Upgrade?
Od listopada zeszłego roku myślę o kupnie nowego komputera. I obecny termin realizacji tego pomysłu waha się od kwietnia do lipca, w zależności od mojego aktualnego humoru i pogody na dworze. W międzyczasie pomysł zmienił się od kupowania nowego laptopa do kupienia komputera stacjonarnego.
Niestety po drodze pojawiły się kwestie dodatkowe. Pierwszą z nich, że mój wymarzony sprzęt pewnego producenta komputerów (tak, tym razem nie planuję składaka), z uwagi na kurs dolara, niezgodnie z przewidywaniami zamiast stale tanieć, stale drożeje. Ostatnio się nieco poprawiło, ale nadal nie spadł tak jak przewidywałem, że będzie. No cóż, przewidywanie przyszłości to ciężka sztuka, mało komu się udaje.
Kwestia druga pojawiła się taka, że mam w domu 4 komputery i 3 członków rodziny. Nie oznacza to bynajmniej, że każdy ma swój komputer, a jeden stoi nieużywany - dwa są czysto moje, jeden jest serwerem, i jeden jest na dwie osoby. Moim rodzicom starcza, ja siadam raz na dłuższy czas, jeśli chcę uruchomić jakąś grę - niekoniecznie najnowszą.
Od dawna chciałem mieć Media Center PC. Ostatnimi czasy, gdy w telewizji AXN lecą odcinki seriali Stargate SG-1 i Atlantis, i to od razu po 3 po kolei, to "chcenie" się uwidoczniło coraz bardziej. Dbanie o wymianę kaset VHS, przewijanie ich do tyłu ciągle, dbanie o programowanie... fajnie by było, gdyby mieć mały sprzęt który by mi to na dysk nagrywał, do obejrzenia. Bez zastanawiania się i bez zmartwień w postaci "o, ta dziesięcioletnia kaseta zdechła". Oczywiście posiadanie Media Center (vel HTPC) ma wadę w postaci takiej, że byłby to kolejny komputer w domu. Powiecie, że do celów nagrywania to ja mogę kupić nagrywarkę z twardym dyskiem. Mogę, i owszem, ale... HTPC wydaje się dla mojego geekostwa ciekawsze ;-)
Problem pojawił się też pewnego dnia, gdy stwierdziłem, że chciałbym mieć w domu serwer webowy oparty o Windows Server + IIS + ASP.NET, najlepiej w wersji 2008/7/3.5. Serwer, który obecnie stoi u mnie w domu, hostujący m.in. ktos.info, średnio nadawał się do zainstalowania takiej kobyły - w dodatku ów sprzęt jest składkowym urządzeniem trójki ludzi, którzy nie mają nic ciekawszego do roboty - a dwóch z nich nie chciało by się pozbywać obecnie siedzącego tam Linuksa. Upgrade akurat tego sprzętu jest w trakcie: na razie z 904 MB RAM zrobiły się 2 GB, a wraz z powrotem mojego nowego dysku do laptopa z serwisu (o którym jest chyba w ogóle inna historia opisująca lenistwo moje, brak chęci i zły system serwisowy), może pojawić się koncepcja wymiany obecnych tam czterech dysków (z czego jeden padł) na dwa nowe - o pojemności każdego nowego dwa razy większej niż suma pojemności czterech obecnych. O, wyszło prawie jak zadanie matematyczne.
Koncepcja upgrade serwera pojawiła się zatem w wersji większej: a co by było, gdyby wymienić tego jednego PIII 733 na dwa PIII 933 albo szybsze? Z szybszymi jest problem, płyta nie obsługuje układów z rdzeniem Tualatin - a te z rdzeniem Coppermine z bliżej nieznanych mi powodów przy takiej samej szybkości co nowsze Tualatiny osiągają ceny czterokrotnie wyższe. 933 wydaje się zatem najlepszym rozwiązaniem. W jaki sposób jednak mieć ciastko, znaczy Linuksowy serwer, oraz zjeść ciastko, czyli mieć Windows Server 2008? Słusznie pomyśleliście o jednej z nowinek początku XXI wieku - o wirtualizacji. Potem jednak popukaliście się w głowę mówiąc: "chcesz wirtualizować Windows na Linuksie, w dodatku na starym gracie?". Nie. Chcę wirtualizować Linuksa pod Windowsem, i to na starym gracie. W dodatku na edycji systemu, która oficjalnie się do tego niezbyt nadaje, bo tzw. Windows Web Server 2008. Niemożliwe?
Wczoraj udało mi się pomyślnie zwirtualizować Linuksa (taką samą dystrybucję jak obecnie na serwerze - PLD) pod Virtual Server 2005 R2 SP1 (yeah, skróty rządzą!), pod Windows Web Server 2008, na moim Tablet PC - gigahercowym Pentium M z gigabajtem RAM. Nie przeprowadzałem jeszcze żadnych testów wydajności, ale na pierwszy rzut oka sprawował się całkiem nieźle. Aż sam się zdziwiłem. Zostaje jeszcze trochę testów, ale możliwe, że najdziwniejsza na świecie konfiguracja serwerowa może być uruchomiona u mnie w domu. Dlaczego najdziwniejsza? A, plan migracji zakłada kilka dodatkowych szczegółów, które czynią cały ten pomysł jeszcze bardziej chorym niż na pierwszy rzut oka.
Wracając do komputera stacjonarnego: jest sobie zasada: nowy sprzęt = pozbycie się poprzedniego sprzętu. Czego się zatem mogę pozbyć? Serwera? Teoretycznie mógłbym zastąpić go moim komputerem stacjonarnym, który dysponuje lepszym procesorem (Athlonem 2400 downclockowanym do 2000 czy coś koło tego), ale płyta na której jest oparty stacjonarny... jest dla mnie mniej pewna niż - równie niepewna - płyta mojego domowego serwerka. Z jednej strony nie działa drugi kanał IDE, z drugiej - nie ma update BIOS by procesor działał lepiej - z trzeciej nie obsługuje powyżej 1,5 GB RAM, bo ma tylko trzy złącza pamięci. I niestety kości DDR, które są zdecydowanie nieopłacalne obecnie - znacznie lepsze są SDRAM, które mam w serwerze, pod względem opłacalności. Więc może pozbyć się laptopa? Nowy komputer stacjonarny miałby być moim głównym sprzętem do pracy, którym obecnie jest laptop - którego jednak gdzieś mogę zabrać czasami ze sobą. Mam Tablet PC, całkowicie przenośny, ale jego moc obliczeniowa i wygoda użycia (w niektórych zastosowaniach) są nikłe. Jednak z drugiej strony jest to znacznie fajniejszy sprzęt do noszenia niż cokolwiek innego, niczym netbooki, którymi się tak wszyscy zachwycają ostatnimi czasy. Rozsądne zatem wydaje się podejście by pozbyć się poprzedniego komputera stacjonarnego, a laptopa przekazać rodzicom. Problem jednak jest drobny - na obecnym stacjonarnym chodzą gry, niezbyt najnowsze, ale chodzą, głównie dzięki stosunkowo nowej karcie graficznej, GF 7300. Na laptopie rzadko chodzi jakakolwiek gra, dzięki Intelowi GMA950. A że mój tata - rzadko - gra w coś, to taki układ nie jest fajny. Więc czyżby... przekazać dalej laptopa i udostępnić mój nowy komputer, do grania w coś, okazjonalnie? Taki jest aktualny plan.
I tak rozpisałem się na nie wiadomo ile znaków o banalnej kwestii. A to jeszcze nie wszystko, bo w głowie pojawiają się jeszcze dwie rzeczy dotyczące tunera TV do komputera oraz darmowej wymiany Windows Vista na Windows 7, które mocno wpływają na moje obecne plany dotyczące upgrade sprzętu w domu.
A mógłbym po prostu kupić i nie myśleć, co?
22 marca 2009 13:29:02
Przybytkowy ból głowy. Dlatego u mnie podstawowa zasada to jak najmniej, a z tych najmniej jak najlepiej. Dlatego też na razie mam tylko stacjonarkę i szybko się w tym nic nie zmieni. PC to taki fajny sprzęt, że można go rozbudować tak, żeby zastąpił wszystkie inne RTV w domu.