Co za dzień.
Siadłem do kompuetra, wreszcie wykonałem kilka rzeczy, jakie miałem zrobić już dawno, wykonałem telefon (który planowałem od dwóch dni)... A jutro witamy dzień kartkówką z języka angielskiego. Czas siaść do słówek... i do prezentacji z tegoż języka, jaka będzie po świętach...
Ale przedtem czeka mnie jeszcze zabawa, znów, z Rainbow Six. 10 minut planowania akcji i wszystko spieprzone w ciągu pierwszy sekund... nienawidzę takich sytuacji.
Ale nie o tym miałem pisać głównie. Chodzi o spanie. Budzę sie co rano o godzinie 05:50 czasu GMT (06:50 czasu lokalnego) i jestem cholernie niewyspany. Codziennie. To niestety przekłada się też na sytuację, że na pierwszych zajęciach jestem nie do życia i w ogóle leżący, śpiący i zdechły. Tragedia. Muszę coś rozbudzającego wrzucić do odtwarzacza... Bo jutro znó będzie intensywnie używany, podczas jak-cotygodniowego powrotu do domu o własnych nogach. Tak, trzy razy w tygodniu wracać na piechotę to jest to. Oszczędność biletów, miła przechadzka, utrzymywanie kondycji...
PS. Kupiłem na Allegro COŚ. To COŚ jest bardzo gicze :) Jak dojdzie to pokażę, na razie nie zdradzam co to :)
14 grudnia 2005 18:16:20
A ja muszę codziennie wstawać punkt 6 );
14 grudnia 2005 19:14:21
Ja tam zarywam noce i spie po szkole, np wlasnie przed chwilka wstalem.. ;P
btw nawet nie wiecie jaki dzien sie wydaje dlugi...