Ułatwiacz
Jest sobie cała kategoria urządzeń, które miały ułatwić życie. W założeniu przynajmniej. A utrudniają. Ale to nie tylko domena tych wynalazków elektroników i informatyków poprzedniego stulecia - popsuć życie może nawet ułatwiać w kuchence.
W moim mieszkaniu jest sobie kuchenka gazowa. Renomowanego producenta, kupiona dawno temu przez moją babcię. Wyposażona jest w dwa niesamowite rozwiązania techniczne - elektryczną zapalarkę i jakiś system, który zapobiega przypadkowemu pozostawieniu odkręconego gazu.
Elektryczna zapalarka dla każdego z palników jest szczytną ideą usuwającą konieczność posiadania niezliczonej ilości zapałek, usuwa też problem z zapałkami pt. "położyłaś znowu do góry nogami i się mi wysypały!". Problem pojawia się wtedy jednak, gdy owa zapalarka działa sprawnie - być może te lata temu działała, obecnie to ja nie pamiętam kiedy się udało. Można trzymać pokrętło wciśnięte przez niebywale długi okres czasu, a i tak nic z tego nie będzie. Oprócz jednego palnika przy którym nie ma żadnych problemów - i dlatego najczęściej na nim się gotowało wodę na herbatę.
Ale nawet jeśli na innym palniku (oprócz największego, bo tam to w ogóle nie działa) uda się użyć zapalarki, to do akcji wchodzi drugi ułatwiacz życia. Otóż jest to tak zmyślne urządzenie, że odcina dopływ gazu, nawet gdy pokrętło jest przekręcone, że taki powinien być. W jakiś sposób się to wyłącza automatycznie - czy odpowiednim przekręceniem, czy przytrzymaniem w danej pozycji - nikt tego nie wie. Instrukcja obsługi zaginęła w mroku dziejów, a z badań z ostatnich lat wyszło, że chyba to działa całkowicie losowo.
Cel zabezpieczenia był słuszny - żeby dzieci nie włączyły przypadkiem na przykład. Praktyka jednak pokazała, że można się zastrzelić zanim się "włączy" gaz. Dlaczego? Przekręcamy, dociskamy, zapalarka się uaktywnia, czekamy kilka sekund, zapala się. Puszczamy pokrętło - palnik gaśnie. No to jeszcze raz. I znów gaśnie. Jeszcze raz, teraz z pewnym ruchem - znów gaśnie jak tylko przestaniemy wciskać pokrętło. W tym momencie człowieka nachodzi złość i ma ochotę rzucić tym urządzeniem w projektanta. Czasem dopiero po którejś próbie się udaje - a jeżeli w dodatku zapalarka nie działa i trzeba używać zapałek, które na przykład potrafią zgasnąć tylko po pierwszej z serii prób zapalenia palnika?
Zapalniczka obecnie rozwiązała problem pierwszego ułatwiacza, a do drugiego się zdążyliśmy przyzwyczaić, nie próbując zgłębić jego zachowania. I dzięki tym rozwiązaniom niestety życie nie stało się prostsze... ot, technika.
Znów Jogger mnie wylogował, a próba ponownego zalogowania się skutkowała ciągle koniecznością zalogowania się - pewnie z powodu złego hasła wyskakiwał ciągle ten sam formularz (ale bez żadnego komunikatu że złe hasło albo coś). Komenda do bota i nowe hasło pozwoliły się zalogować. Zaczynam się bać.
23 maja 2009 21:21:10
Gdybyś kiedyś dowiedział się coś na temat działania odcinarki dopływu gazu to daj znać ;-)
23 maja 2009 22:43:52
he he he, jak byś był u mnie w domu – ten sam problem ;) .
Nie wiem jaką masz kuchenkę, ale u mnie zwykle działa przekręcenie minimalnie w stronę przeciwną do obrotu wskazówek zegara lub najpierw na najmniejszy poziom, a potem na maksymalny ;) . Chyba, że to wszystko działa losowo, a mi się tylko wydaje, że moje „sposoby” działają ;) .
24 maja 2009 04:05:21
U mnie trzeba kilka sekund przytrzymać (zależy po części od palnika), w tym czasie najlepiej jedździć min-max.