyszenia o tym - prowadzone nieźle, przez firmę ConQuest Consulting. Uczestnicy dostali smycze, identyfikatory, czekolady z logo konkursu (Microsoft Chocolate 2008 ;-)). Warsztaty, praca nad produktem z użyciem wspomnianej "Strategii błękitnego oceanu", przekonywanie potencjalnego inwestora, elevator brief... Całkiem fajne. Oczywiście w domyśle chodzi także o przekonanie sędziów do swojego produktu, o przekonanie inwestora do swojego projektu z IC, o ile produkt ma biznesowo jakiekolwiek szanse i tak dalej.
Potem odwiedzenie wystawy projektów młodych projektantów we wspomnianym Instytucie - niektóre pomysły są świetne - powłóczenie się trochę po mieście, z mieszkającą tam koleżanką spotkanie, pogadanka przy piwie, i o godzinie 18:15 pociąg powrotny do Lublina.
A, warto jeszcze o jednym wspomnieć - dzięki przerwie na posiłek lekki można było popodsłuchiwać trochę konkurencyjnych ekip startujących w IC i wybadać ich projekty i stadium zaawansowania ;-)
Zdjęcia dodam i rzucę na Flickr jak zdobędę :-)
Specjalizacja?
[13:30:03] <Ktos> "jeśli mowa byłaby o Cisco to stawka rynkowa już rośnie co najmniej dwukrotnie, a znam np. ludzi (korzystamy z ich usług) którzy za swoje usługi w zakresie IT kasują po 400-500 zł za godzinę pracy i też nie odważyłbym się powiedzieć, że są drodzy. Ich wiedza w pewnym zakresie po prostu tyle jest warta. Sam, jeśli mowa a administracji NetWare nie schodzę ze stawką poniżej 250 zł/h netto."
[13:30:06] <Ktos> łoł..
[13:31:32] <Dot> lol
[13:31:44] <Dot> zmieniam specjalność na sieci komputerowe :D
[13:31:57] <Ktos> ja to postanowiłem już na początku tego roku :)
A tak w rzeczywistości to się zastanawiam, ale sieci mnie pociągają coraz bardziej. Bardziej niż IO. Niekoniecznie dzięki takim cytatom jak ten ;-)
IC
Moja drużyna przeszła do kolejnego etapu Imagine Cup 2008. Teraz do 2 kwietnia pracujemy intensywnie ;-)
Gdyby ktoś przypadkiem wiedział jak poszło innym drużynom (zwłaszcza z Lublina), to ja chętnie się dowiem :-)
Segregatory, teczki i inne materiały
Jako student - bądź co bądź - informatyki nie mam tak wielu papierowych materiałów. Książek papierowych mam mało, trochę w PDF czy innym DJVU, mam trochę kserówek, ale jednak większość jest skanowana i umieszczana w Internecie. Są też zdjęcia z wykładu slajdów, które się znaleźć nie powinny tam, PDF-y przez wykładowców umieszczane i wiele innych rzeczy. Tutaj mam podział według przedmiotów po folderach, jakieś luźne notatki są w moim OneNote i wszystko jest niby jak trzeba.
Problem zaczyna się przy materiałach papierowych. Nie mam ich dużo... a może jednak nie? Wiele z tych elektronicznych materiałów musiało znaleźć się na papierze - instrukcje do ćwiczeń z elektroniki czy metrologii na przykład, czy jakieś zadania z probabilistyki. Do tego luźne notatki z wykładu, jakieś kartki z pytaniami z egzaminu z którego wyszedłem przed czasem, czy inne latające wszędzie śmiecie.
To przeczy mojemu porządkowi, którego swoją drogą jakoś tak zbytnio na zewnątrz nie widać. Zastanawiam się obecnie nad zainwestowaniem znów w jakieś segregatory czy inne teczki i powrzucaniu materiałów z odpowiednich przedmiotów do odpowiednich teczek, bo się dzisiaj naszukałem pytań z egzaminu z modelowania, a i tak nie znalazłem. A to - być może - mi pomoże.
Jutro egzamin. I jak to egzamin, to nie mogę znów zebrać się do nauki. Mój umysł lata pomiędzy jakimiś kodami w PHP a modelowaniem i elektroniką i za nic nie mogę go zmusić do skupienia się tylko na tym drugim. Tak samo jest co sesję, zawsze jak powinienem się uczyć, to przychodzi coś fajniejszego do roboty. Nawet jeżeli to miało by być wymyślanie jakiejś bzdurnej historii o ludziach na drugim końcu galaktyki.
O rany.
Źle się dzieje
Jak rozpoznać kiedy oglądasz za dużo anime, s-f i takich tam wszelkiej maści? Gdy tak jak ja budzisz się rano, a przed momentem we śnie walczyłeś na pustynnej planecie ze złym rycerzem Jedi (który ściągnął na Ciebie krążownik z orbity), a po obudzeniu wygłaszasz komentarz "Kurde, wpadłem w genjutsu.".
Ale co ciekawe, to ja od tygodnia nic takiego nie oglądałem chyba.
Nowy?
Jak tak patrzę, to ja ostatnio zaniedbuję tego bloga. Piszę tylko o jakiś bzdurach, awariach, horoskopach, cytatach... To takie coś, co wskazane by było zademonstrować na czymś w rodzaju tumblr, którego jednak nie zacznę prowadzić, bo i tak mam strasznie dużo rzeczy. Twitter, "Notatki", jogger, Winmyths.pl, Blip, na którym prawie nic nie piszę...
Co jakiś czas aż wypada napisać, że się na śniadanie jadło kanapki z serem popijane herbatą (Lipton jednak jest absolutnie najlepszy i basta). Że na dworze jest minus trzynaście stopni w skali Celsjusza. Że nie mam siły wstawać, że mi się nic nie chce, a dwa projekty czekają do zrobienia.
Dzisiaj mógłbym nie iść na uczelnię, ale jednak się wybiorę w celu ostatecznego dopracowania projektu z sieci komputerowych. Za chwilę się zajmę wreszcie napisaniem sprawozdania, przynajmniej ogólnego zarysu, a potem przyjdzie jeszcze eksperyment czy mój wielce zaawansowany skrypt napisany w ciągu 15 minut działa i potrafi wszystkie komputery skonfigurować rzeczywiście.
Największy problem jest taki, że nie mam legitymacji studenckiej. Denerwując się na fakt, że musielibyśmy zmienić legitymację starą na nową, która wygląda tak samo, a różni się naprawdę drobnymi szczegółami, nasz rok prawie cały zechciał napisać pismo, byśmy mogli dostać legitymację nową nową. Znaczy z chipem, małą i w ogóle. Wyszły z tego takie problemy, że nowy rok nas przywitał z legitymacją nieuznawaną w środkach transportu masowego. Mam jedynie to szczęście, że powinno mi się udać tak dopasować jazdy autobusem, by korzystać z autobusów prywatnych. Przynajmniej na razie.
No cóż, to jest częściowo nasza wina. Ja sam jeszcze ciągle się sobie dziwię, że nie zaktualizowałem po przeprowadzce (rok temu!) adresu w banku moim (tak, wypada to zrobić wreszcie), że nie złożyłem podania, by stypendium było mi na konto przelewane, bo ciągle się zapominam albo co i nie odbieram wtedy kiedy powinienem.
Na nowy rok powinienem zapewne mieć jakieś postanowienia. Tyle, że, gdybym napisał cokolwiek, to nie wiem jak by to potem wyglądało. Wolę jednak więc trzymać się mojego planu zapisanego w OneNote na czas realizacji jednego roku. Bo plan 5-letni się nie zmienia, prawie. W ogóle planowanie to jest ważna sztuka, w sumie to jestem z siebie zadowolony, że zacząłem planować, zapisywać rzeczy do zrobienia i tak dalej. To daje pozytywne rezultaty.
Nie każdy wie, ale wraz z moją drużyną, kolegami z uczelni, biorę udział w konkursie Imagine Cup w kategorii Software Design. Ciekawe czy i jak nam cokolwiek wyjdzie. Oby poszło jak najlepiej.
Kulturalne stwierdzenia
Jechałem wczoraj do babci autobusem, niezmiernie zatłoczonym i strasznie długo jadącym. Spotkała mnie sytuacja taka, że jakaś kobieta zaczęła coś krzyczeć do faceta, który ponoć coś kradł (nie widziałem, zasłaniało mi jego kilkoro pleców). Coś w rodzaju "czego ty tam szukasz?!". Na co przystanek później facet zaczął kobietę wyzywać, grozić, pluć i tym podobne rzeczy wyprawiać. Aż w końcu jednak wysiadł na co odetchnięto ogółem z ulgą.
Miałem jednak mówić o kulturalnych stwierdzeniach. Kiedyś, gdy byłem mały, jechałem z moją mamą autobusem. Ona zaczęła grzebać w torebce i nie mogła znaleźć swojej portmonetki - spojrzała zatem na dół i zwróciła się do faceta stojącego obok - prawdopodobnie kieszonkowca, który ją wyjął jej z torebki - "przepraszam bardzo, ale stoi pan na mojej portmonetce". No cóż, nie ma to jak lekkie zdziwienie biednego złodzieja.
Tak więc we wczorajszej sytuacji pomyślałem "jak by to powiedziała moja mama". I od razu na myśl przyszło mi: "przepraszam, ale szuka pan czegoś w prawdopodobnie nie swoim plecaku". Kulturalne i bez oczerniania, a jednocześnie tego typu zdania mają piorunujące wrażenia - w większości przypadków ludzie nie wiedzą co mają powiedzieć! Stoją jak wryci i zaskoczeni takim "dziwnym zwrotem".
Moja mama ogólnie jest mistrzem w tak niesamowitych i zaskakujących - a przecież zwyczajnych stwierdzeniach. Gdy do biblioteki przychodzi uczeń i mówi że chciałby "wejść na komputer" w większości przypadków usłyszy "ale w butach?!". Albo podobnie.
Aż mi się przypomina Spock ze Star Treka: "Sir, there is a multilegged creature crawling on your shoulder."
Przyszłościowo
Tak jak się poczyta o studiach i jakie to niby nie są potrzebne, to nachodzi myśl, co tak właściwie można by robić w przyszłości.
Najpierw jednak powiem o certyfikacji. Bo to też przyszłość, ale bliższa. A do tego wybór prowadzi wyraźnie do zmiany w moim myśleniu. Miałem zamiar w tym roku zdawać egzamin Microsoftu 70-270 (Installation and configuration of Windows XP) i uzyskać tytuł MCP. Potem pomyślałem o tym, by jeszcze dodatkowo zdać 70-271 oraz 70-272 i dostać MCDST. Obecnie jestem po przejrzeniu najnowszego edukacyjnego przewodnika (jesień-zima 2007) koncernu i nie wiem w sumie jak to będzie wyglądało. Pociąga mnie 70-620 (Windows Vista, configuration) prowadzące do nowego tytułu Microsoft Certified Technology Specialist. Dygresja: dla studentów mają w przyszłym roku egzaminy na certyfikaty MS być za jedyne 120 PLN. To świetna oferta. Ok, wracam do rzeczy - ciekawe jest to, że nie myślę o żadnym certyfikacje związanym z programowaniem. W ogóle z tego co obecnie widzę, to programowanie jest, owszem, super, ale to nie jest w pełni moje zajęcie. Straszne? Widzę jak krystalizuje się mi pewne podejście do informatyki jako takiej. I widzę, że programowanie samo w sobie nie będzie chyba moim celem.
Ba, obecnie, jako iż zostało mi już ledwo pół roku na wybranie specjalizacji studiów, zastanawiam się. Mimo iż poprzednio deklarowałem uparcie chęć studiowania "inżynierii oprogramowania" to widzę, że coraz bardziej ciągnie mnie coś innego. "Sieci komputerowe". Administracja i te sprawy.
Próbowałem swoich sił jako webmaster dawno temu i zobaczyłem, że to nie dla mnie. Pracowałem krótko jako freelancer, webdeveloper, obecnie pracuję "na etacie" powiedzmy na takim stanowisku i muszę stwierdzić, że niestety - to także nie jest to, co mnie tak naprawdę pociąga. Gorzej, że niby nie wiem co, ale coraz bardziej właśnie widzę te nieszczęsne sieci komputerowe oraz sprawy związane z informatyką pobocznie bardziej - konsulting, "evangelizing" i coś takiego.
A teraz sprawa, która mi krąży po głowie od jakiegoś czasu. Biznes tak zwany. Biznes is biznes, a ja na biznes niby mam pomysł. Dziwny, szalony, ale pomysł mam. A nawet kilka. I nie są to tak nierealne kwestie jak "e-Roślinka" będąca projektem na Podstawy Przedsiębiorczości (sklep internetowy z roślinami), ale coś niby ciekawszego.
Nie powinienem takich rzeczy publicznie umieszczać, bo a nuż ktoś podejrzy, ukradnie pomysł i nie zarobię, więc jak się dorobię, to pomysły niewykorzystane umieszczę może :-) A na serio - mam pomysły na coś, co nie jest startupem (zaskoczeni?), nie jest serwisem społecznościowym i co - tragedia wręcz! - nie jest związane z Microsoftem!. Myślę o pewnych systemach powiedzmy "embedded" obecnie i w myślach przeliczam jak by to można było stworzyć, czy to by było opłacalne i tak dalej.
Aż mnie zastanawia, czy to co czasem wymyślam ma jakikolwiek sens. Bo jak patrzę obecnie na moje notatki (swoją drogą muszę sobie nowy zeszyt kupić na nie chyba) to można się lekko załamać gdy czyta się "Pomysły na biznes" :-)
15
Normalnie wypisywałbym tutaj jakieś postanowienia i przemyślenia. Normalnie napisałbym tutaj że moje życie osobiste leży daleko i dlaczego tak jest. Ale chyba jednak nie tym razem.
Tym razem stwierdzę, że mam wspaniałych przyjaciół.
I tylko lekko informatycznie powiem: this.Age++;
Przyszło!
Tajemnicze urządzenie o którym wpominałem od niedawna, wreszcie jest! Przed momentem przyszedł kurier z paczką dla Marcina Badurowskiego ;-)
A cóż to za magiczny sprzęt dostałem? A, tajemnica. Jednak niektórzy już wiedzą, a ci którzy nie wiedzą może dowiedzą się gdy zademonstruję to oto małe logo:
Czy już wiecie czego posiadaczem się stałem? :-)
Dyskietka
Znalazłem dyskietkę w szafie. Włożyłem do komputera. Przegrywałem dane. I słyszałem ten charakterystyczny dźwięk. Przywodzący wspomnienia.
A potem przyszła rzeczywistość... ile lat już nie słyszałem tych odgłosów?
Moje boje (z ASP.NET)
Im dłużej siadam do ASP.NET tym bardziej z rozwiązania niebywale miodnego (zwłaszcza dla programistów PHP) staje się ono denerwujące. Brakiem pewnych możliwości, albo brakiem zrozumienia zasad, którymi to się rządzi.
Obecnie tworzę dla potrzeb własnych pewną mikroskopijną stronę. Ogólnie rzecz biorąc ma ona (oprócz zawierania linków do pewnych podstron) parsować póki co jeden plik XML i wyświetlać jego elementy jako listę (choć właśnie pomyślałem o tabelce i może mi będzie łatwiej). Zaczęło się prosto. Jeżeli jest parametr GET pewien to pokaż jeden element, jak nie, to pokaż listę. A potem już było gorzej - listy (kontrolki BulletedList) dynamicznie dodać nie mogłem, bo stwierdziło, ze poza <form> dodałem. Więc została tam na stałe, ukrywana w razie czego. I co dalej? A no dalej próbowałem zrobić link w tejże liście... a kontrolek zagnieżdżać się najwyraźniej nie da!
Stoję przed dylematem: albo ręcznie stringi wysyłać do klienta i zrobić coś jak przedhistoryczny PHP, albo poszukać jak to się robi inaczej (bo może ja nie umiem?), albo - zapewne - napisać własną kontrolkę.
O, przypomniało mi się jeszcze jedno. W środę miałem prezentację o HTML5 na wykładzie. Oprócz zacytowania wypowiedzi jednego polskiego front-end webdevelopera (dzięki, btw ;-)) o tymże, to wydarzyła się fajna sytuacja. Zadaję, pod koniec, standardowe pytanie "czy macie jakieś pytania?" na które nigdy nie ma pytać. A tutaj, po zadaniu... rozlega się pukanie do drzwi sali i wchodzi spóźniony kolega. Potem żartował, ze miał zapytać "możesz powtórzyć od początku?" :-)
A za oknem biało. Ale przynajmniej już nie pada.
Zachciało mi się
Zachciało mi się zrobić coś dziwnego. Widać "Projekt sieci komputerowej" na której mam stawiać SNTP, NTP, i DNS nie jest wystarczający i dzisiaj sobie pomyślałem o skonfigurowaniu sieci w domu do IPv6.
Ale jednak przed godziną uznałem, że może zajmę się czymś bardziej konstruktywnym - postanowiłem uruchomić na serwerze serwer VPN, a dokładniej PPTP. Dlaczego ten protokół? To chyba oczywiste - bo klient jego jest wbudowany w Windows od dawna, także w Windows Mobile. Pobrałem to co trzeba, zainstalowałem, i po skonfigurowaniu w kliencie tunelu pojawił się problem, gdy ciągle po autoryzacji hasłem pojawiał się komunikat, że połączenie "failed". Dlaczego? To nie były złe hasła czy konfiguracja /etc/ppp/chap-secrets. Problemem okazało się, po zajrzeniu w logi, coś znacznie trudniejszego do załatania:
Nov 8 21:50:03 leia pppd[17778]: MPPE required, but kernel has no support.
I wychodzi na to, że jednak będę musiał zrekompilować kernel. Miałem to zrobić już jakiś czas temu, ale z jakiegoś powodu nie zrobiłem do dziś, a teraz się okazało, ze mam wybór - albo spatchować mój kernel dodając wsparcie tego MPPE (albo jakoś bawić się z modułami w sposób którego średnio rozumiem, bo nie dociekałem), albo skompilować nowszy niż 2.6.15, w którym to już wprowadzono.
Tak, szykuje się moja piąta chyba rekompilacja jądra Linuksa. Oby wyszła lepiej niż poprzednie... Ale to nie dziś, może w weekend...
Tak właśnie sobie zdałem sprawę, że nie muszę używać PPTP, bo support dla IPSec/L2TP jest także w Windows standardowo, więc może rozejrzę się za innymi rozwiązaniami.
Z producentem farb o kolorach
Tak tak. Kobiety twierdzą, że faceci i kolory się nie lubią. Tak, ale producenci farb w nazywaniu kolorów są lepsi. Co tam różnica w turkusowym, morskim i zielonym. Co tam beżowy, piaskowy i ecru.
Ja mam farbę do ścian w kolorze "mroźnego poranka".
Czas na zastanowienie
Uszkodziło mi się gniazdo słuchawkowe w Nimue, czyli moim PDA/telefonie, który robi między innymi za odtwarzacz MP3. Jeszcze nie wybrałem się do autoryzowanego serwisu w celu naprawy, mam zamiar to zrobić w przyszłym tygodniu, jednak jako odtwarzacza używać telefonu nie mogę obecnie. A i zastanowiłem się czy faktycznie używanie go zdaje jednak egzamin.
Kiedy kupowałem PDA miało ono zastąpić trzy urządzenia. Beznadziejny aparat, który czasem sobie nosiłem, odtwarzacz MP3 (który jest obecnie zepsuty) oraz rzecz jasna telefon. W sumie to wyszło na to, ze aparat w telefonie jest jeszcze gorszy niż ten beznadziejny sprzęcik, co nim dysponowałem, odtwarzacz MP3 aktualnie nie działa, ale za to jako telefon spisuje się naprawdę znakomicie. I dodatkowo stał się palmtopem oraz odbiornikiem GPS, czyli czymś, czego w ogóle nie planowałem nigdy do kupienia. A co okazuje się - czasem - całkiem fajne.
Jednak posiadanie jednego urządzenia będącego telefonem i odtwarzaczem ma jednak wady - przy dłuższym braku dostępu do energii elektrycznej - bo w domu, na tyle często podłączam go do komputera, że utraty energii nie zauważam - staje się to nieco uciążliwe. W ten sposób miałem problem jadąc autokarem do tej Francji, gdzie nie mogłem używać odtwarzacza, aby móc skorzystać z telefonu.
Obecnie zbliża się dla mnie okres wysoce świąteczny, bo zarówno imieniny, jak i urodziny. I można by pomyśleć, by rodzina mnie finansowo w zakupie jakiegoś sprzętu wspomogła. Możliwością jest albo aparat cyfrowy, albo odtwarzacz MP3. Wczoraj oglądałem zarówno sprzęty jednego, jak i drugiego rodzaju i moją uwagę przykuł, oprócz jakiegoś fajnego Nikona oraz elektronicznych ramek na zdjęcia, iPod Nano.
"iPod Nano?!" zakrzykniecie "Toż to nie jest sprzęt dla Ciebie!". Tak, przyznaję, narzekałem na iPoda wtedy kiedy się pojawił. I zanim bym go nawet ewentualnie kupił to też sobie już w duchu ponarzekałem. I nadal rozważam pewne kwestie. Po pierwsze jednak - ja chcę Nano starszego. Nie chcę tych najnowszych cudeniek, co to odtwarzają filmy i zdjęcia, bo mi to nie potrzebne jest. Chcę Nano starszego (2-ga generacja?), z czarno-białym wyświetlaczem (no, monochromatycznym), rzecz jasna nie różowego :-) Jednak rzeczy nad którymi się zastanawiam (oprócz ceny, która oprócz tego, ze jest niższa, to nadal mnie nie przekonuje tak bardzo - bodaj 549 zł, a ja zapomniałem ile on tej pamięci miał) jak chociażby zdolność do podłączenia normalnych słuchawek (normalne = mini jack 3,5mm), którą podobno posiada, czy też zdolność do prawidłowego funkcjonowania bez pomocy iTunes. Z drugiej strony leży Creative i jego Zen Nano (czy jakoś tak), który także mi odpowiada...
Ale w ogóle dlaczego zastanawiam się nad zakupieniem odtwarzacza MP3, skoro mam mojego znakomitego Wizarda, który ma tylko uszkodzone gniazdo słuchawkowe, że muszę odpowiednio trzymać wtyczkę, by działał dźwięk prawidłowo? :-) Obawiam się, że a) skończyła mi się już gwarancja (nie mogę dojść czy było 24 miesiące, a i czy mam wszystkie dokumenty do gwarancji), b) naprawa może być niemożliwa/nieopłacalna. Miejmy nadzieję, że "autoryzowany serwis" nie potwierdzi moich obaw, ale zobaczymy. O, przy okazji poskarżę się na nie działający czasem klawisz "zielonej słuchawki" (a raczej: działający czasem) może...
Home i End
Home i End to jedne z najczęściej używanych przeze mnie klawiszy. Naprawdę, gdy programuję/kodują, to Home i End są bardzo często używane. Z tego też powodu, gdy wybierałem laptopa, dokładnie przyglądałem się, w jaki sposób rozplanowano te klawisze. I w moim nx7400 Home/End, Insert/Delete i Page Down/Up mają układ identyczny prawie jak na "normalnej" klawiaturze. Jeden ruch ręką i gotowe. Bardzo mi się wygodnie z tym pracuje.
Są jednak dwa inne typy laptopów - jedne mają te klawisze rozplanowane pionowo na prawym skraju klawiatury. Da się przeżyć zapewne, choć na szczęście mam łatwiej, bo moje ręce praktycznie nie zmieniają przyzwyczajeń. Gorzej jest w takich sprzętach, które do naciśnięcia Home wymagają naciśnięcia na przykład klawisza funkcyjnego Fn oraz strzałki (lewo bądź prawo). To się wydaje kompletnie nieergonomiczne. Choć w sumie Ctrl + strzałka przesuwa o słowo, więc może i da się do tego przyzwyczaić.
Teraz tak patrzę na moją klawiaturę i oglądam, które klawisze są najbardziej wytarte. Widzę, że prawy Shift nie jest używany, podobnie jak Caps Lock, Start, Menu, Fn, prawy Ctrl. Za to Home, End, Delete, Backspace, prawa część Spacji, Alt Gr, lewy Shift - bardzo.
Ciekawe jest też to, że klawiszy funkcyjnych F1-F12 prawie nie dotykam...
IPX
IPX to protokół sieciowy, który wymarł praktycznie. Jednak z niego parę gier, bardzo starych, korzysta. Gdy byłem mały to dostałem na którąś gwiazdkę zestaw dwóch gier: Comanche 2.0 oraz Werewolf, w paczce "Werewolf vs Comanche", produkcji firmy Novalogic. Od tego czasu polubiłem symulatory swoją drogą. Niemniej te dwie gry posiadały właśnie ciekawy ficzer gry po sieci - razem, lub przeciwko sobie. Nigdy jednak tego nie wykorzystałem, bo w owym czasie gdy mój jeden komputer kosztował 4200 PLN, to na drugi nawet nie było myśli. No bo i po co jeden komputer w domu?
Kiedyś, gdy dostałem drugi komputer, próbowałem skonfigurować sieć po IPX, ale nie działało to w ogóle, więc odszedłem od pomysłu. To i tak miała być gra w Diablo...
Dzisiaj, wiele lat później, po powrocie z pierwszego dnia w pracy (fajnie, szkoda, że muszę pracować z tak brzydkim kodem HTML i PHP) pomyślałem, że zagrał bym w coś. Usłyszałem odgłosy stareńkiego Warcrafta 2 dobiegające z pokoju obok I nagle mi się przypomniało, że przecież DosBox ma emulację IPX po UDP/IP. Olśnienie. Przekopanie płytek. Instalacja. Krótkie polecenia w DosBoksie. Uruchomienie... działa! Tak, działa. Nie tylko WvsC, ale i ten wspomniany Warcraft 2. Zatem, może w coś pogram po sieci :-)
Swoją drogą pograłem chwilę w tego Comanche i jak u licha kiedyś mogłem mieć problemy z treningiem, wszystkie misje treningowej kampanii przeszedłem teraz "od ręki"... Ech, a zawsze jak patrzę/czytam o RAH-66 Comanche, to mi żal, że projekt armia amerykańska porzuciła...
Laboratoria
Wczoraj i przedwczoraj mieliśmy w sumie nasze pierwsze spotkania z oscyloskopami. Głównie, bo do tego jeszcze jakieś diody, tranzystory i tym podobne rzeczy, ale oscyloskop naszym głównym narzędziem badawczym był. Oceny z laborek są dobre i wyższe, więc nie jest źle. Tak bardzo, bo następne badania już są zdaje się bez oscyloskopów, więc nie jesteśmy pewni czy pójdą tak samo dobrze ;-)
Nie mniej udało się nam usłyszeć, że sygnału od zera zmierzyć nie można (bo zero to podobno w ministerstwie w Warszawie siedzi), dostał mój kolega pytanie o transformatę Fouriera (nienawidzę jej), udało mi się pomylić pozycję IB MIN i stwierdzić, że rośnie prąd którego nie ma i wiele innych rzeczy.
Jednak wygląda na to, że prowadzący laboratoria jakoś nagle domyślili się, że my nie jesteśmy jednak z kierunku elektrotechniki i że pierwszy raz w życiu mamy jakiekolwiek styczności z elektroniką, bo na wejściówkach w innych grupach zaczęły pojawiać się pytania "co to jest tranzystor?", "co to jest prąd?", "co to jest napięcie?" i "jak brzmi tytuł zadania?". Jak dojdziemy do "jak ma Pan na imię i nazwisko?" to już będzie znaczyło, ze jesteśmy kompletnie zieloni w tej kwestii ;-)
No to teraz zostało nam jeszcze 7 ćwiczeń z metrologii i 7 z elektroniki i będzie dobrze...
Za to laboratorium narzędzi internetowych, tj. de facto (X)HTML-a ma czasem taki przebieg, że mam ochotę... no, nieważne, byle by dotrwać do nauki JavaScriptu.
PS. Czy tylko ja widzę pewną niekonsekwencję w wymowie "ajaks" oraz "dżawa"?
Stuff
Wrzuciłem na stronę domową taki mały zbiór rzeczy, które zrobiłem, napisałem, udostępniłem. Prezentacje i programy, jak znajdę artykuły których napisałem w życiu ze trzy, to dodam.
Dot mnie jeszcze namawia, aby wrzucić prezentację o Jabberze z zeszłego roku, trwającą 6 minut, z przedmiotu "Techniki Negocjacji", z której mam materiał wideo, ale przyznaję, że trochę się boję się tak publicznie pokazywać w sieci, zwłaszcza gdy teraz siebie posłuchałem i jednak uznaję, że ja jakoś dziwnie mówię (do podcastów bym się nie nadawał) :-)
Civ 2: Test of time
Alias "Cywilizacja 2: Próba czasu". Jedna z moich dumnie prężących się oryginalnych gier z pudełka, z instrukcją i tak dalej. Lubie ją, nawet jeżeli seria "Cywilizacja" dorobiła się już bodaj wersji oznaczonej numerkiem 4.
I tak gram od wczoraj, bo mnie coś napadło. Ale koniec gry się zbliża bardzo. Gram Japończykami. Zawsze gram na rzeczywistym świecie, bo najbardziej lubię. Jest rok 1915 gdzieś, mój statek kosmiczny gdzieś tam leci, statki przeciwników najlepszych są w budowie. Ale to w kosmosie. A jak wygląda na Ziemi?
Moja Japonia posiada Wyspy Japońskie, sporą część wschodniej Azji, miasteczko w Australii, oraz Rzym (sic!) i przede wszystkim - kilka baz lotniczych. Islandia, Madagaskar, Kuba, rejon mniej więcej Peru, przylądek Horn, Hawaje i Nowa Gwinea. A w nich najpotężniejsza broń znana człowiekowi. Plus zwykle jedna jednostka spadochroniarzy. No i jakiś bombowiec Stealth.
Na świecie panuje pokój. Japończycy, Siouxowie i Niemcy to trzy najbardziej zaawansowane cywilizacje. Jednak Siouxowie, którzy posiadają większość Ameryki Północnej i rozpoczęli kolonizację Południowej zaczynają mnie denerwować, że ich niszczyciele pływają bardzo blisko moich miast w Japonii. Niemcy ostatnio przedarli się przez największy cud inżynierii i wymagającą wiele, wiele tur budowlę - coś lepszego niż Wielki Mur Chiński.
Wyobrażacie sobie Linię Maginota w powiększeniu? W teorii tak. W praktyce mam szlak fortec obsadzonych strzelcami od Indii, przez Himalaje, skrajem pustyni Gobi, do tundry Syberii. Nikt nie ma szans się przedrzeć oprócz jednostek dyplomatycznych, handlowych i lotniczych. I niech lepiej nie próbuje. No, ale Niemcy wysłali swojego szpiega, którego nie zdążyłem wypędzić w porę i ukradli mi jakąś technologię. Szpiegostwo daje uzasadniony powód do wojny, ale zignorowałem. Na razie.
A Siouxowie... Moja flota na Pacyfiku w okolicach Hawajów czeka w pogotowiu. Łodzie podwodne z Atlantyku i Pacyfiku (uzbrojone rzecz jasna w broń jądrową) zbliżają się powoli do Ameryki Północnej. Ale w sumie to nic nie zrobili oprócz denerwowania mnie pływaniem obok moich miast...
Jednak boję się zaatakować. Nie ze względu na straty, ale ze względu na to, że te dwie nacje posiadają technologię budowy broni nuklearnej. Zapytacie czy nie boję się strat? Czy nie boję się ataku strategicznego na miasta? Nie. Większość moich miast posiada obronę SDI. Boję się jednak, że użyją tej broni, będzie skażenie i będę musiał na gwałt budować Inżynierów i usuwać je, bo dojdzie do katastrofy ekologicznej. Albo mogą użyć jej taktycznie, "wyrąbać" przejście swoim siłom, niszcząc jednym atakiem na przykład moją flotę na Pacyfiku.
Choć może jednak nie posiadają jeszcze bomb atomowych?
Poczułem nagłą ochotę zagrać w "Defcon: Everybody dies"...
List
Dostałem dziś, niezbyt oczekiwanie, list z USA. Niektórzy w tym momencie zapewne pomyśleli, że nadawcą jest zapewne pewna firma z siedzibą w Redmond, WA i wysłała jakiś list "z pogruszkami". Nic bardziej mylnego.
Firma /n software, zajmująca się tworzeniem aplikacji współpracujących z Windows PowerShell wysyła takie coś. Za darmo. Dostałem list i naklejki z logo PowerShella, a w liście z ciekawszych rzeczy był kod promocyjny dla darmowej licencji na ich produkt NetCmdlets dla użytkowników "osobistych" (niekomercyjnych). Wypas, bo niedawno było mi to potrzebne.
Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że przyjdzie list aż z Durnham, NC, jednak gdy wysyłałem formularz zgłoszeniowy skoro dało się wybrać Poland to pomyślałem - "czemu nie?".
Gdzie ja teraz sobie moje naklejki przyczepię? :-)
Money++
Rodzaj operacji: KAPITALIZACJA ODSETEK
Kwota operacji: 0,17 PLN
I znów poczułem się bogaty...
Swoją drogą widzę podnieśli oprocentowanie lokat, bo wydaje mi się, że było 3,6%, a jest 3,8%. A pod koniec miesiąca powinienem mieć teoretycznie niesamowity zysk z lokaty w wysokości jakiś 60 zł. Super, wreszcie będę mógł oddać E. 5 zł i T. 2 zł ;-)
A sam poważnie zastanawiam się jednak nad jakimś funduszem inwestycyjnym (aczkolwiek używając nie mojego konta, bo mój bank do uczestnictwa w czymś takim wymaga numeru NIP którego nie chce mi się zdobywać jakoś...
Właśnie sobie uświadomiłem, że w grudniu czeka mnie też spory wydatek na pewną drogą domenę (.pl), a ja głupi się nad mojenazwisko.net zastanawiałem w weekend, gdy była za 5 zł + VAT w promocji...
Za oknem pada, nogi mnie bolą, a ja w koszulce tylko siedzę przed komputerem i czytam forum Gazety. No cóż.
Nowy nabytek
Wczoraj, po długim czasie namyślań co do tego zakupiłem coś. Najciekawsze, że zastanawiałem się nad sensem długo, wybierałem, cen szukałem, a gdy wczoraj udałem się do SklepuIdiotów(tm) to zakupiłem bez wahania i natychmiast jak tylko ujrzałem na półce sklepowej.
Najlepsze, że to już ostatnie było, jakie zostało. I kosztowało mniej niż sie spodziewałem. A co takiego?
Zewnętrzna kieszeń na 3,5" dysk podłączana do portu USB. Znanej firmy i-tec ;-) Wykonana ładnie, z obudową z aluminium chyba. Wypełniona 80 GB dyskiem twardym, co zapewnia mojemu laptopowi wreszcie dostatek miejsca do przechowywania danych. Jedyna wada jest taka, że nie podkleiłem jeszcze wytłumiających drgania gąbek, przez co słychać jak stoi na biurku włączona.
W zestawie oprócz tych tłumiących naklejek był kabel USB (A-B), zasilacz oraz... śrubokręt, wkrętak znaczy, do odkręcania śrub mocujących przedni panel. Zdziwiłem się. Ale jedna śrubka przykręcona była mocniej i musiałem użyć mojego normalnego śrubokręta z końcówką magnetyczną ;-)
Najgłupsze jest to, że po zakupieniu, podłączeniu, ustawieniu, zacząłem się zastanawiać czy może urządzenie NAS nie było by lepsze, ale już przepadło. 109,- PLN wydane. Teraz tylko na tym dysku posprzątać nieco muszę.
FIlmowo
Byłem na filmowych "Simpsonach". Dubbingu się bałem, do głosów "nie takich" się nie mogłem przyzwyczaić, ale twórcy list dialogowych zrobili niezłą robotę. Pogratulować nawiązań do naszego ministra i polityki. Filmik niezły całkiem.
Na AXN kończy się nadawany tam Star Trek: Enterprise i skończył się ostatni sezon Władcy Zwierząt. Chyba nie będzie co oglądać. Wracając do tego ENT to są tam dwa odcinki z alternatywnego wszechświata w którym jest po prostu cudowna scena alternatywnego "Pierwszego Kontaktu". I wejściówka inna niż zwykle. I więcej [ciach - cenzura] widać.
Znajomy namawia mnie na Babylon 5, ale mi do gustu jakoś nie przypadło. Na Stargate czas może?
A ja znikam chyba znów na jakiś czas. Zdjęcia z Francji kiedyś wrzucę, na razie nie mam siły z nich czegoś wybrać.
Francjo, nadchodzę!
Za kilkanaście godzin (a dokładniej jeden dzień i 17 godzin jak wskazał szybko napisany skrypt) jadę w chyba czwartą w życiu podróż zagraniczną (z których jednej nie pamiętam, bo byłem bardzo mały). Do Francji. To miała być wycieczka tylko moich rodziców, ale się podłączyłem.
Jeżeli się znajdzie bezprzewodowy Internet (w co nie wątpię) przygotujcie się na microblogging z wycieczki. Twitter i Blip są na mnie może gotowe.
Pięć
Wciągnięty pięć (ale się złożyło) dni temu przez Laampera po powrocie z głuszy mogę opisać i moje 5 nałogów :-)
- Komputery/Internet - siedzę przy komputerach i Internecie na okrągło. I przez to kontakty społeczne zapewne bardzo tracą.
- Czytanie - czytam zawsze i wszędzie. Jem czytając, zasypiam często czytając, w wannie czytam. Książki, czasopisma, artykuły w Internecie, blogi, komiksy... wszystko. Jak nie ma nic do czytania to i etykietkę od produktów żywnościowych przy śniadaniu można przeczytać (tak, jestem tzw. literkoholikiem).
- Napoje - sok pomarańczowy, jabłkowy, marchwiowo-różniasty, Coca-Cola, także woda mineralna - wypijam litrami i wciąż. Nie tylko w lecie przy 30 stopniowym upale, ale i w zimie.
- Telefon - muszę mieć zawsze przy sobie. Nawet jeżeli dzwonię mało, SMS-ów w porównaniu z największymi wysyłam ledwo kilka, to i tak telefon muszę mieć. A że robi za odtwarzacz muzyki - to i chyba muzyka jest moim nałogiem.
- Sen - a to można spać poniżej 7 godzin na dobę?
To chyba taka ulepszona wersja zabawy w "pięć rzeczy o których nie wiecie". I teraz, na koniec, powinienem teoretycznie wybrać pięciu znajomych - wiedziałem, że prędzej czy później ktoś mnie wybierze (nie spodziewałem się, że tak długo się utrzymam), ale i tak nie śledziłem zbytnio kto już co napisał... więc może po prostu zamknę ten łańcuszek w spokoju? :-)
Nauka i ja
Tak mnie napadło, przypadkiem. Odnośnie Nauki. Ale nie takiej szkolnej, zwykłej nauki, ale tej Nauki przez duże "N". Z Nauką chciałem mieć coś wspólnego od małego. Gdy dzieci ponoć marzą, by być strażakami, policjantami czy kim tam, to Marcin chciał być... paleontologiem. W ogóle dinozaury mnie fascynowały strasznie, godzinami mogłem czytać, oglądać, słuchać. I mówić. Trochę mi do dziś zostało, ale głównie zniechęciło mnie do tego kierunku to, że poznałem komputery. No i że w Polsce to średnio jest co wykopywać.
Przeżywałem też okresy wielkiego zainteresowania historią, aczkolwiek starożytną. Nic nowszego mnie prawie nie interesuje. Egipt, Grecja, Rzym... i znów godzinami mógłbym mówić, słuchać czy czytać... To też jakoś jednak przeszło i choć mam sporo wiedzy na historyczne tematy, to nie pociąga mnie to już tak bardzo. Te komputery mnie zabrały w inną stronę rzecz jasna ;-)
I wtedy pojawiła się fizyka. Do spółki z chemią trochę. O ile fascynowała mnie początkowo budowa atomów, zjawiska promieniotwórcze, sposób działania reaktora nuklearnego i tym podobne sprawy, o tyle potem zacząłem zbaczać coraz bardziej z chemii w stronę fizyki. Jądro atomowe? Super, ale to nie jest taka kulka wokół krążą elektrony. Po czytaniu wielu informacji, po próbach ogarnięcia tego dałem spokój i po prostu wiem jak jest. Elektron to prawdopodobieństwo znalezienia się ładunku w danym obszarze, światło to jednocześnie cząstka i fala, pierwiastek o liczbie atomowej 114 rozbada się w okolicach 30 sekund bo leży w okolicach "wyspy stabilności", a kwark powabny ma dla mnie tak niepowabną nazwę, że zawsze zapominam jak się on nazywa. Fizyka kwantowa, a do tego jeszcze wszelkie dziwne teorie w rodzaju M-teorii, bran, strun, przestrzeni Calabiego-Yau... to teraz to o czym mogę słuchać czy mówić godzinami. No, może mówić to nie, bo wiem, że moja wiedza na te tematy jest bardzo ograniczona, ale słuchać - chętnie.
Do tego jeszcze bardzo lubię, w sumie powiązaną w pewnym stopniu, do fizyki kwantowej, kosmologię. Gwiazdy, galaktyki, planety, teorie powstawiania, kwazary... Oprócz tego, że próbuję swoich sił w pisaniu opowiadań sci-fi (o czym być może mieliście okazję się przekonać), do czego mi się niekiedy różne informacje mogą przydać, to w ogóle jest to czasem wdzięczny temat do dyskusji. A jak się spojrzy w niebo, nocą, to jest w ogóle super. Kocham to.
Blah, blah, blah. Napisałem tony bzdur. Ale naprawdę chciałem być paleontologiem :-)
Japan
Nie mając nic innego do roboty (no dobra, mając, ale mi się nie chce) zrobiłem zdjęcia dwóch przedmiotów związanych z kulturą Dalekiego Wschodu, jakie w domu posiadam. Sake oraz pałeczkom. Jedne z Japonii, drugie z Chin.
Ogólnie mam pewne odchyły i Japonia mnie pociąga i wydaje się całkiem fajnym miejscem, choć regularne czytanie Tokio By Night oraz róznych artykułów czasem weryfikuje moje odczucia. Niemniej jednak pałeczki z Chin przywiezone, sake z Japonii i katanę (z Holandii bodaj ;-)) posiadam, a i dwa słowa po japońsku powiedzieć umiem (yuuza intafasu i tym podobne ;-)). Do tego regularnie do mnie przychodzi spam po japońsku (znów wrócili do serwisów randkowych). Japanofilia? Gdzie tam. Ale kultura mnie pociąga i mam zamiar się tam kiedyś wybrać.
Hmm, kiedyś znalazłem taką stronę internetową, co znaki kanji wybrane pokazywała, wraz z tłumaczeniem jakimś, i chyba je na koszulkach czy kubkach pozwalała umieścić wedle życzenia. Przydało by mi się coś takiego, ktoś pamięta?
PS. Zanim zrobiłem te zdjęcia przypadkiem zrobiłem zdjęcie sobie. Przyjrzałem się dokładnie i.. "o rany, muszę się ogolić". Widać ja sam nie zauważam, a jak mi inni mówią, to im nie wierzę ;-)