Star Eragon
Utwory fantasy mają do siebie to, że bardzo często powtarzają znane wątki, co najwyżej osadzając je w różnych realiach. Ale jeżeli się da przyjrzeć, to podobieństwa mogą być bardzo głębokie. Gdzieniegdzie są bardzo zauważalne, jak np. w "Eragonie" w porównaniu do "Gwiezdnych Wojen". Myślicie, że bujam? Gdzie pseudo-sf (a w rzeczywistości "space opera" lub "space fantasy") ma się do twardego fantastycznego świata ze smokiem?
Uwaga: w dalszej części znajdują się szczegóły fabuły "Eragona", "Gwiezdnych Wojen", "Władcy Pierścieni" i kilku innych dzieł.
Do rzeczy. Wziąłem na warsztat "Eragona", bo tam te podobieństwa najbardziej mnie uderzyły. Ale będę nawiązywał momentami do innych utworów.
"Eragon" zaczyna się gdy poznajemy młodego chłopca, Eragona, żyjącego na farmie pośród gór i lasów, u wuja. W jego krainie rządzi zły Galbatorix, wymuszający posłuch tyranią, armią i czym tam jeszcze mają w zwyczaju wymuszać posłuch Źli Lordowie.
Jest i inny młody chłopiec, Luke, żyjący na farmie (aczkolwiek hydroponicznej), w niegościnnej pustyni, u wuja. Na jego planecie, jak i kilkudziesięciu innych rządzi zły Imperator. Chłopiec przypadkiem kupuje robota (a nawet dwa) i równie przypadkiem widzi holograficzny obrazek pięknej księżniczki. Z kolei młody Eragon robota co prawda nie znajduje, ale znajduje niebieski kamień, z którego wykluwa się smok. Holograficznego obrazka księżniczki nie widzi, ale widzi ją później, w snach.
Dalej na scenę wkracza kolejna istotna dla nas postać, mędrzec, stary, uważany za dziwaka, pamiętający stare czasy gdy sprawiedliwość była na świecie. Koniecznie brodaty, brodatość jest atrybutem mędrcowi absolutnie niezbędnym, wystarczy wspomnieć zarówno Obi-Wana, Broma, jak i choćby Gandalfa. On staje się dla głównego bohatera mentorem, uczącym go sztuk magicznych, walki i czego tam jeszcze. Tymczasem na stronie młodego bohatera staje problem - jego wuj, jego dom, jego rodzina, ostatnie co go trzymało w wiosce, zostaje zniszczone przez sługusów Złego Lorda. Bądź są to szturmowcy w białych zbrojach, bądź Ra'Zacowie, domostwo zostaje zniszczone i Eragon, Luke czy ktokolwiek inny nie ma nic innego do roboty, tylko wyrusza na wyprawę, wraz z mentorem oczywiście. W celu zemsty, odnalezienia księżniczki, zdobycia połowy królestwa i tak dalej.
Quest, wyprawa z przygodami, zabieg literacki znany od czasów eposu o Gilgameszu, mający na celu ukazanie naszych bohaterów na zmieniającym się tle. Podstawa wielu książek, gier, filmów. W trakcie wyprawy nasz młody bohater poznaje swoje dziedzictwo - dowiaduje się, że przeznaczenie go wybrało i na ogół dostaje miecz. Miecz jest dla fantastycznego bohatera kolejnym ważnym atrybutem. Często zdarza się, że błyszczy, lata lub świeci. Czasem jest to "laserowy miecz twego ojca", zawsze jednak jest niezmiernie ważny, potężny i jest symbolem. Młodzież uczy się szermierki, magii i innych niezbędnych rzeczy, gdy nagle przychodzą problemy. Ciężko ranny mentor umiera, zostawiając bohatera samego. Wówczas pojawia się kolejny osobnik, zaprzyjaźniający się z głównym bohaterem, skrywający na przykład swoją własną mroczną tajemnicę, bądź ratujący sytuację humorem, opanowaniem i brakiem wiary w zjawiska nadprzyrodzone. Bo jak wiadomo, łatwiej i lepiej zaufać własnemu blasterowi i krzepkiemu ramieniu.
Ta dwójka jednak, przy pomocy robotów i smoków, ratuje jednak księżniczkę i siebie z opresji. Dalszym celem wyprawy jest odnalezienie Rebeliantów. Rebelia walczy ze Złym Lordem, ten jednak odnalazł ich kryjówkę i zechciał zniszczyć doszczętnie. Wielka armia, superbroń, maszyny kroczące, chodzące drzewa, czy zmutowane orki atakują ostatni bastion wolności. Oczywiście główny bohater wspomaga siły Dobra w walce, dokonując jakiegoś heroicznego czynu, jak zabicie jakiegoś potężnego sługusa Zła albo wystrzelenie odpowiednich torped w odpowiednie miejsce. W czym pomaga mu jego nowy przyjaciel, który ratuje mu tyłek w szczytowym momencie. Rebelia odnosi pierwsze, propagandowe zwycięstwo, cieszy się i wszyscy żyją szczęśliwie do następnego tomu.
Co potem? Potem już jest różnie. Albo Zły Lord okazuje się być ojcem któregoś z głównych bohaterów, albo miłość głównego bohatera go odrzuca z jakiś powodów (ewentualnie ten traci zainteresowanie), w każdym razie zaczyna się wojna domowa, w której siły Rebelii mają atut w postaci głównego bohatera.
Ten jednak - z uwagi na śmierć mentora - ma problemy i znajduje drugiego mentora. Drugi, pokonany, udał się na wygnanie, i czeka tylko na śmiałka, który do niego przyjdzie i którego będzie mógł wyszkolić. Mówienie od tyłu nie jest wymagane.
Dodatkowe uwagi: przydatne jest poszukiwanie Niesłychanie Magicznego Przedmiotu, który może pomóc w zniszczeniu Złego Lorda. Względnie ów przedmiot należy zniszczyć gdzieś w sercu mrocznego imperium.
Życie u wuja: zwracam uwagę, że nawet Frodo dostaje Magiczny Przedmiot od swojego wuja. Zbieg okoliczności? Ogólnie bycie sierotą/półsierotą jest jakoś powszechne, ale takie są realia wielu światów fantastycznych.
Miecze: miecz to integralna część herosa, często znany równie jak on sam. Excalibur, Durendal, Anduril/Narsil, Zar'roc i wreszcie Brisingr. Błyszczenie miecza, względnie jego świecenie, jest często się powtarzającym wątkiem. Miecz świetlny świeci z zasady, Brisingr świeci gdy Eragon wypowie jego imię, sztylecik Bilba i Froda świeci gdy w pobliżu są jego wrogowie.
Księżniczka: mimo iż w pierwszych rozdziałach Eragona jeszcze o tym nie wiemy, dowiadujemy się później, że Arya pochodzi z królewskiego rodu. Leia, Arwena... ale możemy i sięgnąć do dalszych historii i wspomnieć choćby Andromedę.
Mentor: Gandalf wzorem dla Broma? Możliwe, ale sam był i tak wzorowany na Merlinie (który to notabene też wzorowany był, ale to już długa historia).
Starożytny zakon: Jedi, Smoczy Jeźdźcy, zniszczeni przez zdradę jednego z nich, przy życiu pozostało tylko kilku którzy muszą wyszkolić nowego obrońcę Dobra.
Oczywiście nie jestem pierwszy, który zwrócił uwagę na schemat i powtarzalność, tutaj też zapewne nieświadomie wzorowałem się na jednym z rozdziałów "Rękopisu znalezionego w smoczej jaskini" Andrzeja Sapkowskiego, który to polecam wszystkim pragnącym zgłębić wiedzę o literaturze fantasy.
20 czerwca 2009 11:56:44
Bo w sumie liczy się styl. Miałem nadzieję, że Paolini się wyrobi, ale ostatni tom pokazał, że jest tylko gorzej.
20 czerwca 2009 12:27:40
To, że Eragorn = zrzynka ze wszystkiego jak leci to jakaś nowość? Książki nie czytałem, ale to było wiadome po pierwszych scenach z filmu.
20 czerwca 2009 20:17:20
A mi się Eragon podobał. Nie było to co prawda innowacyjne czy porażające stylem, fabułą itd., ale w ogóle się tego nie spodziewałem. Jak dla mnie to kawał dobrego, klasycznego fantasy, w sam raz, gdy jedyną alternatywą jest czytanie blogów.