Komputery, Windows i masa kompletnego bałaganu. Tak, to mój dziennik.

ktos.jogger


Civ 2: Test of time

22 września 2007, 20:55:11. Ja, Kom.puter , 1.

Alias "Cywilizacja 2: Próba czasu". Jedna z moich dumnie prężących się oryginalnych gier z pudełka, z instrukcją i tak dalej. Lubie ją, nawet jeżeli seria "Cywilizacja" dorobiła się już bodaj wersji oznaczonej numerkiem 4.

I tak gram od wczoraj, bo mnie coś napadło. Ale koniec gry się zbliża bardzo. Gram Japończykami. Zawsze gram na rzeczywistym świecie, bo najbardziej lubię. Jest rok 1915 gdzieś, mój statek kosmiczny gdzieś tam leci, statki przeciwników najlepszych są w budowie. Ale to w kosmosie. A jak wygląda na Ziemi?

Moja Japonia posiada Wyspy Japońskie, sporą część wschodniej Azji, miasteczko w Australii, oraz Rzym (sic!) i przede wszystkim - kilka baz lotniczych. Islandia, Madagaskar, Kuba, rejon mniej więcej Peru, przylądek Horn, Hawaje i Nowa Gwinea. A w nich najpotężniejsza broń znana człowiekowi. Plus zwykle jedna jednostka spadochroniarzy. No i jakiś bombowiec Stealth.

Na świecie panuje pokój. Japończycy, Siouxowie i Niemcy to trzy najbardziej zaawansowane cywilizacje. Jednak Siouxowie, którzy posiadają większość Ameryki Północnej i rozpoczęli kolonizację Południowej zaczynają mnie denerwować, że ich niszczyciele pływają bardzo blisko moich miast w Japonii. Niemcy ostatnio przedarli się przez największy cud inżynierii i wymagającą wiele, wiele tur budowlę - coś lepszego niż Wielki Mur Chiński.

Wyobrażacie sobie Linię Maginota w powiększeniu? W teorii tak. W praktyce mam szlak fortec obsadzonych strzelcami od Indii, przez Himalaje, skrajem pustyni Gobi, do tundry Syberii. Nikt nie ma szans się przedrzeć oprócz jednostek dyplomatycznych, handlowych i lotniczych. I niech lepiej nie próbuje. No, ale Niemcy wysłali swojego szpiega, którego nie zdążyłem wypędzić w porę i ukradli mi jakąś technologię. Szpiegostwo daje uzasadniony powód do wojny, ale zignorowałem. Na razie.

A Siouxowie... Moja flota na Pacyfiku w okolicach Hawajów czeka w pogotowiu. Łodzie podwodne z Atlantyku i Pacyfiku (uzbrojone rzecz jasna w broń jądrową) zbliżają się powoli do Ameryki Północnej. Ale w sumie to nic nie zrobili oprócz denerwowania mnie pływaniem obok moich miast...

Jednak boję się zaatakować. Nie ze względu na straty, ale ze względu na to, że te dwie nacje posiadają technologię budowy broni nuklearnej. Zapytacie czy nie boję się strat? Czy nie boję się ataku strategicznego na miasta? Nie. Większość moich miast posiada obronę SDI. Boję się jednak, że użyją tej broni, będzie skażenie i będę musiał na gwałt budować Inżynierów i usuwać je, bo dojdzie do katastrofy ekologicznej. Albo mogą użyć jej taktycznie, "wyrąbać" przejście swoim siłom, niszcząc jednym atakiem na przykład moją flotę na Pacyfiku.

Choć może jednak nie posiadają jeszcze bomb atomowych?

Poczułem nagłą ochotę zagrać w "Defcon: Everybody dies"...

Komentarze

  1. pecet
    22 września 2007 21:02:49

    „Jedna z moich dumnie prężących się oryginalnych gier z pudełka, z instrukcją i tak dalej. Lubie ją, nawet jeżeli seria „Cywilizacja” dorobiła się już bodaj wersji oznaczonej numerkiem 4.”
    O fak też tak mam, instrukcja z 200 stron AFAIK, jeszcze gdzieś leży i podobnie oryginał całkowicie ;), mam także część 3 aczkolwiek i instrukcja mniejsza i mniej w nią grałem.., czekam teraz aż 4 potanieje i napewno także kupię w ładnym pudełeczku… ;)

    edit: Chodzi mi o wersję Test of Time dwójki, niestety jest ona afaik pozbawiona edytora plansz, który w zwykłej dwójce był, natomiast zawiera jekieś SF i Fantasy światy w które za długo nie pograłem i tak … ;)

    edit2: albo coś nie wyraźnie czytam, w każdym razie na 91% w zwykłym Civ2 był edytor którego w ToT nie ma…

  2. Michał Moroz
    22 września 2007 21:13:58

    Genialny tekst!

    Sytuację mógłbyś rozwiązać przykładem z życia wziętym (chociaż wątpię, żeby gra pozwalała na to): pozwól jakimś rebeliantom z Twojego państwa wydzielić autonomię, następnie zaatakuj reprezentatywny cel w swoim państwie, oskarż ich o dokonanie zamachu i pod szylem walki z terroryzmem załóż sojusz z pozstałymi państwami (albo jednym z nich) i walcz z terrorystami. Oczywiście – wcale nie chcesz wygrać z tymi rebeliantami, chcesz tylko utrzymać stan wojenny. Jak dobrze to poprowadzić, to w naturalnych warunkach i ze sto lat dałoby się pociągnąć... ;)

  3. Marcin / Ktos
    22 września 2007 21:17:48

    Michał: Niestety gra na takie zachowanie nie pozwala (ciekawe, czy jakakolwiek pozwala), choć było by to ciekawe ;-)
    Skądinąd ja i tak mam permanentny stan wojenny, jak na kraj fundamentalistyczny przystało ;-)

    Pecet: Tak, ToT jest wykastrowana z edytora plansz, którego normalna dwójka miała. Nie przeszkadza mi to tak bardzo i tak gram na mapce „świata” :-)

Zostaw komentarz

W komentarzach dozwolona jest składnia Markdown do formatowania.