Telefonicznie w moim mieście
(...) Co do szkodliwego działania PEM naukowcy są podzieleni. Prof. Lucjan Pawłowski, dziekan Wydziału Inżynierii Środowiska Politechniki Lubelskiej podchodzi do sprawy z rezerwą. - Nie ma bezpośrednich dowodów na szkodliwość pola. Na pewno oddziaływanie jest, ale pytanie na ile szkodliwe? Wiem z własnego doświadczenia, że jak mieliśmy nadajnik na naszym budynku, to były problemy z otworzeniem i uruchomieniem samochodu. Kiedy nadajnik zniknął, to problemy ustały. (...)
Ot, ciekawe. Ciekawe czy ktoś inny też to zauważył.
Bo mój rodzinny samochód stojący obok przekaźnika BTS nie ma takiego problemu.
Alien vs Predator 2
Film zaczyna się w momencie gdy kończy się pierwsza część. Statek Predatorów na orbicie Ziemi. Leżący jeden z łowców "na marach". I Obcy wylęgający się z jego środka. A potem? A potem będzie już gorzej. Dla ludzi.
Nie nastawiałem się na świetne widowisko, przyznam się szczerze. Po prostu film miał być rozrywką i swój cel spełnił. Dużo krwi, zabitych, Obcych, martwych Obcych, strzelania. Jeden Predator polujący. Dzielni amerykańscy chłopcy rozwaleni na kawałki.
Małe amerykańskie miasteczko. Takie zwyczajnie, wiecie - bar, biuro szeryfa, sklep z bronią, dostawcy pizzy, szkoła z basenem. Kanały i złomiarze zbierający kawałki statku Predatorów (Polska, jestem z Polski!).
Brak wyraźnego "Schwarzeneggera" po stronie ludzi. "Schwarzobcy i jego banda" kontra "Schwarzpredator" tak właściwie. Ludzie to tak są w sumie w tym filmie tylko po to, żeby Obcy mieli się skąd wykluwać, a po drodze gdzieśtam strzelają, ewakuują się, krzyczą i cierpią.
Klasycznie złowroga muzyka w odpowiednich momentach. Efekty wizualne na hollywoodzkim poziomie.
I zakończenie w spektakularnym, "US Army" stylu. [spoiler]Z użyciem F-22 i bomby nuklearnej Mk-85.[/spoiler]. Moim skromnym zdaniem jedynka, mimo okropnego motywu współpracy kobiety z Predatorem, była lepsza.
Nie wiem czy warto. Mam mieszane uczucia, ale zdecydowane raczej nie.
Spam
How ya doing, honey! I'm Asuka from Japan. I'm so fucken sexual and most of I enjoy to do is a blow job. Sign-in and examine all my snow job.
http://www.shetonight.cn
Gdyby nie przyszło 3 razy z innymi tematami (raz: "My name is Yuko", drugi raz: "My name is Suzan") i gdyby Asuka z Japonii nie miała strony w Chinach to może bym się nabrał ;-)
Ale nadal nie wiem skąd do mnie przychodzi tyle tego japońskiego spamu. I skąd znaleźli mój serwer SMTP, ledwo się na świecie pojawił, i już próbowali wysyłać z niego coś (och, niestety, relaying denied!) z hinet.net (jak patrzę, to chyba jakaś ADSL i zmienne IP). Więc jak nic jakiś botnet.
Mój pierwszy Mac...
... był tak drogi, że musiałem sprzedać słownik.
Ktoś już w komentarzach na appleblog.pl zwrócił na to uwagę, nie jestem pierwszy.
A swoją drogą to to ajaksowe menu jest denerwujące trochę...
Prawie jak święta
Musi to zabawnie wyglądać. Jest świąteczny już prawie wieczór, a ja siedzę przy dwóch komputerach mając na jednym otwarte PowerShella i różne logi, a na drugim wiersz poleceń i przeglądarkę internetową.
W otoczeniu pięknie pachnącej choinki, światełek i tym podobnych bajerów.
Ze szklanką Coca-Coli z Mikołajem.
...zastanawiając się dlaczego Avast nie działa...
Kulturalne stwierdzenia
Jechałem wczoraj do babci autobusem, niezmiernie zatłoczonym i strasznie długo jadącym. Spotkała mnie sytuacja taka, że jakaś kobieta zaczęła coś krzyczeć do faceta, który ponoć coś kradł (nie widziałem, zasłaniało mi jego kilkoro pleców). Coś w rodzaju "czego ty tam szukasz?!". Na co przystanek później facet zaczął kobietę wyzywać, grozić, pluć i tym podobne rzeczy wyprawiać. Aż w końcu jednak wysiadł na co odetchnięto ogółem z ulgą.
Miałem jednak mówić o kulturalnych stwierdzeniach. Kiedyś, gdy byłem mały, jechałem z moją mamą autobusem. Ona zaczęła grzebać w torebce i nie mogła znaleźć swojej portmonetki - spojrzała zatem na dół i zwróciła się do faceta stojącego obok - prawdopodobnie kieszonkowca, który ją wyjął jej z torebki - "przepraszam bardzo, ale stoi pan na mojej portmonetce". No cóż, nie ma to jak lekkie zdziwienie biednego złodzieja.
Tak więc we wczorajszej sytuacji pomyślałem "jak by to powiedziała moja mama". I od razu na myśl przyszło mi: "przepraszam, ale szuka pan czegoś w prawdopodobnie nie swoim plecaku". Kulturalne i bez oczerniania, a jednocześnie tego typu zdania mają piorunujące wrażenia - w większości przypadków ludzie nie wiedzą co mają powiedzieć! Stoją jak wryci i zaskoczeni takim "dziwnym zwrotem".
Moja mama ogólnie jest mistrzem w tak niesamowitych i zaskakujących - a przecież zwyczajnych stwierdzeniach. Gdy do biblioteki przychodzi uczeń i mówi że chciałby "wejść na komputer" w większości przypadków usłyszy "ale w butach?!". Albo podobnie.
Aż mi się przypomina Spock ze Star Treka: "Sir, there is a multilegged creature crawling on your shoulder."
Wiedźmin
Dodali demo tejże gry do Gazety Wyborczej. Zainstalowałem, bo gra mi się podoba, ale nie mam zielonego pojęcia czy jakikolwiek z moich komputerów ją uciągnie. Wrażenia na razie:
- Autostart płyty pokazuje reklamę na starcie, która się zawiesiła po kliknięciu.
- Instalator dema nie raczył mnie poinformować, że nie mam wystarczającej ilości miejsca na dysku.
- "Launcher" dema z niewiadomych powodów chce się łaczyć z thewitcher.com.
- Szkoda że jedyne co jak dotąd ujrzałem to "Aplikacja nie może odnaleźć wymaganej biblioteki dx3d_25.dll", bo instalator nie raczył mnie poinformować, że nie mam aktualnego DirectX.
- Szkoda że instalator nie pozwolił mi wybrać, by dodać do Menu Start wszystkim użytkownikom grę i dodał ją tylko dla Administratora.
Ja zamiast zabijać potwory mam chęć teraz zabijać instalatory.
Przyszłościowo
Tak jak się poczyta o studiach i jakie to niby nie są potrzebne, to nachodzi myśl, co tak właściwie można by robić w przyszłości.
Najpierw jednak powiem o certyfikacji. Bo to też przyszłość, ale bliższa. A do tego wybór prowadzi wyraźnie do zmiany w moim myśleniu. Miałem zamiar w tym roku zdawać egzamin Microsoftu 70-270 (Installation and configuration of Windows XP) i uzyskać tytuł MCP. Potem pomyślałem o tym, by jeszcze dodatkowo zdać 70-271 oraz 70-272 i dostać MCDST. Obecnie jestem po przejrzeniu najnowszego edukacyjnego przewodnika (jesień-zima 2007) koncernu i nie wiem w sumie jak to będzie wyglądało. Pociąga mnie 70-620 (Windows Vista, configuration) prowadzące do nowego tytułu Microsoft Certified Technology Specialist. Dygresja: dla studentów mają w przyszłym roku egzaminy na certyfikaty MS być za jedyne 120 PLN. To świetna oferta. Ok, wracam do rzeczy - ciekawe jest to, że nie myślę o żadnym certyfikacje związanym z programowaniem. W ogóle z tego co obecnie widzę, to programowanie jest, owszem, super, ale to nie jest w pełni moje zajęcie. Straszne? Widzę jak krystalizuje się mi pewne podejście do informatyki jako takiej. I widzę, że programowanie samo w sobie nie będzie chyba moim celem.
Ba, obecnie, jako iż zostało mi już ledwo pół roku na wybranie specjalizacji studiów, zastanawiam się. Mimo iż poprzednio deklarowałem uparcie chęć studiowania "inżynierii oprogramowania" to widzę, że coraz bardziej ciągnie mnie coś innego. "Sieci komputerowe". Administracja i te sprawy.
Próbowałem swoich sił jako webmaster dawno temu i zobaczyłem, że to nie dla mnie. Pracowałem krótko jako freelancer, webdeveloper, obecnie pracuję "na etacie" powiedzmy na takim stanowisku i muszę stwierdzić, że niestety - to także nie jest to, co mnie tak naprawdę pociąga. Gorzej, że niby nie wiem co, ale coraz bardziej właśnie widzę te nieszczęsne sieci komputerowe oraz sprawy związane z informatyką pobocznie bardziej - konsulting, "evangelizing" i coś takiego.
A teraz sprawa, która mi krąży po głowie od jakiegoś czasu. Biznes tak zwany. Biznes is biznes, a ja na biznes niby mam pomysł. Dziwny, szalony, ale pomysł mam. A nawet kilka. I nie są to tak nierealne kwestie jak "e-Roślinka" będąca projektem na Podstawy Przedsiębiorczości (sklep internetowy z roślinami), ale coś niby ciekawszego.
Nie powinienem takich rzeczy publicznie umieszczać, bo a nuż ktoś podejrzy, ukradnie pomysł i nie zarobię, więc jak się dorobię, to pomysły niewykorzystane umieszczę może :-) A na serio - mam pomysły na coś, co nie jest startupem (zaskoczeni?), nie jest serwisem społecznościowym i co - tragedia wręcz! - nie jest związane z Microsoftem!. Myślę o pewnych systemach powiedzmy "embedded" obecnie i w myślach przeliczam jak by to można było stworzyć, czy to by było opłacalne i tak dalej.
Aż mnie zastanawia, czy to co czasem wymyślam ma jakikolwiek sens. Bo jak patrzę obecnie na moje notatki (swoją drogą muszę sobie nowy zeszyt kupić na nie chyba) to można się lekko załamać gdy czyta się "Pomysły na biznes" :-)
15
Normalnie wypisywałbym tutaj jakieś postanowienia i przemyślenia. Normalnie napisałbym tutaj że moje życie osobiste leży daleko i dlaczego tak jest. Ale chyba jednak nie tym razem.
Tym razem stwierdzę, że mam wspaniałych przyjaciół.
I tylko lekko informatycznie powiem: this.Age++;
Zgubu-Zgubu
Ostatnio nie dostaję wielu wiadomości na najpopularniejszy polski komunikator, gdy jestem off-line. Co się dzieje? Ktoś tak samo ma?
Pokolenie, phi
Jestem z rocznika 81... Jesteśmy Ostatnim pokoleniem które pamięta czasy bez telefonów komórkowych, powszechnych komputerów, bez 50 kanałów w tv
Taki jest jeden z komentarzy do artykułu "Piękno gumy Turbo" w GW.
A ja też pamiętam czas bez komputerów, bez komórek, bez kanałów 50 w TV. Pamiętam kiedy pojawił się pierwszy kanał z kreskówkami z dubbingiem (szok to był!). Pamiętam przejście z systemu SECAM na PAL. Ale przepraszam, nie jestem ostatnim pokoleniem, ja już jestem widać pokoleniem konsumpcji, centrów handlowych i czego tam jeszcze.
Tak, pamiętam gumy Turbo, matchboksy (mam jeszcze sporo) i transformersy.
Ale nie jestem 25-latkiem, więc się zapewne do tego pokolenia już nie zaliczam. Przykre. Przykre jest to, że ktoś próbuje sztucznie dzielić ludzi według rocznika.