Strach technologii
Czytam obecnie, po raz już któryś, pochodzącą sprzed ćwierćwiecza książkę, będącą zbiorem futurologicznych na ogół felietonów. Wśród nich pojawia się kilka razy kwestia mózgów elektronowych i ich stosunku do nas. Oraz naszego do nich, jak i do całej tej technologii, która nas otacza.
Pozwolę sobie rozwinąć tutaj trochę myśli o tym, jak technika w przyszłości zmieni nasze życie, opierając się o dzieła literatury fantastycznej, oraz fantastyczno-naukowej (choć pewnie niektóre z nich są naukowe tylko dzięki naukowym słowom w rodzaju "orbita", "laser" czy "kompensator inercyjny").
W naszych przewidywaniach rozwoju technologii dochodzimy do momentu, gdy coś nam nie wychodzi i niszczymy sami siebie. Względnie nasza technologia nas niszczy, zwłaszcza gdy tworzymy Sztuczną Inteligencję. Ona to albo nas niszczy (Skynet), my z nią walczymy i przegrywamy ("Battlestar Galactica") albo my z nią walczymy i wygrywamy, a potem nie robimy takich głupot więcej (Wojny SI w "Earth: Final Conflict", czy nawet nowe przykazanie w Biblii w "Diunie"), albo technologia nas zniewala (Matrix choćby) i z jakiś powodów wykorzystuje do własnych celów (nawet jeśli jest to głupie).
Mógłbym tutaj już rzucić pojęciem technologicznej osobliwości, mógłbym zauważyć, że mało jest dzieł w których my oraz technika żyjemy sobie w spokoju i współpracujemy (szczerze mówiąc: tylko "Andromeda Ascendant" przychodzi mi na myśl). Strach przed technologią po prostu jest w nas obecny - od czasów robotów z R.U.R., Frankensteina (gdzie zła nauka z techniką tworzą złowrogie monstrum) do złych Borg ze "Star Treka". Ba, nawet mówi się, że Mordor z Tolkienowskiego "Władcy Pierścieni" jest złym przemysłem atakującym piękne, rdzennie angielskie Shire.
I tak przeciwko technice nas atakującej wysyłamy czy to Prostego Prostaczka, który okazuje się być Prostaczkiem Wybrańcem Przeznaczenia, czy armię dzielnych marines w białych zbrojach prowadzonych przez władających mieczami świetlnymi mnichów.
A w świecie rzeczywistym? Neo-luddyści nie są znaczącą siłą. Ja nawet bym powiedział, że o nich się nie słyszy. Połowa z nas jest od technologii zależna, nawet awaria głupiej wyszukiwarki może sporo zmienić w codziennym życiu, prawda? Nie mówię tutaj o zależności od energii elektrycznej, od urządzeń AGD - ale są ludzie którzy dzięki technice żyją, bo szpitale ich uratowały, bo mają rozruszniki serca, bo... a mimo to, gdzieś tutaj pojawia się myśl, że oto przyjdzie zła SI i nas zniewoli. No, akurat gdyby z jakiś powodów powstała Sztuczna Inteligencja, która nas nie lubi, ewentualnie jesteśmy jej obojętne, to nie spodziewam się, żeby chciała nas zniewalać. W sumie - po co robotom, które wykonają pracę fizyczną znacznie lepiej niż ludzie, na przykład byli by potrzebni ludzcy niewolnicy? Lepiej (logiczniej) było by się ludzi pozbyć, żeby więcej miejsca na planecie dla nowych panów było.
Ale skupmy się na wizji przeciwnej. Zbudowaliśmy sobie roboty. Pomagają chorym, pilnują dzieci, pracują w kopalniach, budują inne maszyny ("Maszyny budują maszyny! Perwersja!"), przestrzegają praw robotyki wg. Asimova. Co z nami? Nie musimy się o nic troszczyć, zero pracy. Całe dnie spędzamy na... no właśnie, na czym? Dysputach filozoficznych? Pracy twórczej? Odkrywaniu tajemnic kosmosu? No cóż, trochę utopijnie mi wyszło, prędzej spodziewałbym się czegoś w rodzaju wizji z filmu "Wall-e", gdzie ludzie są otyli, leniwi i ogólnie beznadziejni (skądinąd tego filmu nie oglądałem, opieram się na zasłyszanych informacjach). Ale... jakby się uprzeć, to jak nazwać to co mamy teraz? Niewiele się różni, oprócz tego, że nie mamy robotów - spora część z nas siedzi i nic nie robi. Tak jak ja teraz na przykład.
Miałem tutaj rozwinąć myśli dalej i dodać jeszcze wysokorozwiniętą cywlizację kosmiczną. Bateria komputera jednak się powoli wyczerpuje, zatem po prostu zostawię z pytaniem i niedopowiedzeniem.
Nie wiem co przyniesie nam technologia. Nie wiem czy dochodzimy już do osobliwości (2012?). Zobaczymy kto miał rację - nasza fantazja czy nasza rzeczywistość - ale musimy po prostu czekać.
I budować.
01 lutego 2009 23:13:14
To były jakieś futurologiczne opowiadania Lema? O świecie w którym ludzie są mało potrzebni, ale nie zagrożeni czytałem cos w jednym z opowiadań Janusza Zajdla. A o technologicznej osobliwości i świecie daleko po niej (również z ludźmi) polecam książki Jacka Dukaja, a w szczególności Perfekcyjną Niedoskonałość. W takiej dalekiej futurologii przestaje mieć znaczenie, czy tekst jest publicystyką, czy beletrystyką.
01 lutego 2009 23:30:47
Battlestar Galactica? Czyli nie tylko ja to oglądam?
01 lutego 2009 23:59:53
Battlestar Galactica? To to się nie skończyło po drugim (trzecim?) sezonie?
02 lutego 2009 00:01:06
largo3 – w zyciu, 4 sezon w porownaniu z 1-2 to zupelnie nowa jakosc (jest zajebisty) :)
02 lutego 2009 00:06:07
To trzeba będzie sprawdzić... ;)
02 lutego 2009 00:41:23
Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja czytałem Diunę. Bo tak po prawdzie to osób, które ją czytały to mogę policzyć na palcach jednej ręki. :/
02 lutego 2009 00:42:06
snufkin – Diuna byla dobra, Mesjasz Diuny byl spoko, Bog Imperator Diuiny byl ok, ale Dzieci Diuny byly IMO skopane