Komputery, Windows i masa kompletnego bałaganu. Tak, to mój dziennik.

ktos.jogger


Windows Mobile 7. To jest Windows Phone 7. Moim zdaniem.

Mobilne

Tak, doskonale wiem, że wraz z Windows Mobile 6.5 została wprowadzona nazwa "Windows phone" i choć miałem wielką nadzieję, że zostanie wyrzucona, to jednak tak się nie stało. No cóż. Najważniejsze jest jednak kilka odczuć odnośnie tego nowego pomysłu.

Lubię Windows Mobile. Choć z ostatnimi czasy stałem się coraz bardziej świadomy jego wad i ograniczeń. Bawiłem się dawno temu Pocket PC 2002, potem 2003. Sam kupiłem telefon z Windows Mobile 5.0 (vel Pocket PC 2005). I wtedy zapowiedziano dwa fajne nowe pomysły. "Crossbow" i "Photon". Czyli odpowiednio Windows Mobile 5.5 i 6.0. Gdzie 5.5 miało być przejściowe, a 6.0 przełomowe. Microsoftowi wyszło jak zwykle. Gdzieś tam się coś obsunęło, coś tam terminy nie zgodziły się i zamiast 5.5 ujrzeliśmy 6.0, które było... takie same. Długo musiałem się przyglądać, by zobaczyć jakąś naprawdę wielką różnicę pomiędzy 5.0 i 6.0.

Nie doczekawszy się przełomu, liczyłem na nową, mityczną wersję 7. Odsuwanie jej w czasie przywodziło na myśl Duke Nukem Forever. W międzyczasie pojawił się WM 6.5, który - pomimo kilku fajnych pomysłów - jest nieporadnym tworem, hybrydą dinozaura rodem z PPC 2003 z jakimiś nowinkami w dziedzinie interfejsu. Gdzie naprawdę nowinki to pojawiły się dopiero w 6.5.3, gdzieś tam po Sieci hasającym.

Lubię Windows Mobile. Używanie "ekosystemu" jednej firmy ma swoje zalety, niczym w tych przysłowiowych słowach nt. Apple: "podłączasz i działa". Tutaj też tak jest. Podłączam telefon, synchronizuje się z Outlookiem, muzykę przegrywam przez Windows Media Player, Live Mesh automatycznie wrzuca zdjęcia z telefonu do internetu. Jest fajnie, do momentu, kiedy coś nagle przestanie działać (mi np. nie działa obecnie synchronizacja OneNote pomiędzy telefonem i komputerem). Jako posiadacz Zune podłączam odtwarzacz, i on magicznie mi się synchronizuje. I to nawet działa jak powinno, jestem pełen podziwu. Zune Software polubiłem, choć nie ma wtyczki do Last.fm, przez co przez długi czas mój Last.fm pozostawał w miejscu.

W międzyczasie wymieniłem telefon, pozbywając się dotykowego ekranu na rzecz Windows Mobile w wersji Standard, kiedyś określanej mianem "smartphone" dopóki smartphone nie stał się synonimem dowolnej "inteligentnej" komórki. Nie mogę powiedzieć, że to był błąd, raczej że nieco inne doświadczenie. Trudno mi powiedzieć jak dobre.

Ale doczekałem się. Ujrzałem Windows Phone 7 Series. Prawie bym przegapił, ale tony wpisów na Twitterze przypomniały o zaczynającym się MWC. I cóż tam zobaczyłem? Zobaczyłem coś, czego się trochę spodziewałem. Coś nowego. Microsoft ubił Windows Mobile, a potem wskrzesił od zera. Znów mogę zacytować tylko kwestię, którą polubiłem: "to błogosławieństwo, a jednocześnie przekleństwo". Podoba mi się pomysł na nowy interfejs użytkownika. Nie podoba mi się taka integracja z Facebookiem, ale to znak czasów. Będzie się dało przecież nie korzystać. Z jednej strony podoba mi się Zune bezpośrednio w telefonie - mam jedno urządzenie mniej do noszenia. Z drugiej - hm, zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce.

Moje słuchawki zepsuły się jakiś czas temu, ciągle nie kupiłem nowych, i używam telefonu jako odtwarzacza muzycznego. I wiem jedno - strasznie wkurzająca sprawa. Czasem uda mi się wymacać guziki jak trzeba i zmienić piosenkę czy głośność bez wyciągania z kieszeni, ale już parę razy się zdarzyło, że gdzieś postanowił zadzwonić. Pewnie trzeba by klawiaturę blokować, ale jej odblokowywanie by zmienić piosenkę to nie mój ulubiony ruch. Liczę na jakiś pilot albo coś na słuchawkach. Byle by słuchawki miały jacka 3,5, a nie extUSB bądź inny wymysł tego typu. Jak już kiedyś wspominałem, nie wyobrażam sobie obsługi dotykowego ekranu bez wyjmowania go i patrzenia na niego.

Kompatybilność wsteczna to coś, co może przesądzić o katastrofie. Albo zwycięstwie. Z jednej strony z chęcią zobaczyłbym na moim telefonie z nowym WM moje obecne aplikacje - czy to Mesh (ale to Microsoftu), czy to WiFiFoFum, czy KeePass, czy SportyPal, TGPS czy cokolwiek innego, co mam teraz. Jeżeli będą działać - fajnie. Ale to może spowodować sytuację, że będą zupełnie nie pasować do całego nowego systemu. Brak kompatybilności wstecznej oznacza, że muszę pogodzić się z utratą tego, co mam. I równie dobrze mogę pójść do konkurencji.

Wielozadaniowość to coś, czym oprócz kompatybilności, wszyscy się martwimy. Z jednej strony narzekanie na iPhone jest modne. Z drugiej - po paru latach używania Windows Mobile - ja widzę, jakie to ma wady. Teraz to szczególnie - jak odpalę dwa programy naraz i już mam brak pamięci operacyjnej, a wyłączanie ich i włączanie może trwać wiekami. O ile lepiej by było je gdzieś "zahibernować". WM7 ma zaoferować wielozadaniowość w jakiś sposób, bo "ona nie jest czarno-biała". Dowiemy się na MIX10 w marcu co producent ma na myśli.

Trzeba jeszcze pamiętać, że Microsoft ma szczęście w nierobieniu rzeczy tak, jak należy. Marketplace które informuje mnie, że piosenkę mogę pobrać za darmo, ale darmowy kolejny odcinek "The Guild" nie jest dostępny w moim regionie mogę przeboleć. W końcu oficjalnie nie mam dostępu do Zune. Ale u licha, sklep z aplikacjami gdzie jest 5 aplikacji? Z czego dwie są istotne, dwie badziewne, a jedna kosztuje 30 zł? Hej, ja naprawdę znam angielski, dajcie mi dostęp, a nie jakieś blokady regionalne! Albo Office Mobile 2010. Liczyłem na coś naprawdę nowego, a tymczasem w obecnej wersji beta nie widzę żadnej różnicy w stosunku do 6.0 oprócz ikonek - na desktopie widzę za to spore zmiany. Dobrze, że chociaż mobilny Internet Explorer znacząco poszedł do przodu w WM6.5.3.

Mówią, że mobilna "siódemka" pojawi się na koniec roku. Jeżeli faktycznie HTC HD2 będzie miał upgrade, jak to zapowiadano, to poważnie rozważyłbym zakup - przez rok powinien trochę stanieć. Choć z drugiej strony nie wiem czy to rozsądne kupić telefon bez klawiatury...

17 lutego 2010, 21:18:27.

Komentarze wyłączone

Muzycznie mi gra, a ja nie wiem skąd to znam

Groch z kapustą

Przeglądałem coś związanego z Final Fantasy (mimo, iż nigdy nie grałem w żadną część) i jakoś tak niedziela zleciała w dużej części na przeglądaniu openingów/endingów gier z tej serii. Natrafiłem m.in. na opening z FF IV w wersji na DS gdzie pojawia się najpierw Ai no Theme (skądinąd bardzo fajny), a potem, w 1:08 pojawia się motyw muzyczny, którego nie znam, ale z drugiej strony jest mi znany. Nie dość, że cały podkład tego filmiku zapadł mi w pamięć strasznie i cały czas go podnucam, to ten motyw drugi nie daje mi spokoju.

Jestem pewien, że mam go na dysku. Że jest wykorzystany w jakiejś piosence, niekoniecznie japońskiej. Ale gdzie to u licha mogło być?

Podobno takie zjawisko, że jakaś piosenka wpada w ucho i nie chce wylecieć, to "swędzenie mózgu". A jak nazwać sytuację jak wiem, że coś jest i coś znam, ale nie wiem gdzie, jak i skąd?

15 lutego 2010, 20:31:57.

Komentarze wyłączone

Miecz prawdy

Film

Wczoraj TVP1 puściła ostatni odcinek pierwszego sezonu serialu "Miecz prawdy" ("Legend of the Seeker"). Nie miałem niestety okazji oglądać go od początku, a dopiero od drugiego czy trzeciego odcinka, jednak przypadł mi do gustu.

Logo serialu

Zacznijmy od rzeczy oczywistych: "Miecz prawdy" opiera się luźno na prozie Terry'ego Goodkinga i serii powieści o takim samym tytule. Klasyczna historia walki dobra ze złem w malowniczych plenerach Nowej Zelandii. Producentami są Sam Raimi oraz Robert Tapert, duet który można znać z dwóch innych fantastycznych seriali z lat 90-tych - "Herkulesa" oraz "Xeny".

Poszukiwacz

Historia jest jasna, archetypiczna: Richard Cypher (w tej roli Craig Horner), młody chłopak okazuje się być Wybrańcem Przeznaczenia i otrzymuje możliwość używania tytułowego Miecza Prawdy. Staje się Poszukiwaczem i w zasadzie przez całą historię walczy z kolejnym stereotypowym osobnikiem - Złym Lordem.

Darken Rahl (Craig Parker), zły imperator D'Hary, tyran, który pragnie sobie podporządkować inne krainy. Jego złe wojska rabują, gwałcą i kradną (niekoniecznie w tej kolejności), rozsiewają zarazy. Ma do pomocy oczywiście czarnoksiężników, magię, setki sługusów i tak dalej.

Darken Rahl

Choć przyznam, że nie wydaje się tak diaboliczny, sprawia wrażenie bardzo inteligentnego, choć faktycznie okrutnego, ale raczej spokojnego. Wychodzi z siebie tylko gdy znów Poszukiwacz pokrzyżuje jego plany. Do tego jest niebywale inteligentny, przebiegły i na dodatek oczywiście twierdzi, że nie jest bynajmniej złym tyranem, a to wszystko robi by ludziom żyło się lepiej. Tym zmarłym faktycznie żyje się lepiej.

Spowiedniczka

Poszukiwacz też nie jest sam, na szczęście - zdobywa przyjaciół, powstaje ruch oporu, ale przede wszystkim - każdy Poszukiwacz ma swoją Spowiedniczkę. Kahlan Amnell (Bridget Regan) ma moc zmuszenia każdego człowieka do swojej woli poprzez jego dotknięcie - w ten sposób niestety też praktycznie niszczy jego duszę. Pomiędzy Kahlan i Richardem pojawia się (a jak!) uczucie, niestety Spowiedniczka ma ten mały problem, że brak kontroli w niektórych sytuacjach może odebrać duszę Richardowi, czego oczywiście by nie chciała. Walczy dwoma nożami, w jakiś sposób pomimo długiej sukni porusza się błyskawicznie i jest całkiem sympatyczna. Na drodze Poszukiwacza pojawia się przynajmniej kilka innych kobiet, ten jednak pozostaje wierny tej, z którą nie może być.

Zedd

Do tej dwójki mamy kolejnego stereotypowego bohatera - Brodatego Mentora. Zeddicus "Zedd" Zu'l Zorander (Bruce Spence), Czarodziej Pierwszego Kręgu. Tak naprawdę to nie posiada brody - jedynie długie włosy, czym zaburzono moją koncepcję stereotypowej historii. Ale za to włada potężną magią, lubi atakować ognistymi kulami, i uczy Poszukiwacza. Początkowo nikt nie wie, że jest czarodziejem, a uważany jest za szaleńca, który rozmawia z kurami (Ben Kenobi też był szaleńcem, i co?). Opanowany, wykorzystuje nie raz swoją magię by pomóc w krytycznej sytuacji.

Oprócz tego kilka epizodycznych postaci, które zmieniają bieg historii, jak Jennsen, siostra Richarda, "odporna-na-magię". A sama historia? Jak to u bohaterów bywa, Prostaczek Wybraniec Przeznaczenia musi wyruszyć na Quest, wyprawę. I przy użyciu pewnych magicznych składników, magii miłości, przy pomocy przyjaciół, oczywiście musi pokonać Złego Lorda. I tak przez 22 odcinki pierwszego sezonu. Przy okazji spotykając dawnych przyjaciół, wrogów, bestie, duchy i hordy wrogich żołnierzy (którzy zazwyczaj po tych spotkaniach zostawali martwi). Walki są stosunkowo częste, ładnie kręcone, dynamicznie, z wykorzystaniem nawet efektu slo-mo, choć jednak trochę do siebie podobne - Richard i Kahlenn wpadają, on sieka mieczem, ona obraca się z nożami, wygrywają i uciekają.

Dwójka bohaterów walczących

Oprócz oczywistych schematów ogląda się przyjemnie. Nie jest to serial luźny i ociekający humorem - gdzieś tam się pojawia raz na jakiś czas rozładowanie sytuacji, ale nie jest to za częste. Przynajmniej kilka fajnych motywów, których nie widziałem wcześniej, poza tym kawał dobrej roboty. Choć czasem mam wrażenie, że odcinki są zbyt krótkie. W ciągu 40 minut bohaterka potrafi zapomnieć swoje życie, zostać przekonanym, że to Richard jest zły, próbować go okraść i przypomnieć sobie życie. A odcinek finałowy to już zupełny przyspieszony kurs walki ze złem - [spoiler]przeniesienie się Poszukiwacza 58 lat w przyszłość, opowiedzenie historii tych lat bez niego, powrót plus pokonanie Darkena Rahla w tempie absolutnie ekspresowym[/spoiler]. Czułem pewien niedosyt, brak zakończenia pewnych wątków, choć z drugiej strony jestem szczęśliwy nie widząc ani razu w ciągu tych wszystkich odcinków napisu "ciąg dalszy nastąpi".

Scena pożegnalna

Zmartwiony wczoraj gdy uświadomiłem sobie, że to ostatni odcinek, cały czas mogę się pocieszać myślą, że gdzieś za rok pewnie będziemy mogli w naszym kraju obejrzeć drugi sezon, który za oceanem jest obecnie "w trakcie".

Ocena? Kawał dobrej roboty. Książki nie czytałem, ale pewnie się nie zgadza setka rzeczy, to jednak nie jest najbardziej istotne - bo mamy to, co lubimy. A lubimy to, co znamy. Mamy zwykłą historię, z paroma udoskonaleniami, wyrazistych bohaterów, których da się polubić, mamy klasyczne walki, mamy dobro i zło, mamy też trochę odcieni szarości. Przyjaźń, miłość, magia. Nie ma magicznych stworów, nie ma elfów, nie ma krasnoludów. Nawet smoka nie uświadczyłem. Jest bieda, choroby, wojna ze złem. Są mniejsi i więksi bohaterowie, są złoczyńcy potrafiący zmienić stronę. Warto zobaczyć, choćby dla rozrywki.

13 lutego 2010, 11:14:28.

Komentarze wyłączone

Speed dating

Ja, Za firewallem

Słyszałem o takim pomyśle jakiś czas temu. 5-cio minutowe randki. Jak ci się spodoba osoba z którą się spotkałeś oraz spodobasz się jej, dostajecie kontakt do siebie i możecie się spotkać potem na normalnej randce. Pamiętam, że w zeszłym roku było coś takiego na naszych Juwenaliach, ale przegapiłem.

A dziś pojawił się w skrzynce uczelnianego e-maila kolejny newsletter od samorządu, na temat Walentynek oczywiście. I tam wskazanie na taką samą akcję (pokazałbym dokładny link, ale to Flash i się nie da). W niedzielę, 14 lutego. Dzień w sam raz.

Speed Dating - Impreza polegająca na zaaranżowaniu szybkich, pięciominutowych randek dla grupy nie związanych ze sobą osób. W skali Lublina jest to pierwsza tego typu inicjatywa, świetnie pasująca do charakteru naszego eventu.

Trochę chory jestem znów, ale może by tak spróbować? Ktoś się w to bawił? ;-)

09 lutego 2010, 21:06:51.

Komentarze wyłączone

« Starsze wpisy   Nowsze wpisy »