Przyszłościowo
Tak jak się poczyta o studiach i jakie to niby nie są potrzebne, to nachodzi myśl, co tak właściwie można by robić w przyszłości.
Najpierw jednak powiem o certyfikacji. Bo to też przyszłość, ale bliższa. A do tego wybór prowadzi wyraźnie do zmiany w moim myśleniu. Miałem zamiar w tym roku zdawać egzamin Microsoftu 70-270 (Installation and configuration of Windows XP) i uzyskać tytuł MCP. Potem pomyślałem o tym, by jeszcze dodatkowo zdać 70-271 oraz 70-272 i dostać MCDST. Obecnie jestem po przejrzeniu najnowszego edukacyjnego przewodnika (jesień-zima 2007) koncernu i nie wiem w sumie jak to będzie wyglądało. Pociąga mnie 70-620 (Windows Vista, configuration) prowadzące do nowego tytułu Microsoft Certified Technology Specialist. Dygresja: dla studentów mają w przyszłym roku egzaminy na certyfikaty MS być za jedyne 120 PLN. To świetna oferta. Ok, wracam do rzeczy - ciekawe jest to, że nie myślę o żadnym certyfikacje związanym z programowaniem. W ogóle z tego co obecnie widzę, to programowanie jest, owszem, super, ale to nie jest w pełni moje zajęcie. Straszne? Widzę jak krystalizuje się mi pewne podejście do informatyki jako takiej. I widzę, że programowanie samo w sobie nie będzie chyba moim celem.
Ba, obecnie, jako iż zostało mi już ledwo pół roku na wybranie specjalizacji studiów, zastanawiam się. Mimo iż poprzednio deklarowałem uparcie chęć studiowania "inżynierii oprogramowania" to widzę, że coraz bardziej ciągnie mnie coś innego. "Sieci komputerowe". Administracja i te sprawy.
Próbowałem swoich sił jako webmaster dawno temu i zobaczyłem, że to nie dla mnie. Pracowałem krótko jako freelancer, webdeveloper, obecnie pracuję "na etacie" powiedzmy na takim stanowisku i muszę stwierdzić, że niestety - to także nie jest to, co mnie tak naprawdę pociąga. Gorzej, że niby nie wiem co, ale coraz bardziej właśnie widzę te nieszczęsne sieci komputerowe oraz sprawy związane z informatyką pobocznie bardziej - konsulting, "evangelizing" i coś takiego.
A teraz sprawa, która mi krąży po głowie od jakiegoś czasu. Biznes tak zwany. Biznes is biznes, a ja na biznes niby mam pomysł. Dziwny, szalony, ale pomysł mam. A nawet kilka. I nie są to tak nierealne kwestie jak "e-Roślinka" będąca projektem na Podstawy Przedsiębiorczości (sklep internetowy z roślinami), ale coś niby ciekawszego.
Nie powinienem takich rzeczy publicznie umieszczać, bo a nuż ktoś podejrzy, ukradnie pomysł i nie zarobię, więc jak się dorobię, to pomysły niewykorzystane umieszczę może :-) A na serio - mam pomysły na coś, co nie jest startupem (zaskoczeni?), nie jest serwisem społecznościowym i co - tragedia wręcz! - nie jest związane z Microsoftem!. Myślę o pewnych systemach powiedzmy "embedded" obecnie i w myślach przeliczam jak by to można było stworzyć, czy to by było opłacalne i tak dalej.
Aż mnie zastanawia, czy to co czasem wymyślam ma jakikolwiek sens. Bo jak patrzę obecnie na moje notatki (swoją drogą muszę sobie nowy zeszyt kupić na nie chyba) to można się lekko załamać gdy czyta się "Pomysły na biznes" :-)
06 grudnia 2007 22:33:18
Mnie na przykład pociąga jedynie robienie przy stronach ;)
06 grudnia 2007 23:02:47
Ech ja kiedys myślałem że zostanę programistą i będę programował gry. W zasadzie gdzieś do momentu gdy zaczałem studiować. Szczerze mowiąc odkąd studiuję to bardzo rzadko robię coś przy komputerze co wiąże się z moim rozwojem albo czymś takim, ew. coś włąsnie na uczelnie – ale generalnie niejako przez studia stałem się bardziej leniwy niż zwykle… Ale co zrobisz…
06 grudnia 2007 23:21:36
te certyfikaty MS mnie zawsze zastanawiały – Installation and configuration of Windows XP brzmi prawie jak Certyfikat Instalacja Masła i Konfiguracja Stosu Smakowego w Kanapkach” – też niby techie i lansowo ;P
07 grudnia 2007 01:17:32
No już bez przesady. To, że instalacja Windowsa to „Dalej, dalej, dalej, zakończ” nie zmienia faktu, że porządne skonfigurowanie tegoż i dostosowanie do swoich potrzeb to już bardziej skomplikowana kwestia. I o ile to jeszcze można w miarę opanować, to jeśli ma się dostosować go do CZYICHŚ potrzeb, to już robi się trudniej :).
07 grudnia 2007 01:26:44
HA! czyli nie chybiłem tak bardzo – to jak w gastronomii – uczysz się robić kanapki sieci budek gastronomicznych i potem wciskasz je ludkom, którzy przecież i tak mogą zrobić je sobie sami – a jednak kupują :D
(nie wiem co mnie wzięło na te aluzje żywnościowe – chyba poszukam czegoś w lodówce ;))
09 grudnia 2007 19:35:10
A propos biznesu (lub ogólnie samodzielności). Nie wyobrażam sobie już pracy na tzw. etacie. Samodzielny biznes daje możliwości, o których etatowy pracownik niestety może tylko pomarzyć. Oczywiście nic za darmo – ponosimy trochę większe ryzyko, przynajmniej taka panuje obiegowa opinia: „Ciepła posadka u kogoś jest pewniejsza niż samodzielność”. Jeśli czujesz, że to co aktualnie robisz nie spełnia Twoich oczekiwań – przestań to robić. Nie jest to takie trudne :) Pozdrawiam
09 grudnia 2007 19:54:52
Generalnie im większe ryzyko tym więcej możesz zyskać lub stracić ;)
09 grudnia 2007 20:44:39
@Jacek: popieram – etat „to nie to” :), ale to kwestia.. gustu ;-). Co do pewności – w zasadzie wszystko zależy od nas i tu nawet etat nie da pewności komuś, kto się nie wykaże w pracy.