Nie ma to jak postawić system biurowy
Otrzymałem zadanie uruchomienia jednego z komputerów, jakie w domu posiadam, dla celów ustawienia go jako działającego w sklepie, należącym do mojego rodziciela. Ze względu na konieczność cięcia kosztów i legalności jednocześnie wybór padł na uruchomienie na tej maszynie jakiegoś systemu Linuksowego.
Kiedyś, dawno temu, na tym komputerze znalazł się Ubuntu Linux w archaicznej bądź co bądź wersji 5.04. Mając teraz trochę wolnego czasu ściągnąłem wersję 7.10 i próbowałem ją zainstalować. Niestety - userfriendly poszło do przodu tak bardzo, że we współczesnej wersji Ubuntu instalacja jest przeprowadzana z poziomu czegoś w rodzaju Live CD. I ów to system startujący z płyty postanowił, że nie wystartuje. Nie miałem zielonego pojęcia dlaczego - jedyne, co się pojawiało, to pewne komunikaty (exception Emask 0x0 SAct 0x0 SErr 0x0 action 0x2) dotyczące ata1.01, czyli mojego napędu CD-ROM.
I tyle ujrzałem. Krokiem drugim moim stało się porzucenie Ubuntu i skierowanie się w stronę PLD - jednak przyznaję, że mnie przerosło to zadanie. PLD dla celów desktopowych nie umiem postawić - wyszły mi pewne problemy przy konfiguracji Xorg, które zaaowocowały ostatecznie tym, że GDM powodował regularne zwisy serwera X-ów.
Skierowałem się w stronę Ubuntu po raz drugi. Tym razem, sięgając po Alternate Install CD z wersji 6.12 (tak ładnie się to nazywa Professional). Pierwsza próba była kolejnym udowodnieniem, że to co się sprawdza w niektórych przypadkach, to w innych nie działa. Oprócz faktu, że mój napęd CD-ROM zachowywał się bardzo, bardzo dziwnie, twierdząc że nośnika instalacyjnego nie ma, względnie całego napędu nie ma (choć może raczej: to Linux tak stwierdził), to do tego problemem stało się moje założenie, że 20 MB na partycję /boot jest wielkością wystarczającą. Nie, nie jest.
Jak się okazało - Ubuntu przy próbie aktualizacji (owej wersji 6.12) postanowiło sobie wgrać nowe jądro. Ale nie mogło mieć jednego jądra - po aktualizacji wyszło na to, że jąder jest na dysku pięć (generic, safe mode i coś takiego) i nie starczyło mu miejsca na partycji by wygenerować initrd. Więc restart spowodował piękny kernel panic...
Próba druga, po repartycjonowaniu, znana także jako próba aktualna. Wpadłem na pomysł, znacznie inteligentniejszy, by od razu po zainstalowaniu systemu od razu zmienić repozytoria na "gutsy" i zaktualizować przy minimalnej ilości pakietów. Kolejnym krokiem było ściągnięcie metapakietu (czy jak to się tam nazywa) ubuntu-desktop. Trwało to i trwało i trwało... a najwięcej wiecie co trwało? Nie, nie ściąganie z internetu. Aktualizacja dokumentacji przez scrollkeeper. Musiało trwać jakieś 40-50 minut. Szlag mnie trafiał. Ale wreszcie, około północy, otrzymałem działający system.
Problem jednak z Emask występuje nadal. Google ujawniło fakt, ze to błąd w kernelu jest. System jednak nie zamraża się na stałe, jak to uczynił Live CD, ale jedynie na jakieś dwie czy trzy minuty i kontynuuje start. Trzeba zobaczyć czy zaprezentowane w linku podanym wyżej rozwiązanie mu pomoże. W najgorszym wypadku zawsze mogę usunąć napęd CD, jako już niezbyt potrzebny ;-)
Dzisiaj rano system zlokalizowałem i zainstalowałem niezbędne w biurze pakiety, czyli OpenOffice. Do doszlifowania czeka kilka szczegółów - wspomniany problem ze startem, domyślny tryb 5 na starcie oraz dodanie nowego użytkownika.
I będzie działający, mam nadzieję.
A PLD na desktop to ja sobie dla siebie postawię, ale nie wiem kiedy. Jak mi się zechce któregoś dnia.
O ile wcześniej nie przejdę na produkty z nadgryzionym jabłkiem.
Żartowałem. Nawet jeżeli o tym myślę, o tyle jestem zbyt związany z platformą Windows na razie.
19 kwietnia 2008 20:54:05
Nadgryzione jabłko to zło! ;D
19 kwietnia 2008 21:00:40
Spróbuj tego – CDLinux.PL Na desktop jak znalazł.