Drodzy państwo, czas nadszedł. Ubuntu.
Tak. Nadejszła wiekopomna chwila. Zainstaluję (być może) ten ta wychwalany przez was wielu system Linux. Ubuntu oczywiście, bo jest pod ręką. Ale zanim to zrobię to mam kilka pytań (które zadam tutaj ze względu na zagęszczenie użytkowników Linuksa i fakt, że na forum ubuntu.pl jest wymagana rejestracja).
Po pierwsze, primo. Czy ten system może trzymać swój bootloader na dyskietce? Z pewnych względów taki sposób startu systemu chciałbym na razie zachować.
I po drugie primo. Ile to wymaga miejsca? Mam do rozparcelowania około 4 GB, wystarczy? Obecnie piękny dysk logiczny świeżo zniszczonego BeOS-a (małe problemy - ale może jeszcze wstanie - zaraz będę próbował) ;)
Ktoś odpowie?
Jee!
Reklamy? Nigdy więcej. Na moją obecną platformę (BeOS) nie ma plug-inu Flasha :) Nawet FlashBlock nie jest potrzebny :)
Komputery i książki
Aby wykluczyć konflikty programowe (znaczy czegoś w systemie oraz sterownika karty graficznej) zainstalowałem BeOS i znów piszę spod niego. I tak ostatnio wszystko robię w przeglądarce internetowej, to mi tak bardzo to nie przeszkadza - Firefox "Deer Park Alpha 2" tak samo się zachowuje tutaj oraz pod Windows.
Przed momentem w końcu poradziłem sobie z uruchomieniem polskiej klawiatury (nie było to trudne), klient Jabbera działa - jest nieźle.
A jeżeli się okaże, że moje problemy komputerowe to wina konfliktu w systemi to spróbujemy się postarać znaleźć co z czym się gryzie. Mam niewielkie podejrzenia co do pewnej DLL, ale zobaczymy...
Swoją drogą, to wczoraj wieczorem przyszła paczka z Merlina, zawierająca m.in. wspominany przeze mnie drugi tom "Eragona". Pochłonąłęm go w ciągu kilku godzin wczoraj w nocy i dzisiaj przed południem. I jestem nasycony na czas dłuższy książkami fantasy :)
No to teraz tylko trzeba przenieść rozszerzenia i zakładki z Fx pod Windows i będę mógł żyć i pod tym systemem. No, może jeszcze sobei zaraz system troszeczkę do moich potrzeb przygotuję :) A, i trzeba zobaczyć jak AbiWord sobie będzie radził z moimi plikami Worda...
Hm...

Minus zero stopni Celsjusza. Dziwne, nie? Na dworze śnieżek prószy. Ktos siedzi w domu, odrobił TPI (zeskanuje jak obiecał wkrótce), przejrzał trochę materiału do następnego kolosa (i się okazuje, że tak dużo nie zapomniał) z algebry liniowej, co jakiś czas siada do komputera albo czyta papierową gazetę.
Ech, lubię weekendy :)
Stereotyp informatyka
Czytam sobie artykuł "Informatycy najgorzej ubrani" w gazecie Metro. No i cóż - jak by nie patrzeć to wygląd informatyka przedstawiony w tym artyule bazuje na stereotypach. I tyle. Jakaś prawda tam w nim jest, być może wiele osób się rzeczywiście tak ubiera, ale czy możemy generalizować? Oczywiście - nie.
Są przepoceni, rzadko myją włosy i noszą flanelowe koszule wciągnięte w spodnie
To straszne. Nie noszę flanelowych koszul wciągniętych w spodnie. W ogóle nie lubię zbytnio flanelowych koszul. Czy to znaczy, że nie jestem informatykiem? Mycie włosów... no cóz - 2x na tydzień. Czy to jest rzadko? Być może. Ale chyba wystarcza.
Jedzenie
A dziś taki temat, co jest popularny iniezbędny do utrzymania anszej egzystencji. Ale mimo tego jednak mamy takie coś, jak przyzwyczajenia żywieniowe. Jedne rzeczy lubimy, inne nie. Jedzenie nie jest tylko czynnością fizjologiczną, a rytuałem. Oczywiście w dzisiejszym zabieganym świecie to jest z tym różnie.
Najpierw o mnie bo jestem egocentryczny i ekhibicjonistyczny. Lubię, co tu ukrywać, jedzenie niezbyt zdrowe. Chipsy takie jak te co zjadłem parę minut temu, napoje gazowane, czekoladę, frytki, smażone różne rzeczy i tak dalej. Nie lubię warzyw w dużej większości. I mleka. I kapusty (warzywo?). I na pewno jeszcze wielu innych rzeczy.
Na pewnym portalu przeczytałem jednak artykuł na temat diety Kwaśniewskiego (i nie chodzi o prezydenta i jego dierę kapuścianą). Chodzi o faceta, który wymyślił, że tłuszcz bez węglowodanów ogólnie rzecz biorąc, może być zdrowy dla człowieka. "Optymalni" to ludzie, którzy tą jego dietę stosują - jako, że jest nazywana "optymalną". I podobno tych zwolenników są tysiące i ich struktura kojarzy się z sektą.
jak nie przejdę na tę ich dietę, to zbawienia nie dostąpię, bo to, co mówi doktor Kwaśniewski, to prawda w Biblii zapisana
Łał. Ostre sformuowanie. O Biblii, Bogu i ich związku z jedzeniem to się tam podobno dużo pojawia. Z drugiej strony "znienawidzeni" przez Optymalnych wegetarianie też się niektórzy na Biblię powołują. Dziwne, prawda? :)
Ja nie mogę mieć przeciwników – wygłasza tonem wyższości doktor – bo nikt z żyjących nie może się ze mną równać intelektualnie. Oni mają poglądy, ja po prostu wiem – oświadcza.
No to w tym momencie jak dla mnie to facet chyba przegina...
Odechciało mi się pisać. Ja mam tylko taki jeden mały apel. Jeżeli mówimy o jedzeniu to błagam, nie mieszajmy tego z wiarą, religią, zbawieniem, końcem świata, Noblem dla doktora i wyższością umysłu własnego nad innym. Jedzenie to tylko jedzenie!
Wybuchnąłem śmiechem
Gdy zobaczyłem, ze instalacja tego rootkita Sony, co to o nim było głośno wymaga praw administratora, to wybuchnąłem głośnym śmiechem. Tak samo jak to, że płyta jakaśtam będzia pmiętała ilośc kopiowań siebie samej nawet po reinstalacji systemu.
Nikt nie powinien pracować w normalnych warunkach na koncie o uprawnienaich administratora. Czy to jest Windows, czy Unix - nieważne. Dlaczego? Ano właśnie na przykład dlatego. Bo bez praw admina to mi się NIC w katalogu %WINDIR% nie zmieni. Żadne wirus, trojan czy inny śmieć (rootkit) się nie zainstaluje i nie zmieni systemowych ustawień.
Niestety, to że Windows domyślnie podczas instalacji tworzy konta z prawami administratora, pozwala na takie konta bez hasła - to jest jego wina. Ale widać to, że pisze, ze "użytkownik z ograniczeniami" to jakoś źle przemawia do ludzi. Powinno być po prostu użytkownik. Jest jeszcze stopień dostępu "użytkownik zaawansowany", nieodtśepny według normalnego apletu w Panelu Sterowania. Jak komuś te "ograniczenia" przeszkadzają.
A jak niby płyta ma zapamiętać dane nawet po reinstalacji systemu? Wyśle je do bazy danych w Internecie? Nawet dziś się zdarzają ludzie bez dostępu do Sieci, ewentualnie z dobrymi firewallami. I co?
Microsoftowe minuty i paski postępu
W systemie Windows, co jest szczegółnie zauważalne podczas instalacji (czy to systemu czy aplikacji), istnieje jednostka czasu, którą umownie określamy jako "Microsoftową minutę".
Chodzi oczywiście o te napisy "pozostało x minut do zakończenia czynności". Podczas instalacji Windows (XP) liczenie czasu zaczyna się zawsze od około 39 minut, a czas trwania jednej "Microsoftowej minuty" jest zależny od szybkości procesora. Jest to oczywiście głupie, ale cóz... Na bardzo wolnym sprzęcie różne "cuda" się dzieją - typu że po 30 minutach instalacji widzimy komunikat, że niby to 2 minuty upłynęły. Zresztą podczas instalacji poprzednich systemów było podobnie (kiedyś widziałem komiks
Jednak nie tylko Microsoft stosuje takie dynamiczne jednostki czasu. InstallShield, bardzo popularny instalator, ma podobnie. Minuty się skracają i wydłużają, zamiast zmieniać ich ilość.
Inną sprawą są paski postępu rózne - jak dla mnie te standardowe w Windows, takie "podziurawione" kompletnie mi nie przypadają do gustu - wolę coś, gdzie od razu widzę ile jest procent wykonania jakiejś czynności. I to najlepiej w lepszy sposób zrobione, niż w niektórych instalatorach, gdzie aplikacja się instaluje do 103% (sic!).
OpenDocument i druga strona medalu
Pada śnieg (co prawda krótko i mało, ale zawsze), ja wracam do domu, a tu czytam: OpenDocument w polskich instytucjach publicznych. No i co sobie pomyśli każda osoba będąca za otwartymi standardami? Tak - jest dobrze. Nawet w Polsce coś się dobrego dzieje. Jednakże, po chwili, przyszło do mnie zapytanie.
Skoro obecnie "najlepszy" do zapisu OpenDocument jest OpenOffice.org 2.0 to czy wszyscy mamy się od razu na neigo przesiadać? Niestety. Ten pakiet ma wady, i nie da się tego ukryć! Może ja jestem zbyt przyzwyczajony do Microsoft Office, ale jest on dla mnie zdecydowanie bardziej intuicyjny. Ale przede wszystkimn - jest o niebo szybszy. Powolność to straszliwa wada naszego otwartego pakietu biurowego. A na starszych komputerach to ja już bym sie chyba załamał... Ale wracając do OpenDocument - nie ma on szans się upowszechnić jeżeli nie powstaną filtry importu do innych programów - ot choćby do Office, i to do (chyba jednej z najpopularniejszych) edycji - 2000. Czy do starszych OpenOffice (chociaż chyba 1.1.5 ma filtr) - a więc trzeba aktualizować. A aktualizacja - to koszty. A przesiadka z MSO na OO.org może być trudna. Jak by nie patrzeć, być może sie nie uda skłonić tych wszystkich przysłowiowych "pań sekretarek" (wiem, wiem, będą musiały...). Więc znowu koszty - kolejne szkolenia. A gdy urzędy zostaną zmuszone do instalowania OO.org by otwierać dokumenty OpenDocument to to będzie tragedia...
Nie ma co - trzeba się cieszyć z takiego kroku. Drugą rzeczą jednak, oprócz tego, że migracja na OO.org będzie ciężka, to jest to, że OpenDocument jest jednym z dopuszczonych formatów. Tak więc na stronach, w BIP-ach i innych nadal będziemy oglądać DOC czy PDF.
Metametyka
Za siedmioma maksimami funkcji "sinus", za jedenastoma minimami funkcji "cosinus" dane były trzy wektory: Alfa Jeden, Alfa Dwa i Alfa Trzy. Żaden z nich nie był ortogonalny do swoich braci i żaden nie wydłużał się ponad miarę. Żyli pracowicie, cicho i skromnie, służąc wiernie panu swemu -Wyznacznikowi. Od świtu do nocy przesuwali bracia linie proste, obliczali iloczyny skalarne i kąty nachylenia, podpierali okręgi w ich punktach styczności i wystawiali swoje grzbiety prostopadle do różnych krzywych, które zadawał im ekonom, bezlitosny Minor. Pomimo to byli szczęśliwi. W wolnych chwilach uprawiali swoje własne, styczne do chatki, pole wektorowe - a choć skromne to było poletko (trochę snopów koherentnych, nieco liści Kartezjusza, dwa czy trzy ślimaki Pascala), przecie nie narzekali na swój wektorowy los. Ale niedługo trwało szczęście braci. "Obrócę płaszczyznę o kąt fi i przyrównam każdemu jedną współrzędną do zera" - zagroził Minor. A jakże to żyć wektorowi na płaszczyźnie z jedną tylko współrzędną? Zmartwili się bracia i postanowili uciec od Wyznacznika i jego Minora tam, gdzie znajdą dogodny i prawy układ współrzędnych. Pokłonili się starej Macierzy, podjęli ją za kolumny, po raz ostatni obejrzeli się na swoje, teraz już zdegenerowane pole wektorowe, zaczerpnęli potencjału ze studni i poszli po trajektorii przed siebie. Idą, idą, idą - rodzinna chatynka widnieje na horyzoncie już pod kątem mniejszym niż epsilon (a trzeba ci wiedzieć, że dawniej nie takie epsilony bywały, jak dziś) - aż tu nagle strumyk paraboliczny przed nimi się modrzy i akurat zmienia znak pochodnej. "Ech, połowić by rybki-skalary" westchnął Alfa Jeden. "A czemu nie?" - zgodzili się bracia. Z punktu brzegowego zarzucili do wody sieć, skonstruowaną uprzednio w misterny sposób za pomoc ą cyrkla i linijki. Ciągną, patrzą, oczom nie wierzą: w sieci pi-ryba trzepocze, ludzkim głosem przemawia: "Wypuście mnie, mileńcy moi, a ja się wam odwdzięczę". Wypuścili bracia pi-rybę na wolność i idą dalej. Patrzą, a przy drodze mały Argument leży. Próbuje się podnieść do kwadratu, ale że schudł już bardzo i jest mniejszy od 1, wiec co pomnoży się przez siebie, to staje się jeszcze mniejszy. Ulitowali się nad nim bracia, dodali do niego 1 i dopiero potem podnieśli do kwadratu, potem jeszcze raz i jeszcze raz. Wzrósł Argument i powiada "Dziękuję wam pięknie. Idźcie swoją drogą, a ja jeszcze się wam przydam".
Nie zdążyli bracia ani 2^(-n) mili przejść, patrzą, stoi przy drodze chatka na kurzej łapce. "Hej chatko, chatko, odwróć się do nas plusem, do lasu minusem"- wołają. Zakołysała się chatka, odwróciła. Otwarły się drzwi. Weszli bracia i dusza im się raduje . Stoi pod piecem stół, wszelkim jadłem zastawiony. Podjedli bracia, odpoczęli, potem znów pojedli i znów odpoczęli, następnie trzeci, czwarty, ... n-ty raz pojedli i odpoczęli. Już, Już mieli przejść z n do granicy, a tu nagle zza pieca wychodzi stwór kosmaty: jakby kwantyfikator, ale czy on ogólny, czy szczególny - nie odróżnisz. "Bracia, bracia, ratujcie mnie. Już pół życia siedzę tu pod władzą czarownika de Morgana za to, że odmawiałem zaprzeczenia implikacji.
Wzruszyli się bracia losem Kwantyfikatora i zabrali go ze sobą. Idą wesoło przed siebie. Obejrzeli się. Leci po niebie strzała. Uderzyła o ziemie, schowała ostrze, wygięła się złowrogo i zmieniła się w śliski, ohydny znak negacji. "Uciekajmy co sil w nogach - wykrzyknął Kwantyfikator - bo nas tu wszystkich zaneguje". Puścili się bracia pędem, uciekli de Morganowi.
Bajka przędzie się kołem, rzecz się toczy z mozołem. Długo trwało, zanim ujrzeli bracia przed sobą mury prastarego grodu Trygonoma, który jeszcze car Heron wybudował. I rosły przed braćmi mury Trygonoma tak, jak rośnie wykres funkcji y = 1/x przy x dążącym do zera z prawej strony. I rozbiegały się z trzech wież Trygonomu promienie złociste tak, jak są rozbieżne sumy częściowe szeregu harmonicznego 1+1/2+1/3+1/4+1/5+... Zaszli bracia do gospody "Pod Pierwiastkiem", pogadali z karczmarką, grubą Sigmą. Opowiedziała ona o wielkim nieszczęściu, jakie przed laty nawiedziło prastary Trygonom. Panował był w Trygonomie teraz już stary i siwiuteńki książę Tangens wraz ze swą piękną niegdyś małżonką Tangensoidą. Mieli przed laty śliczną córeczkę Asymptotę, ukochaną obojga księstwa i ludu. Miała być podporą dla rodziców na stare lata, gdy już blisko im będzie do nieskończoności. Aliści zdarzyła się rzecz straszna. Na uroczyste nadanie kierunku Asymptocie nie zaproszono starej wróżki Transpozycji. Była to zła wróżka i prawdę powiedziawszy, nikt jej w księstwie nie lubił, a i ona stroniła od ludzi. Jednak, gdy dowiedziała się, że nie została elementem zbioru gości, z zemsty wyrzekła przepowiednie, że gdy księżniczka dojdzie do lat siedemnastu, porwie ją de Morgan. Nie bali się tej wróżby Tangens i Tangensoida. Wyznawali bowiem logikę wielowarstwową i nie przypisywali przepowiedni Transpozycji żadnej dodatniej wartości. Na dowód tego w dniu 17-tych urodzin Asymptoty wyprawiono wielki bal. Nie było równego mu balu ani przedtem, ani potem w całym obszarze ciągłości Tangensa. Młody lokaj Gauss, świeżo ukończywszy dowód konstrukcji, pięknie przystroił sale balowe siedemnastokątami foremnymi. Przybyły na bal wszystkie pokrewne funkcje trygonometryczne i hiperboliczne, książęta dx i dy, a nawet stary dziwak Area-Cosinus Hiperboliczny, którego nikt nigdy bez krzywej łańcuchowej nie widział. Kto chciał, tańczył, kto nie chciał, to robił co innego, bo kraj był demokratyczny. Starsi wspominali czasy, gdy jeszcze wzrastali i miel i dodatnią pochodną, średni wiekiem robili analizę harmoniczną swoim towarzyszkom, nieprzeliczalna służba na każde skinienie różniczkowała gościom jadło i napitki. W zacisznych kącikach młodzi całkowali się ukradkiem po dt, ale zanadto się z tym nie kryli . Książe bowiem rozumiał młodzież i niejedna młoda wypukła funkcja znalazła na jego dworze styczność drugiego rzędu z jakimś przystojnym i silnie zbieżnym funkcjonałem.
Nagły podmuch zgasił wszystkie świece, wśród gości pojawiły się zbiory rozmyte, a gdy fagasi wnieśli nowe punktowe źródła światła, okazało się, że wśród uczestników balu nie ma już Asymptoty-krasawicy. Wykazano wnet (indukcyjnie, ze względu na liczbę obecnych na sali gości), że porwał ją de Morgan, zaprzeczając rozkazom księcia i warunkom wejścia na bal. Tak oto spełniła się przepowiednia wróżki Transpozycji. Od tej pory smutek zapanował w całym grodzie. Nikt nie rozwija się w szereg, nie całkuje i nie m noży. Młode Różniczki dawno już zmieniły się w stare Różnice, mało które zmieniły znak z - na +. Po bokach trójkątów grasują zdziczałe kąty i nie zawsze staremu wiernemu hajdukowi Euklidesowi uda się je zsumować do 180 stopni.
Głęboko zapadła braciom w dusze opowieść Sigmy i postanowili wyzwolić z rąk de Morgana nadobną Asymptotę. Udali się najpierw do wróża Bezouta. Siedzi Bezout za stołem, pierwiastki liczy kołem, gdy nie masz "u", kolego, nie przychodź do niego. Przynieśli bracia cztery nie trywialne pierwiastki, wręczają Bezoutowi i pytają, jak im pokonać de Morgana. "Trudna to sprawa - odrzecze Bezout. - Więzi on wiele kwantyfikatorów i pokonać go tylko możecie śmiało omijając prawo wyłączonego środka. Ale oto ciemnieje moja kryształowa pseudosfera: znak, że uda się wasze przedsięwzięcie."
Podziękowali bracia Bezoutowi, dodali jeszcze trzy pierwiastki (niezwyczajne, kwadratowe) i stoczyli się po linii najmniejszego spadku z murów Trygonoma. Kwantyfikator został barmanem pod pierwiastkiem, a Alfa Jeden, Alfa Dwa i Alfa Trzy poszli po gradiencie w kierunku widniejącego lasu, tak gęstego, jak liczby wymierne po prostej. Jak tu przejść? Ale oto machnął jeden brat przekrojem Dedekinda, machnął drugi, potem trzeci: skonstruowali bracia liczbę niewymierną 2^sqr(2) i przeszli przez las. Wnet zagrodził im drogę potok wypełniony cieczą nieściśliwą i nielepką. Niezwyczajny to potok - pełen turbulentnych wirów i punktów osobliwych. "Co robić? - dumają bracia. -Gdybyż mieć chociaż spirale logarytmiczną!". Ale któż to pyszczek z wody wystawia? Pi-ryba. Przewiozła braci, jednego po drugim, na drugą stronę. Pokłonili się jej bracia w pas i poszli dalej, bo już było widać ogromną górę Moduł a na niej zamek de Morgana. Doszli bracia pod samą górę i zmartwili się. Bo, wprawdzie do zamku droga prosta, stopnie zapraszają do wejścia, ale co to za stopnie? - śliskie jak lód, gładkie tak, że co postawisz nogę na jednym to spadasz na drugi, próbują bracia i próbują, ale nawet na pierwszy stopień nie weszli. Nagle jak spod ziemi wyrasta Argument - ten, którego kiedyś od zniknięcia uratowali. Podstawił się Argument do zmiennej niezależnej, zaburzył współczynniki przy równaniach schodów, zmniejszył gładkość i weszli bracia na górę. Ale do samego zamku jeszcze długa droga. Wejścia pilnuje pies Boole-dog, sierść na nim jeży się jak wykres funkcji y = sin 1/x, szczerzy zęby i warczy. Za Zapisem Peauceliera stoi: kto psa pokona, wnet go Inwersor w środek inwersji postawi i za płaszczyznę wyrzuci. Nie stracili głowy bracia. Sinus 1/x przez x pomnożyli i go w zerze uciągli . Potem owinęli się wstęgą Mobiusa i czekają. Zabrał się Inwersor do odwracania wstęgi Mobiusa, ale że jest to powierzchnia jednostronna, nic się braciom nie stało. Wychodzi na to sam de Morgan z suką Negacją, operatorem Minusem i starym czarownikiem Tercjanem. Wektorom znaki pozamieniać chce, od poprzednich wartości odjąć i tak to przyrównać braci do zera. Pobledli bracia, "Już po nas - myślą. - Już nie ujrzymy starej Macierzy". I stało by się tak, gdyby nie Kwantyfikator "Istnieje Iks", który w samą p orę przybiegł z Trygonomu, jeszcze w fartuchu barmana. Zagryzł Negacje, stał się kwantyfikatorem "Istnieje Iks taki, Że Nieprawda Że Igrek" i zaczął przekształcać de Morgana, a bracia pomagają mu z drugiej strony. Rachunki logiczne przeprowadzają, a z prawa wyłączonego środka nie korzystają. "Tertium non datur" - woła de Morgan, ale Tercjan nie słyszy. Upadł de Morgan. Już po nim. Otworzyli bracia de Morganowe nawiasy i zaraz ukazała im się długa linia prosta, w której natychmiast rozpoznali księżniczkę Asymptotę. Wkrótce nadjechał i sam Tangens. Wziął córkę w ramiona i rzekł braciom: "Mam ja tylko jedną, a was jest trzech. Niech najstarszy weźmie ją za żonę. Dam mu dogodne współrzędne: dwakroć PI/2 i grupę Translacji w dziedziczne władanie".
Nie minęło i e niedziel, a w Trygonomie odbył się huczny ślub, po którym nastąpiło skromne wesele. Byli na nim obecni wszyscy bracia: Alfa Jeden, Alfa Dwa i Alfa Trzy. Przybył (uszlachcony przez Tangensa) Argument w kokilce ciągnionej przez kare bułanki Pi-ryba wystąpiła w przepięknej galarecie z jarmużem i bedłkami, a piwo gościom rozlewał sam Kwantyfikator, obecnie już właściciel zajazdu "U z daszkiem". Nie musieli długo czekać księstwo. Alfa Jeden podziałał sobą na księżniczkę Asymptotę (teraz już swoją żonę x=PI/2) tak, że na płaszczyźnie pojawiły się wkrótce w regularnych odstępach nowe asymptoty, a stary Tangens i Tangensoida mogli wreszcie spokojnie przejść do nieskończoności.
"Przychodzi sinusoida do lekarza, a lekarz mówi: znowu ma pani okres?"
Przepraszam niniejszym, ale tak mi się rzuciła matematyka na mózg ;)
Aaale...
Drugie kolokwium za mną. Pierwsze, TPI tzn. OpenOffice, z wynikiem 5 zakończone, tu - matma dyskretna, nie będzie już tak różowo. W sobotę logika, w czwartek za dwa tygodnie algebra liniowa. Źle.
A teraz do rzeczy. Na jaki temat dziś będziemy narzekać? Na pogodę. Jest brzydko. Zimno, szybko się robi ciemno, jest mokro, nieprzyjemnie. W najbliższym czasie ma spaść śnieg, na co czekam z utęsknieniem. Swoją drogą - wiecie jak człowiekowi się niektóre rzeczy kojarzą? Ostatnio słuchałem w odtwarzaczu podczas drogi na przystanek pewnej MP3, którą po raz pierwszy słuchałem w zeszłym roku, gdy pamietam że szedłem w śnieżycę gdzieś. I teraz, słuchając melodii, oczyma wyobraźni widziałem płatki śniegu dookoła.
Przejdźmy jednak do komputerów. Mam w komputerze piękny, "nowy" dysk o zabójczej pojemności 2,5 GiB, który to będzie dyskiem przenośnym, ale na razie kieszeń się nadaje do naprawy. Jeszcze tylko muszę jedną partycję sformatować. A dysk jest wolny i głośny jak nie wiem co. Formatowanie jednej, nieco ponad gigabajtowej partycji na FAT32 zajęło mu dużo czasu.
Jeszcze tylko wspomnę, że podoba mi się idea podcastów. Może, jak sie sprężę i jak wyjdzie to jako tako, to będziecie mogli usłyszeć mój głos opowiadający o czymś ;)
SPIM się nasila
Zjawisko SPIM-u, czyli SPAM-u przez komunikator Internetowe się nasila. Wczoraj przyszły dwie wiadomości, dzisiaj jedna. Ciągle zmieniające się numery GG, a wybór "celów" to najprawdpodobniej całkowite losowanie (lub "po kolei"). Szlag.
Jeszcze nie jest tak źle, jak mam ze SPAM-em w skrzynce e-mail, gdzie dziennie przychodzi kilkanaście wiadomości (niniejszym dziękuję za filtry GMaila).
A jak się obronić przed spamem z komunikatora? Wiele dzisiajszych komunikatorów ma wtyczki, które służą do zabezpiecznia się przed czymś takim, chociażby Konnekt, stosunkowo popularny wśrod moich znajomych. Większość polega na prostej zasadzie konieczności wpisania hasla przed możliwoscią rozmowy. Zabezpieczenie prymitywne, ale skuteczne przeciwko botom, SPIM-owi, często nawet przed jellonkami ;)
Główne pytanie jest jednak takie, czy to zjawisko naprawdę będzie się tak nasilać?
Najdziwniejszy program?
Wiecie, że czasami się cieszę, że umiem sobie coś zaprogramować? Oszczędza mi to pracy.
Musiałem 44 razy wykonać pewne polecenie DOS-a. Nie znam się nadzwyczajnie na składni plików wsadowych, nawet nie wiem czy by na to pozwalały. Chodziło o wykonanie pewnego polecenia, w którym by się tylko zmieniała jedna zmienna. od jeden do czterdziestu, ale z taką ilością zer poprzedzających, aby ilosć znaków wynosiła zawsze dziesięć.
Pewnie dałoby sie to zrobić szybciej. Może nawet ręcznie by było szybciej. Ale siadłem do Visual Studio 2005, wybrałem C# ConsoleApplication, szybko wpisałem co trzeba, skonstruowałem funkcję do dodawania zer wiodących, uruchomiłem test, zadziałał, uruchomiłem co potrzeba - nie zadziałało. Pomyłka w składni mojego polecenia. Potem już ładnie wygenerowany został plik .bat, którego uruchomienie stworzyło 44 (cztedzieści i cztery ;)) kody kreskowe w ostatecznym rozrachunku.
Czekam z utęsknieniem na nowego shella o nazwie kodowej Monad. Bo może bym sie nei musiał babrać w VS, wystarczyłoby stworzyć prosty skrypt realizujący to, co mi potrzeba... Ale trudno.
A program "for.exe", po rekompilacji dla normalnego .NET 1.1 (a nie bety 2.0) i dodaniu jakiejś sensowenej pomocy udostępnię. Przydatne 16 KB ;) Zwłaszcza, gdy będę musiał jeszce n tych kodów wygenerować.
O właśnie. Łapię się na tym, że coraz częściej mówię o n-tych rzeczach. Takie matematyczne zboczenie :)
Co mam robić?
Gdy mam temat do pisania i mam czas... to niestety - nie chce mi się pisać. W ogóle nie mam weny. Przed momentem zacząłem pisać, jaki to świat jest mały - i przerwałem. Ochota na pisanie odeszła, gdy tylko nacisnąłem kilkanaście klawiszy. Co mam robić, aby pisać mi się chciało? Mam w głowie kolejne myśli, mam nawet jakieś spore kawałki opowiadania pewnego (aczkolwiek z Prawdziwą Terrą nie związanego), a nie mogę tego przelać na elektroniczny papier. No cóz, może jutro?
Tymczasem trzeba zrobić coś innego. Wczoraj zmajstrowałem zaawansowany program do generowania kodów kreskowych, teraz już tylko muszę te kody wydrukować w odpowiednich miejscach na arkuszu papieru (tak, aby się na nalepkach to znalazło). Choć, moze najpierw zacznę od próby wygenerowania innej liczby kodów niż jeden? :)
Tworząc kody kreskowe zmuszony byłem się dokształcić, więc poznałem kilka standardów, ulepszyłem moją znajomośc PHP (bo generowaniem kodów zajmuje się skrypt PHP)... Teraz tylko plik wsadowy odpowiedni i drukowanie jakoś zrobić i będzie super.
Gdy skończę, to to cudo do tworzenia kodów kreskowych, akurat w moim przypadku dla potrzeb biblioteki szkolnej, ale z pewnością nadające się do innych celów też, udostępnię.
Najstarszy
"Najstarszy" się ukazał.
Jest tom drugi trylogii "Dziedzictwo", czyli sequel słynnego "Eragona". 32 PLN. Już zbieram pieniądze.
"Eragon" bardzo mi się podobał.
Podsumowanie
Sparrow opublikował screeny z Jogger2. Fajnie. Jeszcze żeby się dowiedzieć czy będą te opcje o które się dopytuję :) Bądźmy dobrej myśli :)
Jutro kolokwium. Informatyka. OO Writer i Calc. Nie wiem jak to wyjdzie, mam nadzieję, że dobrze :) Zresztą nie spodziewam się czegoś tragicznego :)
Tworzona od wczoraj strona internetowa nareszcie działa jak powinna pod IE. Co było winą? Najprawdopodobniej jakieś nieprawidłowe "białe znaki" w arkuszu CSS. Cholera, trzy godziny roboty.
Mam co czytać. A.Sapkowski, "Boży bojownicy". Zapomniałem, jaka to świetna ksiażka. Szkoda, że pierwszej części tego ("Narrenturm") nie czytałem. Chyba będzie też część trzecia, może nawet już jest? Naszło mnie też, aby "Wiedźmina" jeszcze raz przeczytać.
Nie jest źle.
Gdzie nie wejdę - matma
zbiór osobników płci żeńskiej
No nie, gdzie ja nie wejdę - matma. Na Joggerze ktoś tam pisał, że matma jest be, na forum Gazeta.pl taki kwiatek jak wyżej... Wszystko mi się teraz będzie kojarzyć ze "zbiorem podzbiorów zbioru potęgowego zbioru, który jest sumą tych dwóch zbiorów".
Jutro chyba muszę sobie odpuścić logikę i teorię mnogości :)
Home v9
Zaczęły się prace. Nad kolejną, dziewiątą (!) już wersją mojej strony domowej. Co będzie tym razem? :) Żadnego cholernego phpWiki, wszystko oparte o mój projektowany i tworzony system. Lepsza integacja wszystkiego ze sobą nawzajem, nowy szablon - znacznie ładniejszy, przyjemniejszy, czytelniejszy, dostępny... i przede wszystkim mój, a nie cudzy :) Wsparcie dla mod_rewrite, więcej rzeczowych informacji.
Nazwa kodowa dla Homepage v9 została przed momentem wybrana. Ciekawe, ile potrwa, zanim zrobię to wszystko, co mam zamiar zrobić :) Zacznę od szablonu, to będzie chyba najłatwiejsza część. A potem - babranie się w kodzie PHP.
Dzięki Bogu, mam sporo rzeczy, które napisałem dawno temu, a teraz - mogę wykorzystać. Recycling w pełnej krasie :)
Standardy sieciowe
Po co te standardy, i tak największe portale mają kupy błedów, po co walidować własną stronę, przecież przeglądarka to wyświetli…
Tego typu teksty pojawiają się często. I nie mozna zaprzeczyć, że jest tu ziarno prawdy. Wiele serwisów, i mniejszych i większych, nie przechodzi poprawnie walidacji, roi się tam od błędów. 300 błędów na stronie głównej to “norma” niejako. A mimo to, nasze przeglądarki pokazują serwis prawidłowo.
Od początku praktycznie, przeglądarki były tak tworzone, żeby ignorować błędy domorosłych webmasterów i wyświetlać strony w możliwie najlepszy sposób. I stąd dziś mamy ten nadmiar niechlujnie napisanych stron, śmieciowego kodu, braku poszanowania dla standardów i innych przeglądarek niż najpopularniejsza.
Dyskusja o standardach
Przypadkiem trafiłem na forum gazeta.pl i zaczęła się niewielka dyskusja o standardach z webmasterem serwisu www.fit.pl. Ja albo nie mam siły, albo nie umiem za dobrze odpowiadać na jego argumenty. Proszę więc lepszych ewangelizatorów standardów o włączenie się do dyskusji :)
http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=691&w=31046500&v=2&s=0
Szablon
Zrobiłem to. Siadłem do komputera, włączyłem pewien folder w którym trzymam fotki i zrobiłem ot tak, w blizej nieznanym celu, otwarty szablon na stronę internetową. A nuż ktoś sobie wykorzysta? Na razie oficjalnie nie jest jeszcze dostępny, ale ja bym o jakieś opinie prosił. Bo pomimo, że sam nie mam jakiegoś zmysłu plastycznego to uważam, że wyszło nienajgorzej.
Oto Ktos02. Zastanawiacie się pewnie co z Ktos01, ale wolałbym go nie pokazywać, jest brzydki :) Po jakiś poprawkach może go udostępnię. W każdym razie prosze o opinie na temat tego. Miło by było, gdyby były konstruktywne (krytyczne, te pochwalne nie muszą być :)).
Swoją drogą, zauważam, ze Fx 1.5 beta2, któego używam nadal jest betą. Co jakiś czas mam kłopoty z kopiowaniem tekstu ze strony, a wczoraj chyba jakiś wyciek pamięci był niewielki skoro pod koniec prac nad Ktos01 zobaczyłem, że Firefox zajmuje 80 MB... A sprawdzałem, bo znowu coś się dzieje, że monitor co jakiś czas "mruga". To coś z explorer.exe albo sterownikiem karty graficznej jest i znowu się cholera uaktywniła. A z rok działało dobrze.
A teraz jeszcze dwie rzeczy dziś do zrobienia. Idę do fryzjera i do SklepuNieDlaIdiotówTM. Cieszę się niezmiernie, że ten środa-czwartek mamy wolne. Szkoda tylko, że trzeba się uczyć, bo się zbliżają 3 kolokwia pod rząd. Ale do najbliższego jeszcze całe 4 dni ;)
Sam się dziwię...
Sam się sobie dziwię co ja mam w systemie. Driver de Microsoft para arquivos texto. Skąd to się wzięło?
Zmiana nazwy
Ostatnio MW miało same kłopoty - odchodzący z niej działacze zabierają ze sobą różne kompromitujące materiały. Obejrzeliśmy więc w TVN film, na którym wszechpolacy w biurze poselskim Giertycha pozorują stosunek homoseksualny. "Gazeta" opisała, jak wszechpolacy urządzili się za pieniądze Parlamentu Europejskiego, łącznie z dostawami markowego alkoholu. Teraz wyszły zdjęcia wszechpolaków z nazistowskim pozdrowieniem. Konieczna stała się zmiana nazwy.
No tak... jak coś się psuje to się zmienia nazwę, nie? Albo logo. A co gorsze ludzie się dają na to nabierać.
Jeszcze raz o "thin clients"
Cienkie klienty. Tak... W okolicach 1997 roku firma Sun przepowiadała, że teraz wszystko będzie napisane w Javie, uruchamiane na serwerze, a cienkie klienty (następcy "glupich terminali") będą sobie z tego korzystać. I co? Nadal jest to mało popularne.
W listopadowym PC World Komputer jest artykuł zatytułowany "powrót chudego". I tam jest napisane, że wiele firm się obecnie decyduje na to rozwiązanie, rezygnując z "peceta na każdym biurku". Bo thin client ma wiele zalet - brak systemu operacyjnego, odporność na wirusy, łatwiejsze zarządzanie, instalowanie poprawek, niska cena, wolniejsze starzenie się... I tak dalej. I na końcu tego artykułu jest przepowiednia. "Według eksperta Johna Krisha, systemy oparta o cienkie klienty, (...) znajdą entuzjastów wśród użytkowników domowych. Po drugiej stronie przewodu sieciowego widzi on miejsce dla dostawcy usług internetowych, oferujących nie tylko dostęp, ale i sieciowe aplikacje". Przy współpracy z siecią, cienki klient, ma zaoferować podobne możliwości jak stacjonarny pecet.
Oczywiście nikt tu nie mówi o grach, programach graficznych itp. W takich zastosowaniach końcówki sieciowe nie mają szans. Ale praca biurowa, przeglądanie WWW - niby czemu nie?
Pisałem już o tym oddalaniu się od "mojego komputera". I byłem przeciwny. I nie ukrywam, że nie podoba mi się to rozwiązanie nadal. Nie chcę mieć urządzenia, z którym nic nie mogę zrobić. Nawet, jeżeli nigdy nic nie zrobię, to chcę mieć tą możliwość. Ale dla cienkiego klienta, a zwłaszcza mobilnej jego wersji, znalazłem zastosowanie, nawet dla geeków.
Otóż - wymarzyłem sobie lekkiego, przenośnego, cienkiego klienta. Coś w rodzaju palmtopa. Z modułem Wi-Fi. Ale nie połączeonego z serwerem jakiegoś usługodawcy. Nie. Z moim komputerem. Normalnym pecetem w domu. Dzięki temu w każdym miejscu z dostępem do Wi-Fi miałbym na przykład dostęp do tego, co leży u mnie na dysku. Mógłbym się położyć w łóżku i czytać e-booka znajdującego się na dysku komputeraz z drugiego pokoju. A gdyby ów mój wymarzony klient był jednocześnie telefonem komórkowym - cudo. Z drugiej strony, gdy nie ma dostępu do sieci bezprzewodowej, staje się bezużytecznym ciężarem. Dlatego, albo musimy poczekać na upowszechnienie się rozległych sieci typu WiMax, albo zostać przy klasycznych palmtopach rozbudowanych o takie cudne możliwości.
Przepowiednia Sun się nie sprawdziła. Ich pomysły były nieodpowiednie. Dziś, znacznie ulepszone i poprawione - wracają. A jak będzie dalej?
Święto
Dzisiaj jest ten jeden dzień w roku, gdy wspominamy osoby, których już nie ma na tym świecie. Poprzez zapalanie ognia, jako symbolu tego "płomienia co żyje w nas" na ich grobach. Poprzez składanie kwiatów. Poprzez modlitwę.
Większość osób, których groby dziś będę odwiedział, nie znałem. Nawet powiem inaczej - znałem tylko jedną. A przynajmniej ją kojarzę. Pradziadka. Zmarł, gdy byłem bardzo mały, w ogóle rzadko go widziałem, nawet z nim zbytnio nie rozmawiałem. Nigdy. A szkoda.
Miałem tu napisać jeszcze więcej, ale mnie poganiają. A brudnopisu w Joggerze nie ma niestety. Do widzenia, za kilka godzin wrócę.
Notatki na piasku
Oto się stało. Notatki na piasku.
Ten blog, "Notatki", mój drugi ma być czymś innym. Mniej prywatnym (choć to też będzie zależeć od okoliczności), a bardziej publicznym. Ma być czymś głębszym. Bardziej profesjonalnym. Po prostu zupełnie innym czymś niż Jogger. Którego obiecuję nie zaniedbywać (chyba, że padnie - oby nie :)). Tam ma też być inny styl pisania. Bardziej formalny, doroślejszy. Bez nadmiaru emotikonek, bo i tak stosuję ich chyba zbyt wiele ;)
Próbki tego, co się będzie pojawiać w "Notatkach" będą też publikowane na Joggerze - wraz z linkiem. Przez jakiś czas. Tak na start. A potem - potem się zobaczy. W "Notatkach" znalazło się też kilka(naście) wpisów z Joggera. Tych, które zostały uznane ze lepsze, przedstawiające jakiś sensowny poziom. Jakze innych od całej masy tego, co naprodukowałem. Bo sam się dziwię, ile bzdur napisałem w ciągu tych półtora roku :)
Skąd taka nazwa? Czysty przypadek. Tak nagle wpadła do głowy. I okazała się nawet unikalna. Przynajmniej wyniku w Google o dokładnie takim tytule nie ma. Więc - zastosowałem ją. Te notatki nie będą jednak tak nietrwałe i nieważne, jak to, co pisze się "kijkiem po piasku". Mam nadzieję zmuszać czytelników do myślenia, a tych, których będę tutaj krytykował - do poprawy. Może się uda - na Joggu się udało :)
Co jeszcze? Trzeba będzie zadbać o pozycję w Google, którą Jogg ma, a "Notatki" jeszcze oczywiście nie. ale tym już się zająłem :) Życzcie mi powodzenia.
Jeszcze raz...
był padnięty, ale wrócił. Hura!
A teraz z kolei Chrome nie działa (prace modernizacyjne podobno). Zmowa jakaś, czy co?

