Praca po apokalipsie
"Kto ma największe szanse przetrwać zagładę świata?" zapytał Discovery Channel 1002 Polaków, a Gazeta Wyborcza umieściła to w dziale "Gazeta Praca".
Polacy najczęściej wyobrażają sobie przetrwanie po globalnej katastrofie u boku lekarza (47%) i tzw. "złotej rączki" (45%). Są to dwa zawody, które zdaniem badanych, byłyby najbardziej przydatne w sytuacji odcięcia od cywilizacji. Natomiast 17% respondentów uważa, że najbardziej przydatny byłby zawód budowlańca, 13% chciałoby się w takiej sytuacji znaleźć z pielęgniarką, 7% z inżynierem mechanikiem, a 6% z informatykiem. Tylko dwóch na stu (2%) badanych wymienia biologa morskiego, natomiast tylko jedna osoba na sto (1%) uważa, że najbardziej przydatny w sytuacji kryzysowej byłby inżynier lotnictwa, instruktor samoobrony i operator maszyn.
W sytuacji globalnej katastrofy owszem, lekarz wydaje się całkiem niezłym pomysłem. Gorzej, że lekarz obecny, pozbawiony dobrodziejstw medycyny, pozbawiony EKG, PET, białej tablicy i mazaka mógłby mieć problemy. Złota rączka? To już ciekawsze.
Bardzo cieszy mnie fakt, że aż 6% respondentów chciało by zostać u boku informatyka, ale ja osobiście nie chciałbym zostać ze sobą w sytuacji końca cywilizacji. Cóż takiego może zrobić informatyk (niezależnie od specjalności), gdy - dajmy na to - nie mamy prądu, komunikacji, wody, jedzenia, a budynki leżą w gruzach? Nie wiem, może liczą na to, że zbuduje robota albo jakoś się z kimś skomunikuje. Bo patrząc na to, jak tworzy się programy, to ja bym się bał zamieszkać w schronieniu zbudowanym przez informatyków ;-)
Biolog morski? Nie potrafię sobie wymyślić "zastosowania" dla niego w pierwszej fazie odbudowy cywilizacji. No, chyba, że wie, co możemy z morza zjeść, ale i tak będziemy potrzebowali łodzi najpierw.
Przyznam, że w zależności od rodzaju katastrofy niszczącej świat zapotrzebowanie może być różne. Gdy "tylko" upadnie cywilizacja techniczna (globalny impuls elektromagnetyczny?) jest nieco lepiej niż w sytuacji, gdy asteroida Apophis uderza w Pacyfik. Ogólnie w sytuacji jednak załamania się obecnej struktury społecznej mam wrażenie, że największe szanse na przeżycie mają osoby, które nie żyją zgodnie z zasadami: przestępcy. Zwłaszcza tacy, którzy umieją się posługiwać bronią. O, właśnie, z kimś kto umie walczyć warto też być na wypadek np. ataku zombie. Gdzieś w komentarzach do tego artykułu to było wspomniane. Wspomniano też, że najlepiej by chyba było z rolnikiem - ale to też zależy. Gdy pył w atmosferze powoduje nam nuklearną zimę i rośliny nie rosną z braku światła, to i najlepszy rolnik nie pomoże.
Chyba najlepsza była by dowolna osoba, która ma szeroką wiedzę i umiejętności. Nawet podstawowe, ale rozległe. Czytaj: złapie psa w sidła, oprawi go, upiecze, naprawi lampę naftową i otworzy zamknięte drzwi zrujnowanego budynku.
A propos apokalipsy i informatyków to skojarzył mi się cytat z "Afterworld":
Sprzedawałem ludziom elektronikę. Kiedy jeszcze istniała.
I wiecie co? Bez urazy - ale nie chciałbym utknąć z prawnikiem czy ekonomistą.
16 marca 2010 14:13:26
Przywódcy się przydadzą. (I nie mówię tak, bo studiuję zarządzanie.) Opanowanie chaosu jako podstawa, bo inaczej to nikt w niczym nie pomoże. A dalej faktycznie - bogata wiedza z wielu dziedzin. Nie do stopnia budowy DNA z biologii, ale już budowy ciała człowieka jak najbardziej.
16 marca 2010 14:22:12
Ja bym postawił na Beara Gryllsa.
16 marca 2010 15:31:55
Chyba najlepiej byłoby być w towarzystwie egzorcysty-bimbrownika ;) Ten zawsze sobie poradzi!
16 marca 2010 17:31:50
Chucka, kurwa, Norrisa.
(wybaczcie, musiałem.)
16 marca 2010 17:49:17
Lekarz zna medycynę, anatomię, pierwszą pomoc, więc myślę, że by sobie jakoś poradził.
Też mnie zdziwił wybór 6% ;) Ale jeśli ten informatyk używał Linuksa, to sobie poradzi:P
16 marca 2010 19:03:20
@DeeTah skrzyżowanie Chucka Norrisa i MacGuywera było by ideałem na takie warunki
16 marca 2010 19:07:28
Możnaby jeszcze TurboDymoMana dorzucić.
16 marca 2010 20:07:53
MacGyvera jak już.
16 marca 2010 21:54:21
"Lekarz zna medycynę, anatomię, pierwszą pomoc, więc myślę, że by sobie jakoś poradził."
Ażebyś się nie zdziwił. Mój Ojciec jest psorem ratownictwa medycznego na szczecińskim Pomorskim Uniwersytecie Medycznym. Myślisz, że chociaż połowie studentów zależy na tym przedmiocie? "Chcę być neurologiem/okulistą/laryngologiem, to po co mi pierwsza pomoc czy ratownictwo medyczne?". Są studenci, którzy w ogóle tego zaliczać nie chcą, bo liczą, że przy którejś poprawce zostaną przepchnięci.
Nie. W sytuacji apokaliptycznej lekarz nie byłby szczytem moich marzeń. Za to przydałby się... marketingowiec!
@Kayo ja bym jeszcze coś żeńskiego do tej mieszanki wstawił. Żeby się ... nie nudzić!
16 marca 2010 23:26:19
Jak to po co biolog morski? Żeby go zjeść nie było szkoda kiedy zajdzie potrzeba ;) .
17 marca 2010 01:05:15
Przecież ktoś musi odtworzyć naszą klasę (tym razem bez śledzika)
17 marca 2010 01:53:06
A też jakoś zaraz przed przeczytaniem komentarzy pierwsze, kto mi się nasunął to MacGyver :D