Morderca i jego Google
Podobno według danych z laptopa Ryszarda C. wyszukiwał on w internecie hasła "jak zbudować bombę", książki "Anarchistic Cookbook", jak broń bez zezwolenia kupić, szukał gdzie i kiedy się jego "cele" pojawiają.
Oczyma wyobraźni już widzę wkrótce masową nagonkę na broń każdej maści, służby specjalne wyczulone na hasło "bomba" wpisywane do wyszukiwarki oraz wsadzanie do paki posiadaczy wspomnianej wyżej książki lub do niej podobnych.
Pamiętam felieton będący wstępniakiem do PC World Komputera w roku chyba 1997 lub 1998, jak to łatwo w internecie różni fanatycy mogą znaleźć sobie instrukcję jak zbudować bombę, broń, jak wybrać cel do ataku. Sprawdziło się.
Dodam tylko od siebie - "podobno" pojawiło się w linku do artykułu, bo to są informacje, które Gazeta uzyskała jakąś nieoficjalną drogą. Więc nie są sprawdzone, podobnie jak podana w tekście lista polityków, których ów człowiek miał zaatakować. Choć, biorąc pod uwagę, że prokuratura sprawdza te informacje czy nie doszło do ujawnienia tajemnicy śledztwa, to możemy podejrzewać ich poprawność.
A wspomniana książka, nosi nieco inny tytuł, ale kto by wymagał dokładności od dziennikarzy. I jest do kupienia np. na Amazonie. Gdy trafiłem na nią, uśmiechnąłem się na widok listy "frequently bought together" zawierającej "Poor Man's James Bond" oraz "Improvized Munitions Black Book". Ciekawe czy w Stanach się FBI kupującymi te dzieła interesuje chwilę po zakupie.
Hmm, dobrze, że morderca dysku nie szyfrował, to przynajmniej to na chwilę jeszcze nie będzie zakazane.
Swoją drogą, niedawno pomyślałem, czy może by nie kupić "Poor Man's James Bond" i jeszcze dwóch podobnych pozycji, z czystej ciekawości (podobno akurat ten James Bond jest niezłym poradnikiem survivalowym). Choć w tych okolicznościach to zanim by do mnie doszły sam bym musiał pluskwy pod samochodem szukać.
A może to tylko paranoja.
Give a geek some love

Ilekroć patrzę na ten obrazek się uśmiecham szeroko. Zwłaszcza wyraz twarzy przytulającej jest rozbrajający.
A mimo że ten tekst o geekach jako świetnych chłopakach jest trochę naciągany, to i tak się go fajnie czytało.
WP7, opinie, w tym moja
Jeżeli jakimś cudem przespaliście, że Microsoft publicznie zaprezentował swój nowy system mobilny i pewne telefony z nim, to gratuluję. Gdzie bym nie zajrzał to ktoś o tym coś pisze. Z tego powodu nie mogę być jedynym, który nic nie powie.
Zacznijmy od początku. Kilka lat temu nie podobał mi się iPhone. Jednocześnie byłem absolutnie pewien, że jeżeli Microsoft nie zrobi nic nadzwyczajnego ze swoim Windows Mobile, to ten produkt umrze. Cóż zatem producent zrobił? Wyrzucił wszystko i stworzył lepszego iPhone w swoim ekosystemie. Ot, ironia losu - Windows staje się bardziej Applowy, a Android staje się nowym Windows Mobile - systemem dla entuzjastów, co lubią pogrzebać, zmieniać, dostosować idealnie do siebie.
Używanie produktów jednego producenta daje nadzieję na ich ładne współdziałanie. Bardzo lubiłem idealną (no, prawie) współpracę Windows Mobile i Outlooka. Lubię Zune (odtwarzacz), Zune software i ich integracje z bibliotekami Windows 7. Lubię Windows Media Center i jego integrację z Home Serverem. Gdybym miał Xboksa to on też by się gdzieś tutaj wpasował, łącząc z Zune i Media Center jednocześnie. Windows Phone 7 też się ma wpasowywać. Staje się odtwarzaczem Zune, łączy z Windows Live, gry są rodem z Xbox... i póki pozostajemy w ekosystemie jednego producenta, nie jest źle [1].
Wyrzucenie wszystkiego, co widzieliśmy wcześniej w Windows Mobile to jeden z najlepszych pomysłów jaki można było zrealizować. Windows Mobile, wywodzący się z PocketPC to pomysł na żywcem przeniesiony Windows na małe ekrany. Te same okienka, krzyżyki, komunikaty, okienka dialogowe i menu Start [2]. Plus ten ekran "Today". Windows Mobile 5.5 miał być rewolucją. Gdy zmienił się w 6.0 był niczym nowym. Windows Mobile 6.5 miał być drastyczną zmianą. Był. Ale jak się człowiek zagłębił trochę dalej, to tam nadal wyzierały okienka rodem z WM2003 czy nawet starsze. Windows Mobile 7.0, codename "Photon", miał być ostateczną rewolucją. Pomysł porzucono. WM wyrzucono na śmietnik, a nowi ludzie wzięli się do roboty.
Powstało dość specyficzne UI. Wielkie geometryczne kształty, wielkie napisy, panoramy, animacje. Ten interfejs można chyba albo pokochać, albo znienawidzić. Tylko takie, skrajne opinie, widzę wśród internetowych komentarzy. Inspirowany stylami miejskimi, znakami, logo i takimi tam interfejs "Metro" [3] niektórzy już widzieli wcześniej. Interfejs odtwarzacza Zune (od 3.0, a zwłaszcza Zune HD), interfejs programu Zune, trochę Windows Media Center. Mnie osobiście się bardzo podoba. Miłość od pierwszego wejrzenia. Jakże to inne od siatki ikonek, tak dziś popularnej.
Ale się ludzie z Redmond trochę rozpędzili. Chcieli czegoś prostego i szybkiego, więc wymagają gigahercowych procesorów, wielkich ekranów, a co za tym idzie wysokiej ceny. A jednocześnie, wraz z tą prostotą, wyrzucili wszystko, czego chcieliby "power userzy". Krąży po Sieci teraz taka lista, czego to Windows Phone 7 nie ma: menedżera plików, wideorozmów, USB mass storage, wielozadaniowości, tetheringu (wtf? [4]), bla bla bla. Niektóre z tych zarzutów są rzeczywiste, inne urojone, fakt faktem nowy system jest upośledzony w stosunku do swojego starszego brata. Mnie osobiście będzie wyraźnie dokuczał brak transferu plików przez Bluetooth (który tak wyśmiewałem w iPhone kilka lat temu, o ironio) czy brak trybu USB Mass Storage. No i pewnie instalowanie aplikacji spoza Marketplace.
WP7 ma jeszcze jeden problem - brak grupy docelowej. Z jednej strony jest to produkt dla dzisiejszego uzależnionego pokolenia - Facebook tam jest w środku bardzo głęboko. Gry są, muzyka jest, skomplikowania nie ma. Czyżby targetem był przeciętny człowiek? Jeśli tak... to co u licha robi tam SharePoint? Ale telefon do biznesu to nie jest, aplikacji nie ma, tego nieszczęsnego kopiuj/wklej jeszcze nie ma, Office Communicator jeszcze nie ma, RDP nie ma, nie wiem jak sprawa z VPN wygląda...
Problemem, który trawił Windows Mobile, była fragmentacja platformy. Gdzieś ten Sense UI, gdzieś SPB Mobile Shell, gdzieś rozdzielczość taka, gdzieś śmaka. iPhone nie ma tego problemu - jeden rząd, jedna partia, jedno jabłko. Tutaj jest podobnie - jeden wygląd, minimalne wymagania, ale wielu producentów. Którzy powinni wyróżniać się sprzętem, ale na razie pierwsze telefony są dość do siebie podobne, oprócz tych dziwnych wyjątków w rodzaju HTC Surround.
Zastanawia mnie obecnie jedna kwestia - oprócz faktu, że system ma skrajnie różne opinie, to nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jest bardzo źle oceniany w Polsce, a całkiem dobrze za oceanem. Swoją drogą podobnie jak iPhone w pewnym momencie. Czy Polska jest zawsze ostoją negatywnych komentarzy?
Podsumowując - nie mogłem być rozczarowany, bo o wszystkich wadach wiedziałem już przed premierą. Nie byłem zaskoczony. Nie zmieniłem nagle zdania i nie przyszło olśnienie, że nowy system jest cudowny - bo nie jest! Potwierdziło się jednak, że może to być bardzo dobry wybór jako mój następny telefon.
[1] Napiszę kiedyś o tym oddzielny wpis, ale Microsoft cierpi na nadmierne rozmnożenie konkurujących ze sobą produktów - taki Windows Media Player i Zune na przykład.
[2] Mój tata, obecnie użytkownik Windows Mobile 5.0, był dość zdziwiony, że aby zadzwonić musi wybrać aplikację "Telefon" z menu Start.
[3] Nie mylić z "Metro" - XML Paper Specification, alternatywą dla PDF-a.
[4] Ja jestem starej daty i nie rozumiem dlaczego zwykły modem nazywa się teraz modnie takim dziwnym słowem.
[5] Muszę sobie zrobić jakiś automat do takich przypisów. Albo je wstawiać w nawiasach i dekoncentrować czytelnika. Jeszcze nie wiem.
WebP, JPEG XR i JPG w małym porównaniu
Jak prawdopodobnie wiecie, kilka dni temu Google udostępniło wczesną wersję konwertera (i specyfikacji formatu) o nazwie WebP, będącego w zasadzie przerobieniem mechanizmów istniejących w WebM do zwykłych obrazków, a nie żadnych filmów.
Pojawiła się od razu dyskusja, że Google jest cudowne i że chce zmienić Sieć, bo JPEG jest stary i dałoby się go ulepszyć. Mało kto, oprócz niektórych specjalistów i pasjonatów, wskazywał, że takie pomysły na zastąpienie wysłużonego JPEG-a już były - od JPEG2000 z roku 2000 przez np. JPEG XR (znany jako Windows Media Photo, a potem HD Photo) z 2006 roku.
Pobawiłem się dzisiaj dłuższą chwilę, chcąc zobaczyć w jaki sposób wygląda ostra (i ta mniej ostra) kompresja w WebP i jak się ma do zwykłego JPEG-a oraz JPEG XR (a w zasadzie HD Photo). Do zabawy posłużyły: Paint.NET 3.5.5, plugin HD Photo w wersji 0.4 do niego, narzędzie jpg2wdp oraz narzędzie webpconv od Google. To ostatnie działa tylko na Linuksie z architekturą x86_64 niestety.
Jako obrazy testowe posłużyło kilka zdjęć z mojej kolekcji oraz dwa obrazy z filmu Sintel.
Dla czystej chęci zaspokojenia ciekawości wszystko było kompresowane z jakością 10(%), przy której jak wiadomo JPEG nie wygląda już najlepiej. A jak wyglądają jego konkurenci?
Oto: porównanie JPEG, JPEG XR i WebP przy kompresji 10%. Uwaga, dużo obrazków, duża szerokość strony.
Zrobiłem dość spartańską stronę prezentującą poszczególne wyniki moich zabaw. Można pokusić się o następujące wnioski - przy takiej, dość ostrej kompresji JPEG ma skłonności do tworzenia plam o jednolitym kolorze, zwłaszcza widać to na wodzie (t3) i niebie (t5). WebP dla odmiany tworzy rozmycia (t1) lub zauważalne małe kwadraciki (t4, sintel1). Dodatkowo obrazy w WebP mają nieco inne odcienie barw (sintel2, t5, t3). JPEG XR natomiast jest dość "gładki", choć może to moje subiektywne wrażenie.
Skoro już widzimy różnice w poszczególnych obrazach, to jak wygląda oszczędność miejsca i transferu? Policzmy. Oryginalny obrazek t1 ma 13723229 bajtów. Przekonwertowany do JPG z jakością 10% zajmuje 280983 bajtów (2,04% wielkości oryginału). JPEG XR jest mniej oszczędny, bo zajmuje 371207 bajtów. WebP ma tutaj przewagę, zajmuje tylko 159669 bajtów, zaledwie 50% wielkości JPEG. W przypadku obrazu t3 wielkości plików WebP są coraz bardziej imponujące: 38203 bajty dla WebP, 88231 w XR i 158320 w zwykłym JPEG. t4 - 34645 B WebP do 68391 B w XR do 147240 B w zwykłym JPEG.
Jeżeli dobrze zrozumiałem podejście Google, to WebP miałby docelowo stać się zamiennikiem JPEG w całym internecie. Aby do tego doszło musi być obsługiwany na wszystkich platformach - najlepiej także na urządzeniach przenośnych wszelkiej maści. By był efektywny należałoby pokusić się nie tylko o testy jak bardzo zmniejszane są pliki, ale czy algorytmy WebP nie są zbyt skomplikowane, wolne i czy ewentualnie nie powodują znacznie większego zużycia energii przy kompresji/dekompresji.
Sama wielkość tworzonego pliku jest obiecująca. Dodatkowo, WebP nie jest objęty patentami, w przeciwieństwie do JPEG2000 czy JPEG XR (choć ten to akurat jest w ramach Open Specification Promise, ale to nadal tylko "obietnica"). Ale zmiana WSZYSTKIEGO? JPEG jest niesamowicie popularny i uniwersalny. Nie wyobrażam sobie by cały świat nagle miał przejść na nowy format, taka ewolucja trwałaby latami... a i po latach nadal nie wszystko by było w WebP. Ja nadal mam gdzieś tam jakieś PCX, OS/2 BMP czy inne DIB-y. Zwróćmy jeszcze raz uwagę na JPEG2000 - żyje gdziekolwiek, poza pasjonatami? JPEG XR pojawił się w mediach jako Windows Media Photo i zniknął. Djvu czy XPS pokonały PDF-a? Jedyny format, jaki się przebił naprawdę to chyba PNG jako zastępstwo dla GIF-a, ale to z winy wad tego drugiego.
Dodatkowo, świetny wpis (i komentarze!) na blogu "Diary Of An x264 Developer" sugerują, że podobne efekty da się uzyskać w łatwiejszy sposób i że WebP nie wnosi wystarczająco wiele, by wymusić rewolucję.