O składaniu serwera. Tragikomedia w trzech aktach.
Dziś uruchomiony po raz pierwszy został nasz, to jest mój i Adama serwer, który w przyszłości ma być super-ekstra maszyną, która za zadanie będzie miała uciągnąć ktos.info, pilorz.net, winmyths.pl i wszystko co obecnie na pewnym serwerze hostingowym stoi. A do tego dodać, to co było na pewnej innej mojej maszynie, czyli serwer CVS i pewnie jabberd i setkę innych rzeczy. A dzisiejsze składanie tego komputera to nowa dziedzina w składaniu komputerów, którą nazwałem "extreme computing" ;-) Niestety dokumentacja fotograficzna wskazuje tylko ostatni etap prac.
Czas i miejsce akcji: mieszkanie Ktosia, 2 lutego 2007, godzina 13:35.
Akt pierwszy: Genesis
Adam przynosi płytę główną, zakupioną na Allegro. Jest to MSI 694D PRO RAID na dwa gniazda PGA370, z czterema kanałami IDE, czterema złączami na SDRAM, po prostu cudo dla serwerów albo stacji roboczych dużej mocy. Oczywiście parę lat temu ;-) Płyta zostaje zamontowana na blacie obudowy, zanim zostaje włożona jednak podłączona zostaje do zasilania ściągniętego uprzednio z góry szafy Ktosia, podłączone zostają przycisk zasilania, pc speaker z obudowy, włożona karta graficzna, pamięć RAM przyniesiona przez Dota (512 MB), włożone zostają dwa procesory Celeron 600. Włączenie... i nic. Płyta testowa, która dotychczas była w tej samej obudowie, po podłaczeniu zasilania - nic. Zatem zasilacz wymieniony zostaje na inny. Płyta dostaje napięcie, wentylatory się kręcą... i nic. Pierwsze podejrzenie - pamięć. Jej wyjęcie powinno powodować piski - nic. Drugie podejrzenie - pc speaker. Odwrotne podłączanie, zabawy, grzebanie - nic. W końcu, aby zwiększyć ilość miejsca, Ktos sięga do swojej szafy, z której sięga po oddzielny od obudowy power switch i pc speaker. Komputer leży na dywanie, zasilacz obok płyty, następuje grzebanie w poszukiwaniu dlaczego nie działa. Wymiana procesorów w tak nieznanych mi już proporcjach powoduje jednak upragniony pisk braku pamięci.
Akt drugi: Procesory i pamięci
W końcu start, upragniony tak... jednak jedyne co udaje się uzyskać, to wykrycie JEDNEGO procesora, gdy włożone są dwa. Po długich męczarniach ujawnia się fakt, że na 3 posiadane przez Ktosia procesory, dwa są uszkodzone... Potem następuje proces upamięciowania serwera. Aby zbadać pojemność posiadanych przez Ktosia kości należy włożyć, zobaczyć co wykryje, wyłączyć. I tak dla 5 posiadanych. W końcu serwer otrzymuje 512 MB + 3x64 MB.
Akt trzeci: Uruchomienie systemu
W międzyczasie tak zwanym nastąpiło jeszcze bawienie się rozbudowanym BIOS-em, próby konfiguracji macierzy RAID w sprzętowym kontrolerze i wiele innych rzeczy. W końcu system operacyjny PLD Linux, z poprzedniego komputera, na dysku twardym, podłączonym teraz do nowego serwera, uruchomił się, wydając piękny komunikat "Kernel panic". Dla nas i tak miłe było, że działa, że wystartowało, że nic się nie wysypało. Tak wyglądał szczytowy moment:
Potem komputer znalazł się w obudowie, obecnie na stworzonej macierzy RAID okazuje się że jeden z dysków padł, zainstalowany świeżo system się nie bootuje i w ogóle są problemy, ale będzie dobrze.
Nigdy jednego dnia nie włączałem tyle razy komputera. Nigdy nie miałem tylu komputerowych części w pokoju naraz. Nigdy nie spodziewałem się, że przycisk do właczania komputera ze starej obudowy do czegokolwiek mi się przyda.
I czy to prawda, że normalni ludzie nie trzymają 5 procesorów w pudełku? Bo ja trzymam, ale okazuje się, że dwa są uszkodzone...
07 kwietnia 2007 13:24:04
Dywanik winien mieć kolor ciemnozielony, bardziej pasujący do jasnobeżowych kwadratów przypominających gniazda PGA ;)