Prąd mnie kopnął
Ale mu nie oddałem. Ale po kolei. Pierwszy raz po przeprowadzce uruchamam Lucy - podłączyłem kabel do zasilania i sieciowy, naciskam magiczny przycisk, słyszę jak się rozkręcają dyski (głośne toto jak nie wiem co), uruchamiam SSH po jakimś czasie na Kosiarce, łączę się... i nic. Ping? Nic. Gubi pakiety. No co jest, przecież widzę, że dyski nie pracują już, czyli system powinien się uruchomić.
Podłączam monitor i klawiaturę, startuję. Nic. Czysty ekran. Podłaczam głośniczek po otworzeniu obudowny. Nic - nie piszczy ani na poprawność ani na błąd. No to po kolei odłączamy różne rzeczy - najpierw dwa dyski stanowiace macierz RAID. Wystartowało.
"What the fuck?!". Podłączam dyski - nie działa. Odłączam - działa. Podłączam jeden - nie działa. Podłączam drugi - działa. Startuje i działa jak trzeba tylko sygnalizuje, że macierz jest uszkodzona. Podłączam nieco inaczej taśmę (w bardzo dziwny sposób - górny kawałek do dysku niżej, dolny do dysku wyżej i jest teraz wszystko powykręcane jak przy wyżymaniu) - działa. No to wkłądam koszyk z dyskami do obudowy, trzyma się (przykręcać? to dla mięczaków! ;-)). Odłączam monitor, dotykam przypadkowo kaloryfera... o fuck!
Jeszcze raz - kopie. Co jest? Jedną rękę miałem na obudowie, drugą na kaloryferze - kopie. Czyżby w nowym mieszkaniu instalacja elektryczna przebijała nawet dziwactwa poprzedniej?
Nie wiem co jest z prądem, ale nie interesuje mnie to tak bardzo, bo moze obudowę jednak zamknę, a i stać będzie gdzie indziej. Dobrze, ze chociaż działa. Choć przez jakiś czas w myślach tylko martwiłem się aby dyski mi na serwerze nie padły, bo to niemiłe by było. Bardzo.
Pytanie dnia - gdzie jest przebicie? Wina komputera czy kaloryfera?
Dobra. Po krótkiej zabawie okazuje się, że mam fazę na uziemieniu. Pogratulować inwencji.
29 września 2006 12:04:25
E, to normalne.
Najprawdopodobniej nie masz uziemienia (zerowania?) w gniazdku.
Mnie też kopało jak trzymałem mikrofon (za kabelki) i dotykałem parapetu za oknem… ;P
29 września 2006 12:06:25
Nie mam. Będzie się wymieniało gniazdka to się uziemienie pod zero podłączy.
W poprzednim mieszkaniu też bolców nie było, ale takiej sytuacji też nie. Albo nie zanotowałem :-)
I nie, to nie jest normalne.
29 września 2006 12:07:18
Może instalacja kajojyfejowa nie jest uziemiona? ;)
Ja bym posprawdzał miernikiem…
29 września 2006 12:21:34
Jeśli nie jest to normalne, to dlaczego w firmie oferującej usługi sieciowe (z której kabelek mam) na samym początku (ba, nawet w umowie jest) kazali podłączyć obudowę PC do kalorywera w celu uziemienia?
29 września 2006 12:23:56
Bo normalnie to nie jest normalne, ale w tym kraju i tym budownictwie może tak.
Dobra, jak zainstaluję gniazdka z bolcem to może problem zniknie.
Grunt to uziemienie ;-)
29 września 2006 12:25:31
Nie do końca.
Zerowanie to nie to samo co uziemienie, tylko takie „pseudo”.
Ale w (szczególnie) starszym budownictwie nie ma uziemienia z prawdziwego zdarzenia.
29 września 2006 13:31:30
mnie modem kiedyś od internetu z kablówki kopnął. chyba to samo co ZX mam na myśli. dziwne to wszystko. w moim starym PC pieściła mnie zawsze obudowa. chyba takie zabezpieczenia przed wyciąganiem części ze środka. :D
29 września 2006 13:37:37
ja kiedyś miałem przedłużacz co to miał fazę na bolcu (: teraz zostały w nim wymienione gnizadka na takie bez bolca, ale nadal numery robi, np. kiedyś chciałem jakąś płytę przegrać na HDD (nie śmiejcie się - przy pomocy emanuela stereo, naprawdę :p ) no to sobie pomyślałem że postawię obok gramofonu laptopa którym będę zdalnie kontrolował komputer nagrywający, żeby nagrywanie wystartować jednocześnie z opuszczeniem igły na płytę. podłączam do przedłużacza (tego felernego) zasilacz komputera a tu jeeeb! gigantyczna żółta iskra. (nic nie spaliło się na szczęście, a teraz jak coś wtykam do tego przedłużacza to zamykam oczy żeby nie widzieć tych żółtych albo niebieskich iskier).