Jesienne Ognie

Przyznam, że chodziłem obok tej książki ze trzy albo i cztery razy przez dwa miesiące, podczytując fragmenty. Cały czas nie mogłem się zdecydować czy warta zakupu. Ale warto.
Co w środku? Świat w chaosie (i pokręcony). Główna bohaterka, sama niekoniecznie wiedząc czym jest tak właściwie, ścigana, rusza na ratunek światu współpracując ze swoim wrogiem. Do spółki z ekipą - jakże by inaczej.
Fantasy, magia, miecze, stal, srebro, potwory, istoty magiczne (ekhem - feyry). Kłopoty z pamięcią, zagrożenie, uczucie i takie tam. Normalka. Może nawet zbyt sztampowe?
Obrzuciłam wzrokiem naszą ekipę. Zaświtało mi w pamięci, że w poprzednim świecie każdy autor fantasy uważał za swój zawodowy obowiązek napisać coś o ekipie ratującej świat. No cóż, wygląda na to, że nie jesteśmy oryginalni, banał zupełny.
Niekoniecznie. Historia osadzona w przestrzeni Rusi, świetny styl, autoironia, humor tam gdzie trzeba. Pojawiające się tu i ówdzie słowa rosyjskich piosenek. Ciekawa bohaterka, nieźle rozwinięta intryga. Jednak poziom nierówny - zakończenie w ogóle mi nie przypadło do gustu. W zasadzie mam wrażenie, że pojawiły się pod koniec wątki dodane zupełnie na siłę. Ogólnie jednak jestem naprawdę zadowolony - nie tylko z uwagi na słabość do niektórych typów głównych bohaterek.
Nawet takich z czułkami na głowie.
- Straciwszy nadzieję na odnalezienie ciebie, wystawiliśmy c pomnik. Nie widziałaś? Dostałaś akurat pokój z widokiem na obelisk.
- Ta baba z mieczem, skrzydłami i wyciągniętą ręką? To mam być ja?!
Jeszcze raz okazuje się, że współczesna rosyjska fantastyka jest na naprawdę dobrym poziomie - nie ma się co odwracać ku Zachodowi, także i u naszych wschodnich sąsiadów jest dużo dobrych dzieł. I autorów. I autorek. A lubelska (czuję się dumny) "Fabryka Słów" pokazuje, że chyba staje się silnym graczem - wydanie niczego sobie, brak problemów w tłumaczeniu, ładne wydanie, interesujący obrazek na okładce. Choć przy czterech Johnach Gearych jedna kobieta na mojej półce dziwnie wygląda ;-)
Pożółkłam. Trudno, żebym czerwieniała, mając złotą krew.
Nawiasem tłumaczył Michał Górny. Myślicie, że to ten mgorny? ;-)
Waleria Komarowa, "Jesienne Ognie", Lublin, Fabryka Słów, 2009. Tytuł oryginału: Осенние костры
19 lipca 2009 22:50:52
Nic z tego. Wydawanie fantasy w Polsce nikomu nie pozwoliło zarobić. Poza oczywiście tymi najgłośniejszymi wydaniami.
19 lipca 2009 22:58:58
A! Co chciałem powiedzieć - robisz to, co powinno się robić, żeby ratować fantastykę w Polsce. Polecasz. I za to dyg do samej ziemi.
20 lipca 2009 10:00:04
Nikomu nie pozwala zarobić? Wspomniane wydawnictwo Fabryka Słów wydaje chyba same fantasy i s-f i prosperuje, a nawet się rozwija, więc nie jest najgorzej. Oczywiście pewnie gorzej powodzi się autorom, tak zazwyczaj jest ;-)
20 lipca 2009 22:48:01
Jasne, utrzymać się da, ale z wydawaniem zagranicznych autorów w Polsce jest coraz gorzej, a o fantastyce to już w ogóle nie ma co mówić.